Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

147192 miejsce

Język rządzi Polakiem czy Polak językiem? O uzusie i sensie…

Dziennikarka Wiadomości24.pl, Izabela Miszczyk, broniła ostatnio prawideł ortografii polskiej. Broniła w sposób całkiem rozsądny, wywołując przy tym ciekawą dyskusję. Ja mam na ten temat jedno, krótkie zresztą, zdanie: nie tędy droga.

Oryginalny przypadek użycia trybu rozkazującego - niby poprawnie, ale gdzie tu sens? / Fot. Agnieszka JaniakBo zasady ortografii zmienią się same, jeśli taka będzie ich językowa wola. Wielu było takich, co to chcieli odgórnym nakazem wprowadzać filologiczne restrykcje. Jeden z nich dosyć już dawno, bo w roku 1440. Nazywał się Jakub Parkoszowic i w swoim „Traktacie ortograficznym” postulował między innymi odmienne kształty liter dla oznaczenia spółgłosek twardych i miękkich. Wskazówki zawarte w traktacie rzucone zostały niczym groch o ścianę i kompletnie się nie przyjęły. Nie mogło być inaczej, bo Parkoszowic próbował sprzeciwić się naturze języka. A ten nie lubi z góry narzuconych norm. Dlatego odsuńmy na bok formy i zajmijmy się sensem. Słów, nie istnienia.

Skąd więc moja awersja do roztrząsania problemów ortografii? Jak wszędzie, tak i tu, wkrada się proza życia. W kolejce po etat korektora zawsze będzie stał długi ogonek chętnych, gotowych do poprawiania płodów dziennikarskiego i literackiego rzemiosła. Znajomość ortografii nie jest rzeczą skomplikowaną, o ile tygodniowo pochłaniamy przynajmniej jedną średniej grubości książkę i jeśli co jakiś czas przekładamy teorię na praktykę, tworząc szeroko rozumiany tekst. Bo też obycie językowe, znajomość zasad, można wyćwiczyć. Jak? Właśnie czytając. Mózg, niczym mięsień, potrzebuje ruchu. Im więcej czytasz, tym sprawniej posługujesz się językiem. Im częściej Twój wzrok spotyka słowo „żaba”, tym skuteczniej utwierdzasz się w przekonaniu, że to właśnie „żaba”, a nie „rzaba”. Niestety, żadna żaba nie uratuje tekstu, jeśli pozostanie jego głównym składnikiem (chyba że będzie to artykuł zoologiczny lub kulinarny).

Bo żeby pisać, trzeba znać. I wiedzieć „o czym” i „komu” chcemy coś opowiedzieć. „Pisz ładnie i poprawnie”. Na pozór dobra, wyważona rada. Chciałoby się jednak dodać: i nie powtarzaj tego, co powiedzieli inni. A jeśli powtarzasz, to w sposób twórczy, przefiltrowany przez własną osobowość. Ryszard Kapuściński, cesarz dwudziestowiecznego reportażu, wyznawał zasadę: piszę tylko o tym, co przeżyłem. I choć często odwoływał się do źródeł, podstawą jego doświadczenia pisarskiego była obecność w przedstawianym miejscu i realna znajomość opisywanych ludzi i środowisk. Tak róbmy i my. Jeśli zaś nie stać nas aktualnie na wykupienie biletu do Ghany, wypożyczmy z biblioteki "Heban".

„Ortografia to sztuka dla inteligentnych (…), pisze Izabela Miszczyk, a ja się z nią nie zgadzam. Ortografia to umiejętność, a jako umiejętność jest możliwa do wyuczenia. Uczmy się jej, jak najbardziej, ale mimochodem. Poprzez "naukę" świata. A wspomniany w tytule uzus - czyli przyjęty w danej grupie społecznej sposób posługiwania się językiem, mający kolosalny wpływ na kształtowanie się normy językowej - sam poradzi sobie z modyfikowaniem zasad. Pamiętajmy, że „żaba” jest „żabą”, a nie „rzabą” w sumie przez przypadek. Bo z obiektywnej strony patrząc, „ż” wcale nie jest warte więcej niż „rz”. A więc warto zachować dystans. I z belferską cierpliwością poprawiać błędy ortograficzne tych, którzy z aktualną wersją ortografii są na bakier. A może po prostu pozazdrośćmy im swobody, z jaką posługują się językiem, uwolnieni z ciasnych łańcuchów poprawności…?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Jeśli ktoś napisze, że "rzaba siedzi na łonce", to każdy poza mało wprawnym obcokrajowcem to zrozumie... W portalach polegających na promowaniu samego siebie (Goldenline, Profeo) ludzie popełniają takie błędy i mało kogo to bulwersuje - obawiam się, że z pracodawcami włącznie.
A dysortografik może pisać poprawnie. O ile BARDZO dużo czyta i o ile ortografia jest dla niego - pomimo jego problemu - jakąś wartością. Problem w tym, że szkoła współcześnie nie przekazuje wartości, szkoła tylko truje i wymaga ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko że umiejetność pisania jest jednak bardziej praktyczna i potrzebna w życiu niż rysowania czy grania na instrumentach. :)

Świadomie nie napisałam w artykule o dysortografii, dysleksji, dysgrafii. Zaburzenia niezależne od człowieka powinny skutkować jakimiś ulgami - to oczywiste.

