Facebook Google+ Twitter

Język urzędniczy, prawniczy, a może zwykłe niedbalstwo?

Trawestując Mikołaja Reja można powiedzieć "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swoje ustawy mają". Na ich podstawie są tworzone inne dokumenty, które jakością nie mogą przecież odbiegać od oryginału.

Gdzie jest źródło takiego języka?

Eurodeputowany, były prezes Najwyższej Izby Kontroli Janusz Wojciechowski, na jednej z konferencji PAP pokazał kreatywność ustawową posłów.

Projekt Dziennika Ustaw z 1990 roku ważył 4 kg, z roku 1996 już 11 kg, ale z 2002 przekroczył 40 kg! Ostatnich produktów sejmowych chyba już nikt nie ważył, bo europoseł już nie podał konkretów. Dodał natomiast inną bardzo zaskakującą informację, że w Polsce nie sposób ustalić, kto jest autorem tych wielokilogramowych ustaw. W ich przygotowaniu brały udział jakieś firmy doradcze, dziwne kancelarie, a nawet studenci.

Bardzo dobrze, że o tym się dowiadujemy. Aczkolwiek mnie wprawia w osłupienie, gdy polityk-prawnik Janusz Wojciechowski zajmujący wysokie stanowiska w państwie żali się szerokiej publiczności na totalną bezradność w tym zakresie. To jest żenujące i przygnębiające zarazem.

Co może zrobić wobec tego zwykły obywatel? Kto ma dokonywać reform złego prawa czy niedopracowanych ustaw z konstytucją włącznie? Czyżby to była sugestia, że oprócz zasad demokratycznych są jeszcze jakieś ciemne moce, które wszystko paraliżują w naszym kraju?

Tłumaczenie z polskiego na "nasze"?

Poniżej zamieszczam przykład dokumentu, który stara się wyjaśnić to, co dokument wyższej rangi nieprecyzyjnie [?] przekazuje. Mógłbym wybrać bardziej porażającą twórczość urzędniczą, ale dokument był ostatnim z tych, nad którym trochę dłużej zastanawiałem się, albo jak mówią prawnicy "pochylałem się".

Przez chwilę miałem nawet dylemat, czy zrobić skróty tego nudnego dokumentu czy zacytować w całości? Ostatecznie doszedłem do wniosku, że musi być kompletny. Same fragmenty mogłyby być niezrozumiałe i uznane za złośliwość z mojej strony.

"Komunikat dotyczący zaopatrzenia w środki pomocnicze – pieluchomajtki i pieluchy anatomiczne

Wtorek, 06 Wrzesień 2011 13:59

[...] Oddział Wojewódzki NFZ przedstawia, stanowisko Ministerstwa Zdrowia w sprawie jednoznacznej interpretacji zapisów Rozporządzenia z dnia 29 sierpnia 2009 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu zaopatrzenia w wyroby medyczne będące przedmiotami ortopedycznymi oraz środki pomocnicze (Dz. U. Nr 139, poz. 1141 ze zm.).

››Załącznik Nr 2 - wykaz świadczeń gwarantowanych z zakresu zaopatrzenia w środki pomocnicze oraz określeniem limitu cen tych świadczeń i sposobu ich finansowania oraz warunków ich realizacji - do wyżej wymienionego rozporządzenia jednoznacznie stanowi w pozycji 16 co może być zamiennikiem (pieluchomajtki, podkłady, wkłady anatomiczne) dla pieluch anatomicznych. Natomiast w pozycji 17 przedmiotowego załącznika, także wskazano co może być zamiennikiem (podkłady, wkłady anatomiczne) dla pieluchomajtek lub pieluch anatomicznych przy danych wskazaniach przez upoważnionego do wystawienia zlecenia na zaopatrzenie lekarza.

W związku z tym należy przedmiotowe kolumny w danych pozycjach czytać łącznie i na zleceniu powinno znajdować się dane świadczenie gwarantowane lub zamiennik dla tego świadczenia przy danym schorzeniu zgodnie z zaleceniami lekarza uprawnionego do wystawiania zlecenia‹‹

Wobec powyższego zlecenia na zaopatrzenie w środki pomocnicze przysługujące comiesięcznie - pieluchomajtki i pieluchy anatomiczne, zrealizowane niezgodnie z zaleceniem lekarza podanym w I części zlecenia nie zostaną przyjęte do refundacji.

Źródło: Wydział Spraw Świadczeniobiorców".

