Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37076 miejsce

Julian Assange ukazał fasadowość demokracji

Szwedzki sąd chroni stalinowskiego zbrodniarza Szechtera a ściga Juliana Assange, który zaznajomił opinię publiczną z machinacjami polityków. Podwójne standardy obowiązywały w dobie totalitaryzmów. Dziś powracają w majestacie demokracji.

Działalność Australijczyka spędza sen z powiek rozmaitym grupkom i grupom władzy. Informacje, które docierają do opinii publicznej z prasy to tylko półprawdy. Najpikantniejsze szczegóły - na przykład o współpracy Mossadu i CIA - leżą pod grubą stertą mało znaczących doniesień.

Zdania są jak zwykle podzielone. Republikański kongresman Ron Paul broni twórcę Wikileaks. Za absurdalne uważa oskarżenie go o zdradę. Czy on nie idzie za daleko? - pyta. I dodaje: - W wolnym społeczeństwie mamy prawo znać prawdę. Jeśli prawda staje się zdradą, to mamy wielkie kłopoty.

Clue rewelacji Wikileaks stanowi obszar zagadnień związanych z metodami sprawowania władzy, o której trudno powiedzieć demokratyczna, bo ta jest przecież transparentna. Dla społeczeństwa obywatelskiego to krok do przodu. Powinniśmy wiedzieć jak ponad naszymi głowami ustalana jest rzeczywistość.

Opinię publiczną oburzają akcje wymierzone w autora całego zamieszania. W zeszłym tygodniu serwis PayPal zamroził konto Wikileaks, jako powód podając naruszenie regulaminu korzystania z usług. Podobnie wypowiedziała się firma Amazon, zrywając umowę odnośnie serwerów. PostFinance, szwajcarski bank pocztowy, poinformował o zamknięciu prywatnego konta założyciela Wikileaks. W grę wchodzi kwota około 31 tysięcy euro. Choć założycielowi legendarnego już serwisu nie przedstawiono dowodów winy jest ścigany listem gończy za molestowanie dwóch Szwedek.

Mechanizmy władzy i sprawiedliwości oplątującej siecią intryg i demagogicznych oskarżeń postać bohaterskiego Juliana Assange w świetle opublikowanych materiałów są konsekwentnym przedłużeniem demokratycznej degrengolady egzemplifikowanej za bardzo wysoką cenę na witrynie Wikileaks. Wiemy, że stygmatyzowane na niej środowiska zdolne są nie tylko demagogicznie dewaluować swoich wrogów. Potrafią też bez skrupułów zabijać.

Polaków poczucie sprawiedliwości zostało zachwianie przez szwedzki wymiar sprawiedliwości kilka miesięcy temu, kiedy to po drugiej stronie Bałtyku zdecydowano się chronić komunistycznego zbrodniarza, którego wina jest bezsporna.

Stefan Szechter, stalinowski sędzia wojskowy uczestniczył w wydawaniu wyroków śmierci w procesach politycznych. W odróżnieniu od ścigania zbrodniarzy nazistowskich jego i wielu innych stalinowskich zbrodniarzy sprawa nikogo nie elektryzuje. Łatwiej jest więc dostać się do więzienia za kradzież metalowej tablicy z Auschwitz, historycznie ważnej, ale której wartość jest nieporównywalna z ludzkim życiem odbieranym przez ubeków i demaskowanych przez Wikileaks przedstawicieli władzy.

Sądownictwo i demokracja są zatem na usługach jednostronnie sformatowanej pamięci, która selektywnie promuje jednych ludzi, bardzo niewielu ponad innymi. Taka jest definicja podwójnej standaryzacji. Takie są też źródła totalitaryzmu i upadku demokracji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

b.ojciec
  • b.ojciec
  • 25.12.2010 17:21

Rafał Gdak napisał:
"Proszę powiedzieć, jaki pożytek płynie z działalności Wikileaks? Napuszczanie jednych państw na drugie? Możliwość zdestabilizowania politycznego całych regionów? Nie oszukujmy się status quo, które wypracował - użyjmy górnolotnego stwierdzenia - Zachodni Świat zawdzięczamy także, a w skrajnych przypadkach przede wszystkim zakulisowym gierkom wywiadów i dyplomacją prowadzoną poza światłami jupiterów. Z punktu widzenia Zachodniego Świata, owe status quo zapewnia równowagę sił i - być może iluzoryczne, ale jednak - poczucie bezpieczeństwa."

