Facebook Google+ Twitter

Jubileusz pana Stanisława. Pół wieku z grzebieniem i nożyczkami

Przed laty mężczyzn strzygli łaziebnicy, balwierze, cyrulicy, golarze. Dziś kreatorzy, styliści. Stanisław Drosio ze Stoczka Łukowskiego czuje się wciąż fryzjerem i pozostaje męskim fryzjerem.

 / Fot. Jerzy KirzyńskiZ żoną Krystyną / Fot. Jerzy Kirzyński- Prawdą jest, że zakłady fryzjerskie utraciły dawny charakter, atmosferę - wyjawia na samym początku naszego spotkania pan Stanisław. - Do kufra z pamiątkami rodzinnymi schowałem dwa skórzane pasy do ostrzenia brzytew twardy i miękki oraz ałun. Przepisy sanitarne zabraniają używania brzytwy, posługuję się na co dzień jednorazowymi żyletkami.

Dzisiaj młodzi ludzie nie mają czasu, wpadają na określoną godzinę i po ostrzyżeniu wychodzą. Starsi, przychodzą posiedzieć, pogadać. Mają czas, ale nie mają włosów.

Pan Stanisław sztuką fryzjerską, która wymaga cierpliwości, opanowania, zaufania, jak i daru celebracji zajmuje się od listopada 1963 roku. Terminował u samego mistrza Jana Tobiasza. Zaczynał od rozpalenia w piecu, zamiatania podłogi. Zanim wziął nożyczki do ręki podglądał cięcia swego szefa.

Pierwsze doświadczenia wykonywał na głowach swoich braci, przywoływanych na tę okoliczność do zakładu. Taki ówczesny nepotyzm. Poprawki, o ile udało się dokonać, czynił mistrz Tobiasz. Zdarzało się, że bracia nawet w pomieszczeniach nie zdejmowali czapek ze swoich głów. I trudno ich było ściągnąć na kolejne postrzyżyny.

- Teorie poznawałem w szkole, w Lublinie- wspomina. - Był rysunek techniczny, materiałoznawstwo, kalkulacja i rachunek finansowy. Techniki fryzjerskie, budowa włosa. Dlaczego jeden włos się kreci, a drugi jest prosty? – słyszę pytanie i zaraz odpowiedź: Prosty jest okrągły, a płaski faluje.

Często słyszy się w potocznym języku o dzieleniu włosa na czworo i coś w tym jest. Zbudowany jest bowiem z nitek, co sprawia, że jest taki wytrzymały i nie odkształci się nawet w imadle.

I nagle mój rozmówca zmienia temat.

- Przychodzi klient do fryzjera i prosi by go obciąć. Na krótko.
Gdy fryzjer zakończył pracę, zapytał: Może być?
Wtedy usłyszał : Nie, miały być dłuższe!

W muzeum figur woskowych / Fot. Jerzy KirzyńskiChwila wytchnienia, relaksu.

- Kawały, anegdoty nas uczą. Mnie rozpoznania klienta, że nadajemy na tej samej częstotliwości. Jeżeli się uśmiechnie to znaczy, że wszystko w porządku. Kiedy od niego słyszę o blondynkach, teściowej, Jasiu, Czukczy… oznacza wspólny język, płaszczyznę porozumienia. Jak w brydżowej licytacji.

W zakładzie fryzjerskim nie zawiera się kompromisu, wybór fryzury i ostateczna decyzja należy do klienta.
Trzeba jednoznacznie ustalić na jaką długość mam strzyc. Dla jednego krótko, oznacza pięć milimetrów, dla drugiego dwa.

- Często byłem i sługą i pokrzepieniem- filozofuje. - Wysłuchiwałem ludzkie żale, doprowadzałem skłóconych do porozumienia. Trzeba było to robiłem za żywą gazetę, nasłuchałem się tyle opowieści i komentarzy o zdarzeniach, a do tego wiadomości płynących z radia, że mogłem robić za największy słup ogłoszeniowy. Nie interesowały mnie plotki, ani to, kto na kogo i kiedy co powiedział.

Przez te lata zrósł się z ukochanym Stoczkiem, z jego mieszkańcami i ich przyzwyczajeniami. Na jego oczach miasto zmieniało się, piękniało.

- Kiedyś pojmowałem pana Stanisława jako dowcipnego, nawet rubasznego golarza - wyznał mi jeden z jego stałych klientów. - Dziś, po latach, widzę w nim człowieka wybiegającego daleko w przyszłość, o bogatej znajomości świata i ludzi.

- Pan Drosio to człowiek bardzo uprzejmy, uczynny i pracowity i co najważniejsze w wiecznym humorze. Ale czy może być inaczej skoro z Diagnozy Społecznej 2013 wynika, że jedną z najszczęśliwszych grup zawodowych w Polsce są właśnie fryzjerzy- usłyszałem od mieszkanki Stoczka Łukowskiego.

- To znakomity fachowiec, słynący z żelaznego zdrowia - dodał pan Czesław.

A kondycje trzeba mieć w tym fachu znakomitą. Codzienna praca w niewygodnej, stojącej pozycji, wymagająca sprawnych ruchów obu rąk, no i cały czas myślącej głowy.

- Mąż uwielbia taniec. Wiruje i wokół klienta, i znakomicie czuje się też na parkiecie- zdradza rodzinną tajemnicę pani Krystyna. - Przetańczył całe spotkanie z okazji niedawnej rubinowej rocznicy ślubu, na którym były trzy nasze córki z mężami i sześcioro wnucząt oraz liczne grono znajomych.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Miłe!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.