
Co możemy zobaczyć okiem niezależnego od żadnych poglądów obserwatora? Otóż, wobec jednej, rozbrykanej 14-latki mobilizuje się całe lobby aborcyjne i antyaborcyjne. Poddawana jest nieustannej presji. Działacze "pro-life", jak i aborcyjni, ślą SMS-y i biegają od szpitala do szpitala. Jedni zbierają na wyprawkę dla dziecka, drudzy na tzw. „zabieg”. Jedni wpłacają 50 tys. zł, drudzy obiecują podróż za granicę.
Sławna, ogólnokrajowa gazeta codzienna publikuje coraz to nowsze, sensacyjne informacje. Sama dziewczyna się waha i od decyzji do decyzji mówi co innego. Na jednym z forów konserwatywno-katolickich zostały opublikowane dane osobowe dziewczyny. Dość egzotyczne imię, jak i nazwisko, pozwala na wyszukanie w jednym ze sławniejszych serwisów społecznościowych – tym samym na zdobycie numeru telefonu. Ciągłe SMS-y. Nie zabijaj, to życie, itp.
Innym forum, tym razem lewicowym, są podawane prywatnymi wiadomościami dane teleadresowe księdza i wysyłane pogróżki: Ty czarny sk...
Naprawdę te dane, rozpowszechnione przez jedną i drugą stronę, były łatwe do zdobycia. Nawet mnie się to udało. Mój znajomy, który ma kompletnie inne poglądy ode mnie, stwierdził: - Działacze wolności wyboru pokazali, że są takim samym szambem jak "pro-life”. Pozwoliłem sobie do tej jego wypowiedzi (mimo iż się nie zgadzałem z drugą jej częścią) dodać: - Po lewej stronie jest równie dużo fanatyków jak po prawej.
Wzajemne przekrzykiwanie się/przerywanie w debatach. Krzyczenie. Wyzywanie. Zbijanie politycznego kapitału przez partię, poprzez decyzje. Miałem okazję obserwować same centrum wydarzeń – całą tą szopkę.
Pytam: - Ludzie, co z wami? Czy to wszystko was zaślepiło? Czy naprawdę uważacie, że cel uświęca środki? Wiem, teraz to łatwo pisać, bo większość zna moje nastawienie, ale też bym tak pisał, gdyby potoczyło się inaczej. Mam poważne wątpliwości, czy decyzja tej dziewczyny była choć w jakimś stopniu niezależna? Czy naprawdę nie cenicie człowieka? Naprawdę, jak spojrzeć z boku, to każdy będzie widział fanatyków wojujących o swoje racje, a nie o ogólnie rozumiane dobro.
Widzimy tragizm tej historii. W tragediach nie ma happy endu, lepszych rozwiązań lub mniejszego zła. Cokolwiek by się nie zrobiło – na dziewczynie odbije się to na całe życie, a działacze przeciwstawnego nurtu będą mieli sytuację potwierdzającą swoje tezy.
I jak tu zachować trzeźwe myślenie, kiedy każda ze stron owego konfliktu ucieka się do brudnych sztuczek? Dochodzi tu jeszcze kilka innych problemów moralnych, dotyczących np. edukacji seksualnej, których nie będę dzisiaj rozwijał.
Lecz pamiętajmy, jesteśmy ludźmi – a to do czegoś zobowiązuje.