Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5079 miejsce

Józef Tusk i inni (2)

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-08-12 12:56

Dziennikowi Bałtyckiemu udało się dotrzeć do nieznanego dotąd życiorysu Józefa Tuska, który podyktował w 1975 roku dziennikarzowi przygotowującemu „Słownik Biograficzny Gdańszczan”.

Tusk podał, że należał do kilku organizacji grupujących Polonię gdańską, m.in. do Polskiej Tajnej Organizacji Wojskowej! Była to organizacja kadrowa, grupująca głównie celników, kolejarzy i pocztowców oraz członków klubów sportowych, których szkolono na wypadek wojny. Ta informacja stawia w zupełnie innym świetle pracę telegrafisty Tuska na polskim dworcu PKP. Była to strategiczna placówka, gdzie ulokowana była siatka polskiego wywiadu. Telegrafista umieszczony w tak strategicznym miejscu musiał być związany z polskim wywiadem wojskowym.
Dziś w drugim już odcinku z cyklu „Józef Tusk i inni” opisujemy dzień 1 września 1939 roku w Gdańsku. Telegrafista Tusk usiłuje się ratować.
– Być Polakiem wśród swoich nie było trudno, ale otwarcie głosić polskość wśród dominujących liczebnie gdańskich Niemców – o, to było coś zupełnie innego, rodzaj heroizmu – mówi „Dziennikowi Bałtyckiemu” Brunon Zwarra.
Przedstawiamy też tragedię jednej z pomorskich rodzin, w której trzech synów broniło Polski we wrześniu 1939, a trzech młodszych zostało w następnych latach wcielonych do Wehrmachtu.

Polski fanatyk

– Przyjaźniłem się z Józefem Tuskiem, choć był ode mnie sporo starszy – mówi Brunon Zwarra. Zwarra skończył niedawno 86 lat. Spośród jego licznych książek najbardziej znane to „Gdańsk 1939” (zamieścił w niej relacje polskich gdańszczan z września 1939 roku) i pięciotomowe dzieło „Wspomnienia gdańskiego bówki”.

– Jestem tylko świadkiem epoki – podkreśla, gdy siadamy w jego gabinecie. – Żyłem w strasznych czasach, w niezwykłym miejscu. Musiałem opisać to, co widziałem i przeżyłem, żeby za sto lat ludzie nie myśleli, że na przykład pocztowcy polscy zachowywali się tak, jak to kłamliwie opisał w swojej powieści Guenter Grass!

Zwarra nie ceni niemieckiego noblisty.

– Może jestem zarozumiały, ale uważam, że powinienem wytykać Niemcom kłamstwa. Wspomnienia uczestników wydarzeń mają zupełnie inną wartość. Powiem pani, że być Polakiem wśród swoich nie jest trudno, lecz otwarcie głosić polskość wśród dominujących liczebnie gdańskich Niemców – o, to było coś zupełnie innego, rodzaj heroizmu – tłumaczy, gdy siadamy w zaciemnionym pokoju. Ma kłopoty z oczami, ale jeszcze, Bogu dzięki, może czytać.

– Gdy Józef Tusk wrócił z Niemiec, od jesieni 1945 do roku 1948 dorabiał do pensji malując skrzydła orłom na godłach państwowych w moim zakładzie emalierskim. Pracował na PKP. Kolejarzom płacono mało, a on miał pięcioro dzieci. Potem moja firma została upaństwowiona, ale od czasu do czasu spotykaliśmy się nadal. Bywał moim gościem, siedział tu, gdzie pani teraz. Piliśmy kawę z odrobiną koniaczku – wyciąga zza pazuchy małą buteleczkę, którą trzyma tam, żeby alkohol miał zawsze odpowiednią temperaturę.

– Zamieściłem jego relację z września w swojej książce „Gdańsk 1939”. Czytała pani?
Otwieramy gruby buch.
„Józef Tusk urodził się 23 marca 1907 roku w Gdańsku. Miał obywatelstwo gdańskie. Uczęszczał do niemieckiej szkoły powszechnej, wieczorowej polskiej szkoły powszechnej oraz wieczorowej Kunst und Gewerbeschule w Gdańsku. Pracował na dworcu PKP jako telegrafista. Należał do Gminy Polskiej Związku Polaków, Zjednoczenia Zawodowego Polskiego i Towarzystwa Śpiewaczego „Harmonia”. Mieszkał w Gdańsku Siedlcach przy ulicy Rothaehnchengang 25”.

