Facebook Google+ Twitter

Josh Klinghoffer - muzyk uniwersalny

Grał razem z największymi gwiazdami rocka. Ma szansę stać się jednym z największych. Rzecz jasna, o ile będzie chciał.

Josh na występie z PJ Harvey. / Fot. JKDNKalifornia to z pewnością jeden z najpiękniejszych skrawków ziemi na tym świecie. Złocista tarcza słońca świeci tu w ciągu roku dłużej niż gdziekolwiek zapewniając wysoka temperaturę i dobre samopoczucie mieszkańcom żyjącym w dostatku. Ci wracając z pracy idą uprawiać windsurfing i opalać się. Takie warunki bez wątpienia sprzyjają rozwojowi wspaniałych muzyków.

Jeden z 33.871.648 mieszkańców tego stanu przyszedł na świat w październiku 1979 r. Był to Josh Klinghoffer. Miał się stać jednym z najbardziej utalentowanych muzyków swojego pokolenia, jednocześnie jednak unikając fleszy aparatów i czerwonych dywanów. Jego kariera zaczęła się niepozornie, od lekcji gry na pianinie w wieku kilku lat. Niedługo potem Josh zapoznał się z nagraniami zespołów, które miały zmienić jego spojrzenie na muzykę. Red Hot Chili Peppers, Pearl Jam i Radiohead - tym zespołom zawdzięczamy po części twórczość Kalifornijczyka.

W wieku piętnastu lat uznał, że dalsza nauka nie jest mu potrzebna. Josh postanowił zarabiać. W pierwszej pracy nie poszło mu zbyt dobrze - po krótkim czasie wytwórnia Tempo Records, w której zdobywał doświadczenie u boku profesjonalnych producentów uznała, że nie nadaje się do pracy w branży muzycznej. W międzyczasie intensywnie ćwiczył grę na perkusji. Umiejętność tę wykorzystał w pierwszym zespole z prawdziwego zdarzenia, w którym miał okazję grać. Anandasong jednak rozpadł się i pozostał miłym wspomnieniem.

Przełom nadszedł w 1999 roku. W rozwoju kariery Josha pomógł mu zbieg okoliczności. Pewnego dnia poznał chłopaka starszej siostry swojego najlepszego przyjaciela (jak w wenezuelskiej telenoweli) - Boba Foresta. Razem z nim założył zespół The Bicycle Thief, w którym udzielał się na gitarze. Był wtedy już człowiekiem-orkiestrą, z umiejętnością gry na ośmiu instrumentach. Po wydaniu w 2000 roku płyty "You come and go like a pop song" przyszedł czas na intensywne koncertowanie jako support, między innymi przed Red Hot Chili Peppers (Josha możemy zobaczyć na DVD "Off The Map" w scenach za kulisami).

Josh z Johnem Frusciante podczas koncertu RHCP. / Fot. JKDN

Bob Forest dla "LA Weekly": - Uczę się od niego, ciągle daje staremu bykowi nowe rady, i to jest świetne. Niedawno odmówił gry na koncertach z Nine Inch Nails. Spytałem go, dlaczego. Odpowiedział :To po prostu mnie nie grzeje. Byle kto mógłby grać partie gitary z Trentem Reznorem. A ja kocham grać TWOJĄ muzykę.

Gra z jednym najlepszych i bez wątpienia najpopularniejszym twórcą industrialnego rocka oznaczała duże pieniądze, uznanie w środowisku i prestiż. Ale Josh postanowił trzymać się na uboczu i robić to, na co rzeczywiście miał ochotę. Po trasie z The Bicycle Thief doszło do spięcia w zespole. Seria nieporozumień na linii Josh - Bob sprawiła, że zespół niedługo się rozpadł. Była to ostatnia grupa, w której Josh miał pełne członkostwo.

Nadszedł rok 2004, jak się okazało, bardzo dla Josha pracowity. Zaprocentowała znajomość z Johnem Frusciante, gitarzystą Red Hotów, który przygotowywał właśnie albumy solowe i pierwszą płytę projektu Ataxia. W większości muzyki, którą w urodzajnym dla fanów swojej muzyki roku stworzył John maczał palce Klinghoffer. "Shadows Collide With People", "The Will to Death"," Inside of Emptiness", "Automatic Writing" projektu Ataxia, a przede wszystkim "A Sphere in the Heart of Silence", wydawnictwo solowe Josha, na którym udziela się Frusciante to świetne płyty. Ostatni album nagrany z udziałem Klinghoffera to "Automatic Wrting II" Ataxii z 2007 roku.

W trakcie nagrań Josh użyczał swojego wokalu, grał na gitarze i syntezatorach. Rzecz jasna większość albumów, na których się udzielał to rzeczy rockowe, jednak płyta "A Sphere in the Heart of Silence" ukazuje nowatorskie podejście Klinghoffera do muzyki, umiejętnie łącząc motywy gitarowe, elektronikę oraz dźwięki fortepianu.

Frusciante o Joshu: "Nasza przyjaźń to coś, z czego bardzo się cieszę. Słuchać muzyki i ją tworzyć doznając prawdziwej bliskości - to jedna z rzeczy, które dają sens mojemu życiu."

Ostatnie lata to dla Josha przede wszystkim koncertowanie u boku największych gwiazd rocka, w tym z PJ Harvey, Dave'em Gahanem, grupą Sparks, Gnarlsem Barkley'em, wspomnianymi już RHCP i wieloma innymi. Niedawno właśnie na koncercie Red Hot Chili Peppers w Chorzowie mieliśmy okazję usłyszeć jego grę na syntezatorach i gitarze.

Josh mimo dosyć dużej popularności nie udziela się w mediach. Znalezienie wywiadu z nim graniczy z cudem, niewiele jest też artykułów prasowych na jego temat. Jednak w internecie możemy znaleźć pamiętnik... jego podkoszulka. Dostępny pod adresem http://www.joshklinghoffer.net/redstripey/ blog opisuje odczucia czerwono-czarnej koszulki na temat koncertów, nagrań i innych wydarzeń związanych z życiem Josha Klinghoffera.

Miejmy nadzieję, że kariera tego muzyka potoczy się dobrze. I niekoniecznie musi być wokół niej wiele szumu.Powiązania muzyczne Josha na-jak widać - prostym schemacie. / Fot. JKDN


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

maja
  • maja
  • 30.09.2011 23:08

ja jestem zakochana w nim po uszy.Zauważyłam Go już jakiś czas temu i prosze.Nie mylilam się.Jest wielki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij