Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1114 miejsce

Julia Konarska: „Muzyka rozpromienia moją rodzinę“

Julia Konarska pochodzi z artystycznej rodziny. Jak sama przyznaje, najpierw w jej życiu pojawiła się muzyka. Może również dlatego, występując w musicalach, czuje się jak ryba w wodzie. Ceni współpracę z mistrzem - Piotrem Fronczewskim.

Od 2014 roku jest Pani w stałym składzie aktorskim Teatru Ateneum w Warszawie. Tam występuje Pani przede wszystkim w musicalach, łącząc pasję aktorską i muzyczną. Wywodzi się Pani z artystycznej rodziny, czy jako jedyna poszła Pani w tym kierunku?

-Bardzo cieszę się z angażu w Teatrze Ateneum, który zawdzięczam dyrektorowi Andrzejowi Domalikowi. Rzeczywiście, trzy z czterech spektakli, w których gram to przedstawienia muzyczne. Od zawsze śpiewanie dawało mi wielką radość, więc z przyjemnością biorę się za to. Teatr Ateneum już od dawna kojarzony jest także ze sceną muzyczną. Scenę na dole otwierał sam Wojciech Młynarski, jego przedstawienia były podobno absolutnie kultowe i cieszyły się wielkim powodzeniem. To naprawdę bardzo miłe uczucie, kiedy myślę, że kontynuuję tę tradycję. Poza tym mam nieprawdopodobne szczęście pracować z prawdziwymi gwiazdami świata filmu i teatru. Uwielbiam ich podpatrywać i po prostu wspólnie spędzać czas w trakcie prób czy spektakli. Praca w tym teatrze sprawia mi ogromną frajdę, rozwija mnie, a grono aktorów i reżyserów to absolutny zaszczyt.

Doceniam to zawsze i wszędzie, może dlatego, że w pewnym stopniu wychowałam się przy teatrze, przy Krystynie Tkacz. Jesteśmy bardzo sobie bliskie, kontaktujemy się prawie codziennie. Ciocia jest bardzo czynna zawdowo od kiedy pamiętam. Od najmłodszych lat jeździłam z mamą na premiery do Warszawy, aby Jej kibicować. Podziwiałam Ją od zawsze, jest dla mnie i zawsze będzie wzorem do naśladowania. Wzrusza mnie świadomość, że niejako idę podobną drogą, w końcu w Teatrze Ateneum grała i śpiewała przez dwadzieścia jeden sezonów!

Zamiłowanie do czego pojawiło się w Pani życiu jako pierwsze? Do śpiewania, czy do aktorstwa?
Zdjęcie zbiorowe, z przedstawienia
-Najpierw pojawiła się w moim życiu muzyka. Chodziłam do szkoły muzycznej we Wrocławiu, do klasy fortepianu. Moja kochana, dwanaście lat starsza siostra Hania, również do niej uczęszczała i właściwie od urodzenia kołysało mnie domowe pianino (Śmiech.) Musiała bardzo dużo ćwiczyć, a przy tym na okrągło słuchała Chopina, Bacha i innych klasyków. Moja mama od zawsze uwielbiała sztukę, bardzo poważnie rozważała kolejne studia związane z produkcją filmową. Pięknie też śpiewa, zna wiele poetyckich piosenek na pamięć. Pamiętam, jak podczas podróży do przedszkola rowerem czy maluchem, śpiewała mi „Ulicę kwitnącej wiśni“, czy „Nasze ostatnie bolero“ Osieckiej. Zdarzało się, że i tata śpiewał genialnym falsetem, jakby był liderem zespołu Bee Gees. Teraz jest na emeryturze i właśnie, udzielając tego wywiadu, słucham przez telefon jak z Dolnego Śląska ćwiczy na gitarze elektrycznej, której właśnie stał się posiadaczem. Wszystkich z mojej najbliższej rodziny muzyka rozpromienia.

Czy od najmłodszych lat lubiła Pani występować na scenie, brała Pani udział w występach i przedstawieniach szkolnych, czy jednak miała Pani inne zainteresowania?

-Jak troszkę podrosłam, występowałam w dziecięcym zespole ludowym „Orliki“. Uwielbiałam tańce ludowe, te wianki, korale, krohmalone koszule i przepiękne, kwieciste spódnice. W szkole podstawowej głównie tańczyłam i uczyłam się gry na różnych instrumentach. Tańczyłam również tzw. tańce dyskotekowe. Jeździłam z koleżankami na turnieje, tańczyłyśmy solo albo w miniformacjach. To było zupełnie coś innego, wymagało większej ekspresji, zdecydowanie więcej energii i kreatywności.