Rzeczywiście, akapit górnolotny bardzo. Chciałbym powiedzieć, bo jakby Pan przegapił, że nie ma co destabilizować, bo już od jakichś 20 lat jest zdestabilizowane. Ściśle: od upadku komunizmu. Przerabiamy obecnie okres podobny do wczesnego średniowiecza po upadku Cesarstwa Rzymskiego tyle, że destabilizacja jest większa, bo obejmuje cały świat i dodatkowym, całkowicie nieprzewidywalnym czynnikiem, jest gwałtowny rozwój technologii. Status quo już dawno nie istnieje, proszę Pana. Stąd desperackie próby skanalizowania działań w rodzaju np.: "wojny z terroryzmem". Był już jeden króliczek do gonienia - Osama ben Laden ale stał się jakby mniej nośny i trafił się drugi: WikiLeaks.
Status qupo z punktu widzenia Zachodu nie musi być status quo z punktu widzenia innych krajów. Poza tym podziały tego typu (Wschód - Zachód, bogata Północ - biedne Południe) pwodują pojawianie się nowych, kolejnych "żelaznych kurtyn".

Zasługa WikiLeaks nie polega na tym, że w ogóle ujawniła zakulisowe machinacje, które niby "wszyscy" znają na zasadzie "co ty wiesz, a ja rozumiem". Jest to sygnał dla wszystkich "tajniaków", że już nic tajnego nie ma, że co jeden utajnił, drugi prędzej, czy później odtajni., więc albo trzeba lepiej utajniać albo bardziej uczciwie działać.
(Nawiasem mówiąc: działalność sił okupacyjnych w Iraku jest przerażająca.)

Gry zakulisowe p. Gdak mają tę specyficzną właściwość, że potrafią rozrastać się jak ośmiornica i, niepostrzeżenie, zastępować wszystkie inne pola gier, aż zostają fasadowe rządy gabinetowe jako narzędzie PR na pokaz dla "ciemnego ludu" (jak był łaskaw się wypowiedzieć kiedyś pan Kurski).
Co wtedy zostanie z demokracji?

Genialnym posunięciem było opublikowanie źródeł tak, aby każdy mógł mieć do nich dostęp: wywiady, terroryści, zwykli obywatele. Nie ma uprzywilejowanych. Gazety, które publikują te materiały i artykuły na ich temat nie mogą niczego przemilczeć, zmanipulować, skłamać dla dobra opcji politycznej, którą reprezentują, bo każdy może sprawdzić, czy nie przekręciły treści źródeł.

Jeszcze jedno, skąd Pan posiada takie wiadomości co do motywów WikiLeaks: "może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT"? Ustawił Pan sobie przeciwnika, a następnie przywalił - nieładnie. Najpierw Pan przypisał motywy, a potem wyraził swoje obrzydzenie. Mnie takie działanie brzydzi(powtarzając za Panem).

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Działalność Assange'a to "walenie" halogenem lub biksenonem po oczach opinii publicznej, na zasadzie: może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT. Mnie taka postawa szczerze brzydzi."

Tylko żeby wybronić się przed zbrodniarzami nie starczy płomień świecy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie tylko zbrodnie wojenne. Jeszcze trudniejsze jest wykazanie wpływu wielkich koncernów na państwo.

Shell ma swoich ludzi we wszystkich istotnych ministerstwach nigeryjskich - sugerują przykładowo ujawnione materiały. A to już jest poważny zamach na suwerenność narodową.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8790629,WikiLeaks__Koncern_Shell_zinfiltrowal_ministerstwa.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy nie jest to konfrontacja ze społ. obywatelskim?

http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/312657,sympatycy-wikileaks-zaatakowali-finansowego-giganta.html

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.12.2010 16:58

Doskonały tekst!

