Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95634 miejsce

Jonathan Cott - Yoko i John. Dni, których nigdy nie zapomnę

Jonathan Cott to szczęściarz. 45 lat temu fartem dostał się do prywatnego świata Johna Lennona i Yoko Ono, kiedy sam tylko dźwięk ich imion elektryzował miliony. Rozsiadł się wygodnie w samym centrum ich wszechświata i chłonął go jak gąbka.

Yoko Ono i John Lennon - dwoje czarodziejów, unoszących się nad ziemią, bardzo blisko nieba. Szalone pomysły Johna, ekscentryczne wizje Yoko, ich zwierzenia, żarty, chwile zadumy. To wszystko dziennikarz "Rolling Stone" zawarł w swojej blisko 300 stronicowej książce. Co było magicznego w ówczesnych Johnie i Yoko? Z jednej bowiem strony swoimi utworami zaczarowywali świat dookoła, wypełniając go niczym balonik pokojem, miłością i zrozumieniem,
z drugiej – ciągle odczarowywali swoje wnętrza, szukając w głębi siebie własnej prawdy i rozplątując skomplikowane emocje. Ich „magia” odbywała się na wielu poziomach: oboje komponowali piosenki, pisali teksty, wiersze, opowiadania, rysowali, malowali i organizowali niecodzienne happeningi.
 / Fot. J. Lepiorz
Na próżno jednak szukać w rozmowach dziennikarza z dwojgiem artystów snobistycznego nadęcia, stylizowania się na proroków swoich czasów. Wręcz przeciwnie – czytamy wypowiedzi dwojga kochających życie, swoją twórczość i siebie nawzajem osób, którym szczerą radość sprawia to, że mogą komuś o tym opowiedzieć.
Trudno przeć się wrażeniu, że wszystkie rozmowy i wywiady Jonathana Cotta z Yoko i Johnem zebrane w tej książce odbywają się teraz, tutaj, tuż obok nas. Wszystko jest bardzo plastyczne i naturalne. John w rozciągniętym swetrze i okrągłych okularach, Yoko z burzą czarnych włosów, zasiadająca na białej kanapie. Tak naprawdę jesteśmy tam razem z nimi, z całą tą trójką - w apartamentach, w nowojorskiej kawiarni, w tętniącym życiem studio nagraniowym, żyjąc przez chwilę w zupełnie innej rzeczywistości. Przez chwilę obserwujemy, jak rozwija się artystyczny fenomen.

Miłość i traumy


Zarówno John jak i Yoko powinni tak mieć na drugie imię. A może nawet na pierwsze? Czytając książkę, ma się wrażenie, że potrzeba miłości wylewa się z nich jak z przepełnionego naczynia. Są jej tak złaknieni, tak wygłodniali, że emocje te promieniują na wszystko co robią, mówią, śpiewają. Może się to wydawać banalne, jednak słowom Cotta daleko jest do banału. Czytając, co Yoko i John mają do powiedzenia na temat miłości, w jakiś dziwny, podskórny sposób, czuje się, że to jest prawdziwe.
Częstym tematem rozmów są też lęki i traumy obojga artystów, którym niełatwo jest poradzić sobie zarówno z zewnętrznym światem jak i z chaosem własnych emocji. Przez pryzmat emocjonalnych problemów tłumaczą autorowi swoją muzykę, teksty, happeningi i instalacje Yoko, zdjęcia Johna, wspólne filmy. W ten sposób dodają brakujący element do zrozumienia ich nierzadko ekscentrycznych koncepcji. Niczym dziecku tłumaczą Cottowi, dlaczego zrobili tak a nie inaczej. Jego wątpliwości i krytyka ich nie oburza, raczej ciekawi. Otwiera przed nimi nowe obszary, pobudza do dyskusji. Są uosobieniem słowa otwartość. Uważni i celni w swoich spostrzeżeniach analizują nawet osobowość przepytującego ich dziennikarza. Mimo rzeszy fanów, ciągłego zainteresowania mediów, John i Yoko są pokorni. Zdają sobie sprawę z tego, jakie mają szczęście, że mogą tworzyć i oddziaływać tym na miliony odbiorców. Podkreślają to wielokrotnie, zupełnie naturalnie ciesząc się ze swojej pozycji.