Kiedy jednak na dobre zainteresowała się Pani aktorstwem, jak zareagowała na Pani wybór rodzina?
Ujęice z serialu
-W gimnazjum chodziłam na wspaniałe warsztaty wokalno-taneczne do Szkoły Musicalowej przy Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Oprócz tańca klasycznego, jazzowego uczyłam się śpiewu oraz stepu. Kochałam spędzać tam weekendy. Każdy warsztat wieńczył występ na tej ogromnej scenie najbardziej znanego teatru musicalowego w Polsce. Kiedy stanęłam na niej po raz pierwszy poczułam, że chciałabym być na scenie co wieczór :) Potem w liceum wreszcie padł wybór na studia aktorskie. Moja rodzina była bardzo szczęśliwa z podjętej decyzji i mocno mnie wspierała.

Grając, lepiej czuje się Pani w Teatrze, czy przed kamerą?

-Czuję się bardzo dobrze robiąc jedno i drugie. Teatr jest magicznym miejscem, jest bliskim, bezpośrednim spotkaniem z publicznością i wielkim przeżyciem. Granie w teatrze różni się od grania w filmie czy serialu, wymaga użycia innych środków oraz absolutnego skupienia związanego z niepowtarzalnością scen w przedstawieniu. Ta różnica sprawia, że wciąż czuję potrzebę realizacji oraz nauki tych dwóch, odrębnych sztuk aktorskich. Ostatnio miałam przyjemność zagrać w serialu „Bodo“ rolę girlsy Basi oraz w mniejszą już rolę aktorki Hanny Karwowskiej. Możliwość wcielenia się w postaci artystek przedwojennej Warszawy była bardzo ciekawym doświadczeniem. Nie mogłam napatrzeć się na scenografię, kostiumy oraz nasze charakteryzacje. Praca z Michałem Kwiecińskim szczególnie zapaliła we mnie chęć konfrontowania się z kamerą. Pomimo nieproporcjonalnie w stosunku do teatru mniejszej ilości czasu na próby wiele się przy nim nauczyłam. Chciałabym mieć więcej takich doświadczeń i wierzę, że są one przede mną.

Porozmawiajmy o sztuce „Róbmy swoje“ w Teatrze Ateneum. To składanka tych mniej i bardziej znanych piosenek autorstwa Wojciecha Młynarskiego. Ma Pani wśród nich ulubiony utwór?

-Z wielką przyjemnością obserwuję „Przyjdzie walec i wyrówna“ w wykonaniu Tomka Schuchardta. Genialne  Jeśli chodzi o śpiewane przeze mnie utwory, najbardziej lubię „Dwie akacje“.

Który z utworów jest najbardziej lubiany wśród widowni?

-Chyba najbardziej żywiołowo publiczność reaguje na tekst pt: „Kasjer dupa“, mistrzowsko zresztą podany przez Krzysztofa Gosztyłę.

Od strony wokalnej który utwór najbardziej Pani lubi?

-„Szara kolęda“ śpiewana przez Kasię Ucherską jest dla mnie chyba najpiękniejszym utworem w naszym spektaklu. Połączenie ujmującego tekstu mistrza Młynarskiego z czarującą muzyką Krzysztofa Komedy to przepiękna, wzruszająca kompozycja.

Co najbardziej lubi Pani w musicalu „Róbmy swoje“?

-Najbardziej cieszy mnie uśmiechnięta publiczność. Jak już się śmieje w głos, to na prawdę jestem w siódmym niebie. Bardzo bym chciała, żeby Pan Młynarski mógł przyjść na nasze przedstawienie i podzielić się swoimi przemyśleniami. Był w przeszłości bardzo związany z Teatrem Ateneum, stworzył tutaj legendarne spektakle poświęcone Brelowi, Wysockiemu, Hemarowi. Naszym przedstawieniem chcieliśmy podkreślić jak wciąż ważna jest dla nas jego twórczość.

Analizowałam kilka razy tytuł w głowie i dochodzę do wniosku, że „Róbmy swoje“ może namawiać Was, aktorów do improwizacji na scenie podczas spektaklu. Czy tak jest? Lubi Pani sztukę improwizacji?

