Facebook Google+ Twitter

Joanna Sydor: Nie jestem dziwolągiem

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-10-01 22:18

Katarzyna Kachel: Bywa Pani wstydliwa? Joanna Sydor: Uhmm. Czasami mówię do siebie: Aśka, jesteś dorosłą kobietą, nie zachowuj się jak mała dziewczynka. Katarzyna Kachel: Czerwieni się Pani? Joanna Sydor: Bywam uroczo zawstydzona (śmiech)

fot. Jacek Kozioł/GKNie lubi Pani plotek?
– Nie.

Plotkować?
– Też nie.

Pozować do zdjęć?
– Ważne czy sesja jest ciekawa. Ale to męcząca robota. Ostatnia sesja zdjęciowa do „Zwierciadła” trwała 10 godzin. Nadmieniam, że nie była najdłuższa, moje koleżanki pozują czasem dłużej.

Lubi się Pani tak katować?
– Nie stawiam nigdy tak sprawy. Jeżeli podejmujemy się jakiegoś zadania i na przykład jest to zdjęcie do czasopisma, to zarówno jedna, jak i druga strona chce, żeby efekt był jak najlepszy.

Ale to męczące.
– Wpisuję to w ryzyko zawodowe i traktuję jako element swojej pracy.

Często Pani odmawia?
– Stawiam ograniczenia. Udzielam jednak odpowiedzi, może są one krótsze i nie do końca spełniają oczekiwania mojego rozmówcy, ale nie staram się tego zmieniać. Tak po prostu funkcjonuję.

Wpada Pani czasem w złość?
– O tak. Bywam nerwowa. Nic co ludzkie nie jest mi obce. Jak każdemu, tak i mnie, zdarza się czasem nie utrzymać emocji na wodzy.

Często?
– Zależy. Czasami potrafię wiele rzeczy przemilczeć, wybaczyć. Nie denerwuje mnie wówczas czyjaś opieszałość, nie drażnią inne niedoskonałości. Ale są takie momenty, kiedy byle drobiazgi mnie denerwują.

Co najczęściej?
– Brak szacunku do człowieka, nachalna ingerencja w jego prywatne sprawy. I jeszcze denerwuje mnie jak coś zbyt wolno się odbywa, a mnie się akurat bardzo spieszy.

Przedłużające się zdjęcia do filmu?
– Nawet nie to. Z tym zawsze się liczę. Potrafi mnie zdenerwować nieporadność osób, z którymi pracuję. Na szczęście rzadko się to zdarza. To zdenerwowanie wynika z tego, że w pracy jestem bardzo skupiona, daję z siebie wszystko, staram się wykonać zadanie jak najlepiej i wymagam, by inni działali w podobny sposób.

Warszawa Panią nie denerwuje?
– Lubię to miasto. Ma wiele zalet przydatnych zwłaszcza w moim zawodzie. W centrum bywam bardzo rzadko, a tam gdzie mieszkam naprawdę bywa cicho i spokojnie. Zdziwiłaby się Pani.

Ale hałasu wokół siebie Pani nie lubi?
– Chciałabym spokojnie pracować, bez wszystkich tych bankietów, spotkań.

Nie lubi Pani bywać?
– Lubię, ale w gronie najbliższych znajomych. Rozumiem spotkania przy okazji premiery filmu, rozmowy z widzami po projekcji. Bardzo te chwile szanuję. Nie lubię natomiast uczestniczyć w imprezach, na których wypada być, by zaistnieć.

Przejmuje się Pani tym, co dziennikarze wypisują?
– Jeżeli mówimy o gazetach plotkarskich – nie czytam ich. Istotne są dla mnie moje wypowiedzi i ich autentyczność. Bardzo cenię prawdziwą krytykę, wtedy poważnie traktuję wszystkie uwagi.

A oceny widzów?
– Widz jest najważniejszy. Wszystko, co robię, jest skierowane do drugiego człowieka. Tak rozumiem mój zawód, wykonuję go po to, by ludziom coś przekazać, pobudzić ich wrażliwość, skłonić do refleksji.

Dostaje Pani od widzów listy?
– Dostaję. Prowadzę sporą korespondencję, zawsze odpisywałam na wszystkie listy, teraz mam trochę zaległości.

Jakie to są listy?
– Różne. Z prośbą o autograf albo zdjęcie. Są też opinie na mój temat, jako postaci czy aktorki. Niektórzy piszą o swoich problemach, zwierzają się, przyrównują je do problemów kreowanych przeze mnie postaci. To są bardzo trudne sprawy. Miło mi jednak, że ludzie obdarzają mnie zaufaniem.

Łatwo Panią oswoić?
– Niełatwo. Jak ktoś teraz podsumuje moje odpowiedzi, to się zacznie zastanawiać, jak ja w ogóle funkcjonuję w świecie. Ale ja naprawdę rzadko nawiązuję przyjaźnie.

Zawsze tak było?
– Zawsze. Nigdy nie byłam osobą towarzyską. Oczywiście rozmawiam z ludźmi, komunikuję się, nie jestem dziwolągiem. Prawdziwych przyjaźni mam jednak niewiele.

Bywa Pani trudna?
– Tak, bywam. Ten rodzaj zamknięcia mojej osoby jest już trudny w odbiorze. Często się wyłączam, zapadam w siebie. Jestem wymagająca wobec otoczenia, co pewnie utrudnia mi kontakty. Lubię postawić na swoim. Zakładam czasem spodnie i jestem wtedy takim trochę facetem.

Nie ma co z Panią wtedy dyskutować?
– Trudno mnie przekonać. Ale jeśli widzę, że ewidentnie nie mam racji, to potrafię się przyznać do najmniejszego i największego błędu.