Wolność


Wolność jest dla nich kolejnym ze słów kluczy. O swoim bardzo osobistym albumie „Jon Lennon/Plastic Ono Band” John mówi bez nadęcia: Ja po prostu ujawniłem, co we mnie tkwiło. (…) Nie dam się ograniczyć. Nie pozwolę, żeby mnie ograniczano. Także Yoko nie wyobraża sobie siebie bez swojej sztuki, która jednak dla wielu pozostaje zagadką. Jak mówi John: Yoko jest najsławniejszą nieznaną artystką. Wszyscy znają jej nazwisko, ale nikt nie wie, co ona robi... Być może dlatego, że niełatwo zrozumieć sztukę Yoko Ono. Sam, aż do momentu przeczytania tej książki, mimo że przecież świetnie znałem jej imię, nie miałem pojęcia czym tak naprawdę się zajmowała i zajmuje. Sztuka konceptualna? A co to właściwie jest – zapyta masowy odbiorca i znudzony odwróci wzrok. Utwory Yoko, w jakiejkolwiek formie, wymagają od odbiorcy wysiłku i skupienia, przełamania granic, wzniesienia się ponad schemat. To nie jest sztuka dla wszystkich. Autor rozjaśnia mrok, który otacza Yoko, zadając pytania, które, mam wrażenie, wiele osób chciałoby jej zadać. Jej szczerość i otwartość sprawiają, że czytamy w jej umyśle i emocjach jak w książce.

Perpetuum mobile


Wielu zarzucało (i wciąż zarzuca) Yoko, że narobiła samych szkód. „zabrała” Johna jego fanom, rozbiła The Beatles, namieszała mu w głowie swoimi niezrozumiałymi dla masowego odbiorcy artystycznymi wizjami. Czytając książkę Cotta, trudno nie lubić Yoko za to, że wręcz w cudowny sposób dopełniła go, czyniąc niezwykle szczęśliwym.
Yoko zwierza się Cottowi, że bycie parą artystów to najtrudniejsze zadanie na świecie. Czy na pewno? Gdy jedno słowo Yoko jest inspiracją dla stu słów Johna a jedna jego myśl sprawia, że ona wznosi się na wyżyny swoich artystycznych możliwości? Z książki przebija wielkie skupienie obojga na otaczającej ich rzeczywistości, jej niuansach i na sobie nawzajem. Artystyczne perpetuum mobile.
Celnie podsumowuje to Lennon: Ja nie żyję z kobietą, z którą po prostu idę do łóżka, która ma tylko ładną buzię. Żyję z artystką, która mnie pobudza oraz inspiruje do pracy dzień i noc.

Oddech


„Oddychaj”. Taką wiadomość dostał od Yoko John, gdy się poznali. I wydaje się, że dopiero wtedy rzeczywiście głęboko odetchnął. Ta książka, oprócz tego, że przybliża nam sylwetki Johna Lennona i Yoko Ono jest o tym, że warto się zatrzymać i spojrzeć w głąb siebie. Posłuchać, co tak naprawdę tam nosimy, pod warstwą kompleksów, społecznej presji, stereotypów i uproszczeń. Wierzę, że czytając o wyjątkowych ludziach, również wewnątrz siebie znajdujemy wyjątkowego człowieka. Zaglądamy mu głęboko w oczy, akceptujemy i cieszymy się, że jest. Za to właśnie chciałbym podziękować Johnowi i Yoko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dziękuję :) Książkę szczerze polecam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesująca recenzja zachęcającą do przeczytania książki. Nie miałm szczęścia dostać jej do zrecenzowania, ale i tak ją przecztam. We Frankfurcie mamy wystawę Retrospektywa Yoko Ono, wystawa jest fascynująca i też wkrótce napiszę wrażenia z tej wystawy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.