***

Dzięki Piotrowi Mazurkowi z Towarzystwa Przyjaciół Gdańska udaje mi zdobyć inny życiorys Józefa Tuska. W roku 1975 spisał go pewien dziennikarz do przygotowywanego wówczas, ale dotychczas niewydanego „Słownika Biograficznego Gdańszczan”. Józef Tusk podał ankieterowi, że należał do kilku organizacji grupujących Polonię Gdańską. Wymienił wśród nich Polską Tajną Organizację Wojskową.

Pytam o tę organizację Alojzego Męclewskiego, emerytowanego dziennikarza, a podczas okupacji niemieckiej pracownika Sekcji Zachodniej Departamentu Informacji Delegatury Rządu RP na Kraj. Autor książek „Celnicy Wolnego Miasta” i „Neugarten 27” rozmawiał na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych z kilkudziesięcioma gdańszczanami. Potwierdza, że ta nazwa raz po raz pojawiała się w ich relacjach. Była to organizacja dość elitarna, kadrowa, grupująca głównie celników, kolejarzy i pocztowców oraz członków klubów sportowych, których szkolono na wypadek spodziewanej wojny.

„Była ona niejako odpowiedzią na wprowadzenie przez Senat (czyli władzę wykonawczą Wolnego Miasta Gdańska – przyp. aut.) w pierwszych latach trzydziestych szkolenia wojskowego niemieckiej młodzieży gdańskiej i przymusowe wysyłanie jej do Niemiec dla odbycia regularnej służby wojskowej” – napisał Męclewski w książce „Neugarten 27”. Żadne dokumenty na temat Polskiej Tajnej Organizacji Wojskowej nie zachowały się.

W notach biograficznych udostępnionych mi przez Towarzystwo Przyjaciół Gdańska znajduję jeszcze kilka osób, które podały, że należały do Polskiej Tajnej Organizacji Wojskowej.

***

W 1939 roku syn Józefa, Rajmund Tusk, miał trzy lata. Nie może pamiętać, co działo się 1 września i w dniach następnych, ale na szczęście jest książka Brunona Zwarry z osobistym wspomnieniem Józefa Tuska, więc znowu po nią sięgamy.

Rankiem pierwszego dnia wojny do mieszkania przy Rothaehnchengang 25 wpadło trzech szturmowców z pałkami w rękach. Pobity, wyrwał się im i wypadł na ulicę. Pobiegł do teściów. Przebrał się w marynarkę i kapelusz teścia i wyskoczył przez okno na podwórko. Z jego relacji wynika, że postanowił dostać się na dworzec, należący do Polskich Kolei Państwowych. Szukał ratunku w polskiej placówce.

Mijając siedzibę Polskiego Klubu Morskiego przy Neugarten (Nowe Ogrody, dziś jeden z budynków szpitala wojewódzkiego) zobaczył z okna tramwaju, że godło polskie znad drzwi wejściowych zostało zerwane i leży na chodniku. Tak samo było przed Komisariatem Generalnym RP.

Sprzed hotelu Eden, naprzeciw dworca zobaczył, że jego kolegów-kolejarzy pędzono do policyjnej karetki. Stał więc i zastanawiał się, co robić.