Nie brnie Pani ślepo?
– Potrafię się przyznać do pomyłki, i to nie tylko osobie dorosłej, ale i mojemu sześcioletniemu synowi.

Jest Pani ambitna?
– Jestem bardzo krytyczna wobec tego co robię. Bardzo surowo oceniam swoją pracę, notuję, zapisuję uwagi, wyciągam z nich wnioski na przyszłość. W ten sposób moje aktorstwo dojrzewa.

To perfekcjonizm.
– Nie, raczej uporządkowanie. Lubię mieć w domu wszystko poukładane, zapięte na ostatni guzik. Ale w pracy, proszę mi wierzyć, dopuszczam chaos myśli. Z tego kotła przeciwstawnych emocji wyciągam swoją rolę.

Ludzie normalni zwykle są uporządkowani w pracy, a chaotyczni w domu.
– Zdarzają się więc wyjątki.

Lubi się Pani oglądać na ekranie?
– To jest bardzo duży stres i nie zawsze mam odwagę to robić. Mam jednak świadomość, że muszę, by ocenić, zobaczyć, jak wyszło, wyciągnąć wnioski. Staram się kontrolować to, co robię.

Chce Pani wyglądać ładnie?
– Był taki moment w mojej drodze zawodowej, w szkole i zaraz po, kiedy to było istotne. Dla aktorki zresztą jest ważne, by wyglądać dobrze, bo ludzie oczekują piękna. Bardzo sobie cenię ludzką twarz na ekranie. W tej chwili najważniejszy jest dla mnie przekaz prawdy, nie to, czy mam świetny makijaż. Piękno człowieka nie na tym polega. Powinniśmy być piękni wewnętrznie.

Dodałaby Pani sobie lat na ekranie?
– Zrobiłam to! Grałam żonę marszałka Piłsudskiego do ostatnich chwil jego życia. Byłam więc stara. Ale ja marzę o takiej roli, w której nikt nie mógłby mnie poznać. Bardzo sobie cenię na przykład rolę Nicole Kidman w filmie „Godziny”. Przez 15 minut nie wiadomo, kto odgrywa tę postać.

Ale lubi Pani kobietę w sobie?
– Lubię. Staram się być kobietą elegancką, zadbaną. To dobra cecha, godna propagowania. Poprawia nam i otoczeniu samopoczucie.

Nie wystaje jednak Pani przed lustrem?
– Tak naprawdę to rano nie mam na to czasu, ponieważ odprowadzam synka do przedszkola. Dzień bez makijażu to nie jest dzień stracony…

Wyczytałam, że wzrusza się Pani jak grają hymn?
– Wzruszam się. Wychowałam się w takim domu, gdzie przywiązywano wagę do spraw patriotycznych.

Ja się wzruszam, gdy grają nasz hymn na zawodach sportowych. Jak nasi zdobywają medale.
– Ja też. Zawsze się wzruszam wtedy, gdy mogę być dumna z tego, że jestem Polką.

Bywa Pani wstydliwa?
– Uhmm. Czasami mówię do siebie: Aśka, jesteś dorosłą kobietą, nie zachowuj się jak mała dziewczynka.

Czerwieni się Pani?
– Bywam uroczo zawstydzona (śmiech ).

Jest Pani kokietką?
– Kobiety mają w sobie skłonności do kokietowania, nie ma we mnie jednak nic wyuczonego, świadomego. Jestem delikatna w takich spawach i wstydliwa.

Nie wypowiada się Pani w większym gronie?
– Łatwiej jest mi mówić kreując jakąś rolę, a wszelkie wypowiedzi przed kamerą czy dziennikarzami są dla mnie wielkim stresem. Przejmuję się swoją rolą. Ludzie od nas oczekują wielkiej mądrości, a przecież nie zawsze się wszystko wie.

Odpowiada Pani szczerze na pytania?
– Tak, jeśli coś jest niestosowne lub nie chcę odpowiadać, to proszę o następne pytanie.

Pani ma taką urodę, że mogłaby zagrać świętą.
– Dziękuję. Zagrać świętą to przecież sprawa nie tylko urody, ale przede wszystkim światła, wewnętrznej mocy bohaterki, jej niezwykłości.

Jakich ról by Pani nie zagrała?
– Nigdy nie mówię nigdy.

Denerwuje się Pani, gdy mówią: ta Sydor to zawsze smutna?
– Denerwuję. Rzeczywiście, czasami wydaję się być smutna. To zwykle wynik skupienia, zamyślenia. Zresztą, gdybym tak ciągle się uśmiechała, to ludzie pewnie zaczęliby się zastanawiać czy ze mną wszystko w porządku. I tak źle, i tak niedobrze. Jestem sobą.

Zostawia Pani rolę za drzwiami domu?
– Nie jestem w domu ani Teresą ani Martą, ani żadną postacią, ale często pracuję w domu. Każdą rolę muszę przemyśleć, wyobrazić sobie, zrobić notatki. Kiedy jednak pojawiają się codzienne sprawy związane z moją rodziną, domem, nie jestem w stanie myśleć o roli. Bywa, że zanurzam się w danej postaci, np. gdy idę ulicą. Myślę wtedy intensywnie o roli i czekam na ten moment, kiedy mogę powiedzieć: wiem, że ta scena będzie wyglądała w ten sposób, to moja postać.

A jak Pani idzie zamyślona, wszyscy mówią: ta Sydor znów jest smutna.
– A ja najzwyczajniej w świecie pracuję.

rozmawiała Katarzyna Kachel/Gazeta Krakowska

Inne rozmowy z cyklu „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o... ale wstydzicie się zapytać“ na stronie www.krakow.naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A czy to ujma być dziwolągiem? Być innym niż wszyscy? Czy znacie słynnych dziwolągów?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.