-Rzeczywiście, przedstawienie daje nam pewien luz, ale niezupełnie. Jesteśmy grupą ludzi, która spotyka się podczas awarii metra i wspólnie spędza czas, opowiadając sobie nawzajem różne historie, mistrzowsko opisane przez Wojciecha Młynarskiego. Nasze niewielkie działania na scenie, w których pomagał nam choreograf Jarosław Staniek są pretekstem do tego, aby zabrać głos. Podczas prób ruch ten mocno ograniczyliśmy, ponieważ zdaliśmy sobie wszyscy sprawę z tego, że w tym wypadku mniej znaczy więcej, że nie możemy tych tekstów zatupać. Każdy wers jest bardzo ważny i trzeba dać widzowi wygodę swobodnego podążania za tymi tekstami.

Jak odbiera Pani fakt, że dzięki Teatrowi Ateneum ma Pani szansę występowania na jednej scenie z mistrzem – Piotrem Fronczewskim?

-Jest to dla mnie szczególny zaszczyt. Pan Piotr jest wybitnym aktorem, a do tego bardzo empatycznym, skromnym, z poczuciem humoru człowiekiem. Obserwując go, długo nie mogłam wyjść ze zdziwienia nad jego pracowitością. Mogło by się wydawać, że aktor tak wielkiego formatu dawno pożegnał się z uczuciem tremy i wszystko wie. Nie zapomnę swojego wzruszenia, kiedy mu się przedstawiłam. Zgiął się w pas, pocałował dłoń i szeroko uśmiechnął. Tak mnie przywitał w zespole Teatru Ateneum.

W jakich jeszcze sztukach będzie można Panią zobaczyć? Czy będzie też możliwość obejrzenia Pani wkrótce w jakimś serialu?

-Mam nadzieję, że tak :) Póki co, serdecznie zapraszam na kilka spektakli do Teatru Ateneum, w których mam ogromną przyjemność grać: „Róbmy swoje“ w reż. Wojciecha Borkowskiego, „Dziewice i mężatki“ w reż. Janusza Wiśniewskiego oraz „Jacek Kaczmarski. Lekcja historii“ w reż. Jacka Bończyka. W tym roku ukazała się również płyta z tego spektaklu, do której kupna zachęcam i mam nadzieję, że spodoba się miłośnikom twórczości Jacka Kaczmarskiego i nie tylko.

Nie sposób też pominąć faktu, iż bardzo często bierze Pani udział w sesjach zdjęciowych. W czyim obiektywie czuje się Pani najpewniej?

-Bardzo lubię sesje zdjęciowe! Chyba najbardziej lubię, kiedy fotografuje mnie mój cudowny sąsiad, operator i fotograf - Wiktor Zdrojewski. Bardzo mile wspominam również czasy, kiedy dorabiałam w Akademii Fotografii właśnie na pozowaniu. Szczególnie ceniłam sobie zajęcia u bardzo utalentowanego fotografa Pawła Bownika.

Może ma Pani pomysł na klimat sesji zdjęciowej w której chciałaby Pani wziąć udział? Jak miałaby wyglądać?

-Marzy mi się sesja zdjęciowa z moją ciocią- Krysią Tkacz!

Podczas sesji widać zawsze u Pani zabawę modą i dodatkami. A w czym najlepiej czuje się Pani na co dzień?

-Bardzo dziękuję, wynika to często z zamysłu fotografa. Na co dzień lubię luz i swobodę, a to dlatego, że łatwiej przemierza się Warszawę w adidasie niż na obcasie (Śmiech.) Czasami jednak, kiedy mam gorszy humor, albo nadarzy się okazja, wskakuję w sukienkę i zakładam biżuterię.

Na co postawi Pani tej jesieni?

-Stonowane i ciepłe. Muszę przede wszystkim pamiętać o rękawiczkach, bo stale o nich zapominam, a potem dziwię się na widok czerwonych dłoni.

Na koniec. Życiowe credo.
Zdjęcie ze spektaklu
-Kieruję się w życiu zasadą, aby być wyrozumiałą i szanować innych. Każdy ma prawo mieć zły dzień i dąsać się przez różne napotkane przykrości. Staram się roztaczać wokół siebie miłą atmosferę. Zacytuję tutaj Krzysztofa Gosztyłę, który zwykł mawiać, że uśmiech jest tanim i skutecznym sposobem na poprawienie sobie urody :)

(Rozmawiała Mariola Morcinková)



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.