***

Jak już wiemy, Józef Tusk 1 stycznia 1938 roku mianowany został etatowym telegrafistą.
– Telegrafista ulokowany w tak strategicznym punkcie – twierdzi Alojzy Męclewski – najprawdopodobniej był związany z polskim wywiadem wojskowym. Zresztą w okresie poprzedzającym wybuch wojny cała obsada dworca została specjalnie dobrana ze względu na przewidywany konflikt.
W swojej książce „Celnicy Wolnego Miasta” Alojzy Męclewski odtwarza atmosferę dworca. Ważną rolę odgrywały tam restauracje dzierżawione przez Polaka, Franciszka Szmeltera. Tu spotykali się urzędnicy Komisariatu Generalnego RP, polscy przedsiębiorcy, inspektorzy celni. Tu ulokowano pod koniec lat trzydziestych punkt kontaktowy polskiego wywiadu. Od strony peronów znajdowały się dwie sale, przeznaczone do przyjmowania znaczniejszych gości. Jedna z nich połączona była z biurem Szmeltera, z którego można było wyjść bezpośrednio na peron: idealny sposób, by bez kontroli wsiąść do pociągu. Ponieważ niemieckich agentów też było tu pełno, restauracja Szmeltera przypominała klimatem bar z filmu „Casablanca” z Humprey’em Bogartem.
Męclewski przytacza przykład zawiadowcy stacji Gdańsk Główny, Franciszka Rutkiewicza, który był kierownikiem siatki polskiego wywiadu ulokowanej na dworcu, a zlikwidowanej przez gestapo w roku 1937. Sam Rutkiewicz został zwabiony podstępnie do Niemiec i ścięty w Berlinie w październiku 1939 roku. Razem z nim ścięto dwu innych wywiadowców dworcowej placówki: Jana Ruchalskiego i Wiktora Zamerskiego.

***

1 września 1939 roku Józef Tusk zobaczył więc, jak niemieccy policjanci wyprowadzają z dworca jego kolegów. Nie miał tam czego szukać.
– Jest jeszcze Poczta Polska – pomyślał zapewne, gdyż poszedł w tamtym kierunku, spokojnym krokiem, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Możemy sobie go wyobrazić w tym kapeluszu i marynarce teścia, jak idzie Rajską, do Podwala Staromiejskiego i skręca w lewo..
Poczta była już pod ogniem Niemców…
Zawrócił. Na Hundegasse (Ogarnej) przystanął, by z ulicznego głośnika posłuchać Hitlera przemawiającego przed Reichstagiem: – Wojsko polskie ostrzelało dziś w nocy nasze terytorium, my w odpowiedzi strzelamy od godziny 5.45. Od tej chwili odwzajemnimy się bombą za bombę!
Und von jetzt ab wird Bombe mit Bombe vergolten! – echo niosło po ulicach głos Fuehrera.
Była godzina dziesiąta.
– Co robić? Co się stanie z rodziną?
Jeszcze miał nadzieję, że to praworządne państwo. Zgłosił w komisariacie policji napad z włamaniem, zameldował, że wyrzucono go z mieszkania. Nie pozwolono mu już wyjść. W Viktoriaschule dołączony został do grupy Polaków, pobitych i przerażonych. Rozpoznał go szturmowiec SA, Krajewski. Krzyknął: – An die Wand, do ściany! Dotykał muru nosem, a Krajewski repetował karabin…
Ile to trwało? O czym wtedy myślał? Żegnał się z najbliższymi? Modlił się?
Strzał nie padł.
W nocy rozpoczęły się przesłuchania.
– Od kiedy należy pan do polskiej mniejszości narodowej? – zapytał hitlerowiec i to była zesłana mu przez los szansa, bo gdyby odpowiedział, że od niedawna, albo, że zawsze czuł się Niemcem...
– Ich bin so erzogen worden! (Tak zostałem wychowany!) – odpowiedział.
Przesłuchujący czerwonym ołówkiem zapisał na karcie: Bleibt hier (Zostanie tutaj).
Fanatischer Pole gefahrdet die Sicherheit des deutschen Staates (Polski fanatyk, zagraża bezpieczeństwu Rzeszy) – tak gestapo oceni później Józefa Tuska.
Przewieziono go do więzienia na Schiesstange, a stamtąd 20 września do obozu w Nowym Porcie. Trafił potem na roboty do bauera w Gross Lesewitz. Przebywał tam – jak pisze – w dość przyzwoitych warunkach do 19 marca 1940 roku, kiedy przetransportowano go z grupą innych Polaków do obozu w Stutthofie.
Jeszcze we wrześniu 1939 roku „Danziger Vorposten” poinformował, że w Stutthofie powstał obóz dla zdrajców, morderców, podpalaczy, grabieżców i wrogów państwa.
Przydzielony został początkowo do komanda pracującego przy równaniu wałów ochronnych w Reimerswalde, niedaleko Tiegenhof, czyli Nowego Dworu, potem do jednego z podobozów, czyli do przymusowej pracy w stoczni Schichaua w Elblągu.

