Facebook Google+ Twitter

Jozef Kapustka, wywiad z okazji obchodów Roku Chopina 2010

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2013-12-15 15:13

Fragment niepublikowanej rozmowy z pianistą Jozefem Kapustką po występach w Paryżu z okazji Roku Chopinowskiego 2010. Artysta zagrał wtedy na historycznym fortepianie "Erard".

Fragment niepublikowanej rozmowy z pianistą Jozefem Kapustką z okazji Roku Chopinowskiego 2010



- Czym jest muzyka Chopina dla obecnej młodzieży i jak toruje sobie ona drogę pod strzechy?

- O muzyce Chopina powiedziano i napisano już chyba wszystko. Co więcej, zagrano tę niezwykłą muzykę na wszystkie chyba możliwe sposoby. Często bywała i jest nadal obiektem ad-hoc komercyjnej obróbki i brutalnej charakteryzacji, bezlitosnej pseudo-modernizacji, żałośnie zredukowana do formuły wyświechtanego banału... Nie służą jej zastępy coraz to młodszych "chopinistów" produkowanych przez coraz liczniejsze konkursy chopinowskie i hałaśliwe, przypominające promocję pasty do zębów kampanie reklamowe na potrzeby tajemniczego , nigdy nienasyconego "rynku". Jakże trudno dopatrzyć się elementarnej wrażliwości i wyobraźni artystycznej w tej, w większości przypadków poprawnej aż do bólu, sklonowanej sieczce. "Poeta fortepianu" - "Poetą zamordowanym"? (Apollinaire). Czyżby ziściło się jeszcze raz Norwidowskie "...ideał siegnał bruku" ?

A przecież ta genialna w swojej pozornej prostocie muzyka ( i znowu kaskada truizmów...) jest wartością doskonałą i ponadczasową. Niesie przesłanie, ktore może i prawdopodobnie jest bezbłędnie odczytywane przez osoby zdolne je odebrać niezależnie od wieku, szerokości geograficznej czy uwarunkowań kulturowych ( muzyka jako taka w ogóle jest niezwykle precyzyjnym nośnikiem komunikacji). Ma ona niewyczerpany potencjał do ciągłego odkrywania na nowo i każde następne pokolenie znajdzie w niej właściwe sobie odbicie swojej epoki. Przypuszczam również, że młodzież jako wyodrębniona grupa społeczna szczególnie wrażliwa na wszelki przejaw zinstytucjonalizowanego fałszu, będzie raczej negatywnie przyjmować zorganizowane odgórnie a nie oddolnie akcje narzucenia jedynie poprawnej świadomosci kulturalnej, estetycznej czy społecznej, w tym tej z gatunku stachanowizmu artystycznego. Nie można zapominać, że przeżycie estetyczne i artystyczne jest przeżyciem głeboko subiektywnym i intuicyjnym oraz że historia zna wiele przykładów całkowitego fiaska tego typu przedsięwzięć. Dlatego trudno jest mi odpowiedzieć na pytanie jak w szczególności młodzież odbiera tę muzykę i jak dociera ona czy powinna docierać pod strzechy. Jest to niewątpliwie problematyka złożona, ktora wykracza daleko poza ramy jakiejkolwiek pobieżnej analizy. 

Jako dla "zawodowego emigranta" muzyka Chopina jest mi szczegolnie bliska i każdy występ przed publicznością ( ostatnio z cyklem recitali z okazji obchodów Roku Chopina we Francji) głęboko poruszającym i wzruszającym przeżyciem. Mając w repertuarze prawie komplet dzieł kompozytora, konstruuję swoje programy wokół dwu idei przewodnich: Chopina, kosmopolitycznego dandysa, Romantycznego tytana i Chopina samotnego, opuszczonego i chorego, tego z "dni przedostatnich" (Norwid). Często usiłuję wzorować się na nagraniach starych mistrzów, jakkolwiek jest to z wielu przyczyn bardzo podchwytliwe i czego efektem mogą byc różnego rodzaju, mniej lub bardziej radykalne dewiacje interpretacyjne. Przy czym należy pamiętać, że parametry współczesnych fortepianów kategorycznie uniemozliwiają grę taką jaką czarowali Hoffman, Rosenthal czy Friedman , a co jest nawiasem mówiąc źródłem frustrującego rozwoju kanonu preferencji estetycznych, polegającego na tym że pewnego rodzaju indywidualność, bogactwo odczytu i przekazu dzieła muzycznego zastąpiono bezpiecznym, beznamiętnym pseudo-obiektywizmem. Po jednym z recitali chopinowskich zadano mi natomiast bardzo ciekawe pytanie, które sprowokowalo mnie do głębokiej zadumy, mianowicie "gdzie w muzyce Chopina tkwi fałsz? Powszechnie wiadomo, m.in. na podstawie obfitej literatury z epoki, że był człowiekiem, oględnie mówiąc mało sympatycznym itd." No właśnie, nie polemizując z moim rozmówcą co do słuszności tezy również postawiłem sobie pytanie: czy artysta i człowiek spraw przyziemnych mogą "tkwić w jednym ciele" bezkonfliktowo? Czy to jest jedna czy różne osobowości? Czy człowiek w pewnym sensie nieszczery w swoich codziennych zachowaniach może porywać tłumy a spuścizna, którą pozostawił może być do tego stopnia odporna na zmieniające się mody i koniunktury? Na te pytania również nie udało mi się znaleźć jednoznacznych odpowiedzi. (...)



Jozef Kapustka, czytaj więcej na http://www.jozefkapustka.net
(Jozef Kapustka)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.