Reasumując

Jestem przekonany, że każdy z nas ma pod ręką znacznie bardziej pikantne i trudne do przeczytania dokumenty, nie mówiąc już o ich zrozumieniu. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że pod płaszczykiem konieczności zastosowania "języka prawniczego" wciskają nam urzędnicy niezrozumiałe treści w swoich dziwacznych dokumentach.

W trakcie tworzenia tych dokumentów powstają "jednoznaczne interpretacje" wyjaśniające, co rozporządzenia "jednoznacznie stanowią", a ilość "przedmiotowych kolumn" i ciężar "przedmiotowych załączników" rośnie w zastraszającym tempie...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Prawo podatkowe...
tu jest naprawdę dno...
jest przecie tak że każdy podatnik może się zwrócić do urzędu skarbowego o interpretację prawa podatkowego i urząd mu wyda interpretację która stanie się obowiązującą dla tego podatnika...
oczywiście jak się domyślacie co podatnik i co urząd to zupełnie inna interpretacja
tak więc istnieje tyle potencjalnie równocześnie obowiązujących praw podatkowych co podatników
zasadniczo gorszej sytuacji nie może być
zasadniczo bo nowy sejm z pewnością postara się jakoś sytuację pogorszyć
pracować nad tym usilnie będzie również rzesza urzędników
przecie po to właśnie im płacimy kiedy płacimy podatki
pzdr.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Posłowie każdej kadencji muszą się czymś wykazać, a czym innym mogli by się wykazać, jeśli nie tworzeniem nowych ustaw i zmienianiem starych. A każda ustawa to nowe prawo. Mało tego, jeśli jakieś posiedzenie Sejmu odbywa sie bez debaty nad jakąś ustawą, to zaraz słychać głosy, że posłowie nic nie robią. Więc niema się co dziwić, że mamy prawo na kilogramy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ojej ale fajne rzeczy poruszyliście
Marto reguła mówiąca o tym że nieznajomość prawa szkodzi jest efektem założenia że każdy prawo zna
Jest to oczywisty absurd.
Samo domniemanie jest jednak potrzebne bo inaczej można by się skutecznie wybronić od odpowiedzialności za np. morderstwo, udowadniając że nie znało się kodeksu karnego...
Tak więc w systemie prawnym jest podstawa która jest fałszywa?
właściwie nie bo obywatel ma obowiązek znać prawo...
kiedy nie zna to sam jest winien tej nieznajomości i ta wina powoduje że nieznajomości prawa go nie może zwolnić z odpowiedzialności za jego złamanie...
cóż teoretycznie jest pewien postulowany zresztą przez prawników stan w którym niemal każdy może prawo znać
tak mogłoby być wtedy kiedy prawa tego byłoby mało i gdyby było stałe ( w sensie małej jego zmienności)
Robert fajnie opisuje jak daleko jesteśmy od tego stanu...
a jesteśmy bardzo daleko
dziś prawa (całego prawa polskiego) nie zna nikt - nawet prawnicy są specjalistami w coraz węższych dziedzinach
prawo zmienia się szybciej niż obrazki w kalejdoskopie (czy zrozumialej mówiąc) albo modni celebryci w TVP co zresztą powoduje takie komiczne sytuacje że biegły z danej dziedziny nie zna prawa aktualnie obowiązującego w jego dziedzinie lecz prawo które zmieniono np. dwa lata temu -sam się z tym spotkałem chodziło o prawo drogowe zresztą
skoro prawa o ruchu drogowym nie zna biegły sądowy co mówić o kierowcach?
i po co właściwie tak często zmieniać prawo o ruchu drogowym?
...
problemem są ci którzy prawo traktują jako narzędzie do realizacji celów krótkoterminowych
i wszystko jedno czy to posłowie czy lobbyści czy ktokolwiek inny...
Oczywiście da się żyć bez sztywnego trzymania się przepisów spisanych w kilkudziesięcio kilogramowych dziennikach ustaw.
Marek ma rację jest zbyt wiele osób które mają jakąś "pomroczność jasną" do upchnięcia w prawie...
...
w anglosaskim systemie prawa w USA czy Anglii jak wiecie ważne są precedensy
ale mało kto wie że te precedensy (czyli orzeczenia które zapadły w analogicznych sprawach niegdyś po raz pierwszy) powstają ponieważ sędzia w tym systemie prawa sądzi według prawa słuszności (czyli de facto według swojego przekonania o tym że dane orzeczenie jest słuszne) a nie ustaw...
żaden precedens przy tym nie powoduje że sędzia jest ubezwłasnowolniony - wciąż ma on prawo i możliwość orzec według własnego przekonania o słuszności
...
w polskim systemie prawa istnieje coś co jest bardzo zbliżone do owego prawa słuszności jest to możliwość
rozstrzygania przez sędziego spraw zgodnie nie z prawem ale np. ze zwyczajem, tradycją, obyczajem
stosowania analogii etc etc.
polski sędzia może to jednak robić jedynie tam gdzie nie ubezwłasnowolnia go ustawa sejmowa
a tak naprawdę to nie robi tego nigdy - bo raz że nie ma pewności że w danej sprawie jakaś ustawa nie istnieje a dwa że mamy zwyczajnie sędziów którzy są szkoleni do rożnych rzeczy ale nie do samodzielnego myślenia i działania nie według tomiszcz
długo by tu zresztą pisać.
jak śpiewała jedna aktorka "pańskie prawo to jest moje lewo"
i tak jest właśnie w Polsce
pzdr.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo mnie rozradował komentarz na temat jednoznaczności języka prawnego Wraz z treściami przytoczonymi przez autora mamy na przykład ok 200 tysięcy interpretacji prawa podatkowego. Warto nadmienić, że nasi złotouści posłowie i rządy są ogromną maszyną która próbuje wzbogacać nasz system z roku na rok. Dziw, że za tym wszystkim nie nadąża nikt, nawet sami legislatorzy i ich znajomi. Co chwilę słyszymy, że próbują obejść przepisy, które dopiero co uchwalili. Słyszymy też ich narzekania.
W krajach Beneluksu ludności musi wystarczyć ok. 1000 obowiązujących aktów prawnych. W Polsce przekroczono już liczbę 10 tysięcy, a wciąż mamy mizerię i ... niezrozumienie potrzeb :).
I do tego jeszcze malkontenctwo autora W24 :)
A przecież potrzeb co niemiara. Po wyborach maszyna znów ruszy pełną parą by jednoznacznymi formułkami prawnymi wklepywać nam do głów kolejne pomysły, które po przetłumaczeniu na język polski wprowadziłyby rzesze Polaków w osłupienie i zgrozę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Przemysławie,
ma pan zdecydowanie rację, że każdy wyraz ma znaczenie. Setki przykładów można podawać. Słynne i/lub czasopisma, żeby nie szukać daleko.

Mam tylko takie wrażenie, że wspomniane "rozciągliwe" ustawy i inne "jednoznacznie niejednoznaczne" przepisy są tworzone po to, aby można ulepić coś w rodzaju "pomroczności jasnej", jeżeli trzeba...

Pani Marto,
tej nierównowagi nigdy jakoś nie mogłem zaakceptować. Podobnie jak trzymanie się sztywno procedur, ale to jest odrębny temat.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa jestem, jak się to ma do reguły "ignorantia iuris nocet". Nieznajomość prawa nie zwalnia od obowiązków czy odpowiedzialności, a co w przypadku niezrozumienia tego prawa?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Język prawny - czy ściślej język aktów prawnych to nie jest wcale płaszczyk
na pierwszym roku studiów prawniczych każdy prawnik się o tym uczy
trzeba pamiętać że ustawa to nie opowiadanie czy powieść nie ma tam miejsca na brak jednoznaczności
a każdy wyraz ma znaczenie od którego bywa może zależeć ludzkie być albo nie być
język prawniczy to inny język - taki którym mówią i w jakim piszą prawnicy np pozwy
często posługują się oni terminami właściwymi temu językowi - to jest występującymi tylko w nim, ale równie często używają słów powszechnie występujących choć niekoniecznie w takim znaczeniu w jakim posłuży się nim nie prawnik
język prawniczy to język w którym opisuje się język aktów prawnych i stan faktyczny
wciąż daleko do tego jednak by język ten był powszechnie zrozumiały
aby zrozumieć ustawę prawnik niejednokrotnie musi przeczytać komentarz do niej...
...
inną sprawą jest że od wielu lat mamy zupełnie niepotrzebny lawinowy przyrost prawa pisanego...
jest to faktycznie wyraz degeneracji systemu prawnego
nie ma zupełnie potrzeby umieszczania pieluchomajtek w Rozporządzeniach.
Prawo nie powinno służyć opisowi świata ale regulacji rzeczy najistotniejszych - niezbędnych
choć biurokracja jest zazwyczaj zupełnie innego zdania
pzdr.
bardzo ciekawy tekst daję 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.