Barbara Szczepuła
Za tydzień
Żonę Józefa, Julianę Tusk, tego samego dnia, kiedy aresztowano jej męża, czyli 1 września 1939 roku wyrzucono z mieszkania.
– Mam pięcioro małych dzieci – płakała. – Gdzie mam iść?
– Zdychaj razem ze swoim pomiotem!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Robercik Alias
  • Robercik Alias
  • 25.12.2011 03:22

marcus kraft to rasistowska świnia.Nie aresztują go bo policja to też jest antypolskie g...(przykład-prowokacja antypolska w Warszawie 11-11-2011)

Komentarz został ukrytyrozwiń
krzych wil
  • krzych wil
  • 01.09.2011 09:19

@marcus - nie bardzo rozumiem - czy podwaza pan relację Brunona Zwarry na temat JT w spisanych wspomnieniach: "„Józef Tusk urodził się 23 marca 1907 roku w Gdańsku. Miał obywatelstwo gdańskie. Uczęszczał do niemieckiej szkoły powszechnej, wieczorowej polskiej szkoły powszechnej oraz wieczorowej Kunst und Gewerbeschule w Gdańsku. Pracował na dworcu PKP jako telegrafista. Należał do Gminy Polskiej Związku Polaków, Zjednoczenia Zawodowego Polskiego i Towarzystwa Śpiewaczego „Harmonia”. Mieszkał w Gdańsku Siedlcach przy ulicy Rothaehnchengang 25”" ?
Jesli tak, proszę podać kontr fakty i źródła.
Odnośnie zaborów, Polacy służyli w armiach trzech zaborców - Prusaków, Austriaków i Rosjan. W armii polskiej po 1918 służyli i ci z armii pruskiej, i austriackie i rosyjskiej.Zarzut "dziadkowie kaczyńskich byli oficerami armii carskiej" - to jest dopiero idiotyczne !!!, dalej "uciekli jak szczury a potem sie zapisali do kumuny i zamykali" - jest nieprawdziwy, ci na Zachodzie walczyli w Polskich Siłach Zbrojnych, a do komuny zapisali się aktywiści PPR i niedobitki KPP plus wsparcie sowieckich bagnetów, ocaleli polscy Zydzi. Proszę aby nie bredzić i przeczytac o mordowaniu oficerów WP w spiskach Informacji Wojskowej (zarządzanej pzrez NKWD).

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcus kraft
  • marcus kraft
  • 27.08.2011 18:24

Pana komentarz jest po prostu idiotyczny. Dokładnie takie same komentarze czytało sie w latach 1920 - 1926 na temat Zachodnioprusaków, Wielkopolan czy Ślązaków.Was, Antków z kongresówki, z najbardziej zacofanej moralnie i technicznie czesci Polski, Polaków spod prywitywnego Ruskiego zaboru (prawie więc ruskich polaków) nigdy nic nie nauczy.Kazdy z nas został przymusowo uznany za Niemca, nie wolno było o tym ani pisać ani mówic, bowiem Pana ziomki - byłe ruskie Polaki ( dziadkowie kaczyńskich byli oficerami armii carskie!!!)najpierw w 1939 roku uciekli jak szczury, a potem zapisali sie do komuny i zamykali w wiezieniu wszystkich nie ruskich - Polaków : Kaszubów, Ślązaków, Opolan, Zagłębiaków, Pomorzaków...

Komentarz został ukrytyrozwiń
piotr karlikowski
  • piotr karlikowski
  • 25.08.2011 23:48

Wszystko co do tej pory napisano o dziadku Donalda Tuska ; Jozefie Tusku nie zostalo zweryfikowane a wiec te przekazy o nim nie sa wiarygodne i hipotezy na temat jego wojennego zyciorysu sa czasami same sobie zaprzeczajace . A swoja droga postac Donalda Tuska jest niewiarygodna ; magister historii nie wie i nigdy nie steral sie wiedziec co robil jego dziadek w czasie wojny ? Nie jest to czlowiek godny zaufania i tu jest tragedia ; wieksza czesc mieszkancow Polski wybrala go , wybrala klamstwo . Dla nas Polakow , niefokstrotow , to tragedia .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.