
Ludzie zbierają się na moście i załamują ręce. Ekologiczną katastrofę najbardziej przeżywają wędkarze. Niektórzy nie są w stanie powstrzymać łez.
Wczoraj rano mieszkańcy Piechowic zauważyli pianę na rzece Kamienna, która przepływa przez centrum miasta. W ciągu kilku godzin na sporym odcinku rzeki zaczęły pojawiać się śnięte pstrągi.
Masowa zagłada
– Tragedia. Zarybialiśmy rzekę i jej dopływy. Wiele godzin pracy poszło na marne – nie ukrywa rozgoryczenia Franciszek Czaiński, prezes koła Polskiego Związku Wędkarskiego w Piechowicach. – Minie sporo czasu, zanim da się naprawić szkody – podkreśla. Na odcinku dwóch kilometrów prezes znalazł tylko trzy żywe pstrągi. Pozostałe padły. W ubiegłym roku do okolicznych strumyków oraz rzek Kamienna i Bóbr wpuszczono 450 tysięcy małych rybek.
Silna trucizna
Trucizna musiała być bardzo silna. – Ryby mają ciemny kolor i powykręcane pyski. Brakowało im tlenu – mówi wędkarz Stanisław Posadowski. Jak wyliczyli wędkarze, straty sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jednak nic nie wynagrodzi im starań, aby w rzece pojawiły się pstrągi.
– To była nasza chluba. W przejrzystej wodzie pływały ryby, na które aż miło było popatrzeć – podkreślają ludzie. Pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Jeleniej Górze natychmiast zajęli się badaniem przyczyn katastrofy. – Wszystko wskazuje na to, że jest ona spowodowana wyciekiem ścieków z huty Julia – mówi Leokadia Mazur, kierownik jeleniogórskiego działu inspekcji WIOŚ. Jak podkreśliła, w okolicy tylko ten zakład używał kwasu do produkcji kryształów. Próbki tej substancji znalazły się w rzece.
Chcą naprawić szkody
Jak tłumaczy Agnieszka Blacheta z Huty Szkła Kryształowego, w zakładzie nie zmieniono technologii. Nikt też z premedytacją nie wypuścił do rzeki trucizny.
– Doszło do niezależnego od nas, krótkotrwałego wycieku ścieków. Awaria już została usunięta – wyjaśnia Agnieszka Blacheta. Ponowna kontrola ścieków przeprowadzona przez służby ochrony środowiska wykazała, że nie ma już zagrożenia. Pobrane próbki w pobliżu ujścia ścieków nie były zanieczyszczone. Zakład nie zamierza unikać odpowiedzialności. – Zobowiązujemy się w porozumieniu z Polskim Związkiem Wędkarskim naprawić szkody – zapowiada, z upoważnienia właściciela, Agnieszka Blacheta.
D.P.