No i fakt: wykuwanie ortografii nie ma sensu. Ale jej przyswajanie mimochodem, poprzez czytanie - jak najbardziej. Zresztą ortografia to tylko jeden z elementów jezyka, a nie jakaś święta krowa. Bo i gramatyka jest ważna, i interpunkcja, i styl...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.08.2009 08:23

Jak kogoś dosięgła dysortografia?
Boryka się z problemem od dziecinnych lat, bo ''światli'' pedagodzy tamtych czasów, nie mieli o niej pojęcia.
To jest leniwy, czy mało inteligentny.
Gdzie ta teza i dowód, że ''Ortografia to sztuka dla inteligentnych (…)''
Większej głupoty nie przeczytałem, zgadzam się z autorką tego tekstu.
Wszystkiego się można wyuczyć, jest pytanie po co?
Beztalencie muzyczne, po wielogodzinnych wykańczających próbach zagra gamę, tylko po co ?
Krzywe ręce do rysunku nabazgrolą, wreszcie jakąś kształtną bryłę, tylko po co?
Lepiej czas na wykuwanie ortografii, jeśli sprawia to wielka trudność przeznaczyć na doskonalenie posiadanych zdolności.
Żeby nie było, zawsze trzeba się starać...... ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozmazuje się tu trochę pojęcie formy. Ortografia to nie kształtowana przez twórcę tekstu forma, tylko sztywno narzucone zasady, których nie powinno się świadomie naginać. Absolutnie nie krytkuję stylistycznej swobody i inwencji - wręcz przeciwnie.

Bo forma, o jakiej Robercie piszesz, ma większy wpływ na treść niż mogłoby się pozornie wydawać. Ten sam tekst, napisany w sposób archaizujący, będzie miał inny sens niż gdyby był wystylizowany na slang młodzieżowy.

Generalnie chodzi mi o to, że słowa o krasomówczym stylu i fantazji nie mają związku z ortografią. A formę jako taką, pojmowaną od strony finezji i pomysłowości, jak najbardziej doceniam i biorę pod uwagę czytając i pisząc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z jednej strony mamy formę - ortografię, z drugiej treść. Pytanie: co ważniejsze? jest chybione. Owszem, dla mnie ważniejsza jest esencja, ale jeżeli napisana poprawnym, a może jeszcze lepiej - krasomówczym, ze stylistycznymi fantazjami językiem, tym ciekawiej. Trzeba też pamiętać, że nadmiar błędów ort., styl., int. prowadzić może do niezrozumienia treści. Każdy musi zatem znależć swój własny złoty środek: bliżej treści czy formy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niektórzy językoznawcy twierdzą, że prawdziwe rozumienie świata poprzez słowa (które są tego świata interpretacją), wymaga znajomości co najmniej dwóch języków.Wynika to z różnic w postrzeganiu rzeczywistości w poszczególnych językach. Z kolei te różnice wynikają z różnic w samej rzeczywistości. Idąc tym zawiłym tropem można dojść do wniosku, że warto posiadać umiejętność myślenia w obcym języku, bo pozwala to zrozumieć świat i sposób myślenia osoby o innej narodowości. :) A więc aby faktycznie poznać Niemcy i Niemców, trzeba nauczyć się ich świata, także poprzez język i myślenie w nim...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.08.2009 08:48

W takim razie ja się wypowiem, ponieważ zdarza mi się notorycznie myśleć w języku obcym, mianowicie w języku niemieckim.

Nie wydaje mi się, żeby myślenie po niemiecku w jakikolwiek sposób odbierało mi moją polskość. Jestem z Polską związana dokładnie tak samo, bez względu na język, którym aktualnie się posługuję. A to, że się da myśleć w innym języku jest zasługą elastyczności naszego mózgu. Wystarczy go przyzwyczaić, a przestawienie się z języka na inny język przestaje być problemem. Dla mnie jest to kwestia wyłącznie praktyczności. W pewnych sytuacjach tłumaczenie czegoś na język ojczysty jest stratą czasu. Będąc na wykładach, zdając egzaminy, czy też pisząc pracę muszę myśleć od razu po niemiecku, inaczej miałabym problemy ze zrozumieniem wykładów, z czasem na egzaminach oraz terminami oddania pracy ;-)

Czasem zdarza mi się wtrącać niemieckie słówka w trakcie rozmów po polsku. Czasem przychodzą mi do głowy zwroty po niem., które bardziej pasują do kontekstu, czy do sytuacji a nie można ich dosłownie na polski przetłumaczyć. Na szczęście używam ich jedynie w towarzystwie osób, o których wiem, że mnie zrozumieją.

I naprawdę nie sądzę, że w takich momentach jestem mniej Polką, a bardziej Niemką. Zawsze będę z Polski bez względu na to iloma językami i w jakim stopniu się nimi posługuję. W języku obcym myśli się tylko czasem, a w języku ojczystym gdy się tylko da :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://host.blog.pl/archiwum/index.php?nid=13856645#

Moja notka pod tytułem "myślenie w obcym języku". Tak jakoś mi się skojarzyła z tym artem. Swoją drogą może ktoś odniesie się tam czy tu jakoś do tego co napisałem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.08.2009 21:50

Obiecałem polemikę, ale... no właśnie, nie mam z czym ;) +5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zazdrościmy tej swobody.
:)
i zapewne dlatego wyobcowani na obczyźnie obcokrajowcy muszą się uczyć obecnie języka obcego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.