Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41220 miejsce

Józef Osmenda - radny z akordeonem. Wywiad

Współautorzy: Barbara Podgórska

Cyja, akordion, harmonija, harmonika, kneflówka, heligonka – to śląskie nazwy akordeonów. To właśnie ten instrument stanowi pasję Józefa Osmendy - radnego wielu kadencji i działacza obywatelskiego z Rudy Śląskiej. Z ciekawością wysłuchaliśmy jego zwierzeń.

 / Fot. Adam K. PodgórskiOd "bajlta" ciągnęło mnie do muzyki

- Kiedy miałem 12 lat, ojciec kupił używany, niewielki akordeon 24-basowy o nazwie Italia firmy Paulo Soprani – wspomina pan Józef. - Od dziecka grywałem na pianinie, które stało w domu i na którym ćwiczyła siostra oraz na harmonijce ustnej - organkach. Na organkach "koncertowałem" na kolonijnych ogniskach i nawet mi to nieźle wychodziło. Grałem wtedy dwie podstawowe melodie: "Hej tam pod lasem" oraz "Tiritomba".

- W pierwszej klasie podstawówki rodzice wysłali mnie, bym pobierał nauki w szkole muzycznej. Wtedy, w 1953 roku, mieściła się ona w budynku Kaufhausu w Nowym Bytomiu. Chodziłem zaledwie trzy miesiące, bowiem czesne, które miałem wpłacić w sekretariacie roztrwoniłem. Potem były wagary, wywiadówka…, no i solidne lanie od ojca, gdy sprawka wyszła na jaw. Był to zarazem koniec mojej edukacji muzycznej! Pomimo niecnego czynu, który popełniłem, rodzice czując moje zainteresowanie, kupili mi najpierw owe organki, a parę lat później akordeon. Będąc uczniem liceum, jako samouk grałem na pianinie i gitarze.

 / Fot. Józef OsmendaZ górnika instruktor muzyczny

- W epoce królowania "The Beatles", "zmajstrowałem" sobie gitarę elektryczną, którą nota bene, mam do dzisiaj. Kiedy przechodziłem od pracy w kopalni do szkolnictwa górniczego, zamierzałem poprowadzić kółko muzyczne. Dyrektor szkoły zażądał świadectwa kwalifikacyjnego w zakresie muzyki. Stanąłem zatem przed faktem wymuszonym i w 33. roku żywota, w ciągu kilku miesięcy, samodzielnie przerobiłem całą "Szkołę na fortepian", Anny Marii Klechniowskiej.
Zdałem egzamin przed komisją z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Katowicach i w marcu 1980 roku uzyskałem kwalifikacje instruktora muzyki III-go stopnia.

- Kiedy nadeszła era elektroniki, kupiłem organy elektroniczne polskiej produkcji, typu B-1. Akordeon poszedł w odstawkę. Jednak grywając "klezmersko" na organach czy keyboardach, miewałem niekiedy akordeonowe i organkowe wstawki. Dysponowałem wówczas akordeonem 120-basowym marki Horch. Jakiś czas później sprawiłem sobie mocno zniszczoną, 80-basową Victorię. Trzeba ją było najpierw doprowadzić do stanu używalności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Pozytywnie zakręcone hobby. Kiedy i gdzie można się spodziewać wystawy akordeonów? Bo taką kolekcję trzeba pokazać, grzech trzymać ją tylko dla siebie w piwnicy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.