5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zbrodnie wojenne jest bardzo trudno udowodnić. Zasługą Wikileaks jest ich udokumentowanie.


http://www.idg.pl/news/357674/WikiLeaks.armia.USA.strzela.do.cywilow.i.zabija.dziennikarza.Reutera.zobaczcie.wideo.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nic nie wykazał moim zdaniem Panie Marcinie. Weźmy przykład przehandlowania tarczy antyrakietowej w Polsce za sankcje dla Iranu. Zdrowy rozsądek i krótka analiza wystarczyła, by wiedzieć, że Obama zawarł deal polityczny z Rosją, nie trzeba było do tego przecieków Wikileaks.

Proszę mnie źle nie rozumieć. Nie jestem "fanem" amerykańskiej polityki zagranicznej, nie bronię tych jej aspektów, które są argumentem przeciw niej. Chodzi mi tylko o to, że proces kanonizacji Assange'a jest przedwczesny i w świetle tego, co Wikileaks publikowało nieuzasadniony.

"Czy mamy pozbawiać pensji i wolności tych którzy okazali społeczeństwu prawdę? A może powinniśmy ich oskarżyć o zdradę, grozić porwaniem, etc. Czy normy są inne dla "ciemnego luda" Panie Rafale?"

Oczywiście, że nie Panie Robercie. Ba, uważam że sposób w jaki próbuje się wyrzucić Wikileaks z przestrzeni publicznej jest idiotyczny. Straszenie studentów przez Departament Stanu, że ci nie znajdą pracy jeżeli będą linkować do strony Wikileaks sa jeszcze bardziej kretyńskie. Aresztowanie i oskarżenia wobec Assange'a są śmieszne. Wszystko to jest antytezą demokracji, jednak nie zmienia faktu że samą działalność serwisu uważam za szkodliwą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Rafale, te jak Pan nazywa "zakulisowe gierki" okazują się często zbrodniczymi działaniami (np. Irak, czy ktoś odpowie z śmierć dziesiątków, jeśli nie setek tysięcy ludzi). Jeśli działania związane z analizą poszczególnych członków ekip rządzących etc dzieją się od zawsze i w takiej postaci, to politycy o tym wiedzą. Ujawnienie nie powinno im przeszkadzać. A że teraz dowiedziały się o tym szersze warstwy - co w tym złego, że poznaliśmy po imieniu wartość poszczególnych osobistości: poprzez ich ocenę lub poprzez ich działanie. Czy lepiej byśmy bezkrytycznie ufali w ich wielkość?
Nie sądzę by władze poszczególnych państw poobrażały się na siebie i by odczuły publikacje jako podburzanie. Bo ich władze, jakie są, właśnie się dowiedzieliśmy. Dla demokracji ma znaczenie by ludzie, czyli tzw.: demos powziął wiedzę o własnych "elitach" - kracji, i istocie "demokracji". Okazuje się, że nie tej ze szkolnych podręczników i zapisów w konstytucji.
Podobna rzecz dzieje się czasami i u nas. Pamiętacie Rywina, Beger i Lipińskiego albo ostatnio senatora Romana Ludwiczuka? Czy mamy pozbawiać pensji i wolności tych którzy okazali społeczeństwu prawdę? A może powinniśmy ich oskarżyć o zdradę, grozić porwaniem, etc.
Czy normy są inne dla "ciemnego luda" Panie Rafale?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że on zrobił dużo więcej. Wykazał związki między śmiercią niewinnych ludzi i merkantylnymi przyczynami wojen, które szczytnie się tłumaczyło a utratą kontroli obywatelskiej nad polityką.

Na ulicę wylegały tysiące ignorowane przez rządy Blaira i Busha, którzy poddawali się zakulisowym naciskom - czyim?

Nie było racjonalnych powodów dla wszczynania irackiej rzezi.

Najlepiej broni się sam Assange:

"Assange opisuje swoje dzieciństwo, które spędził w australijskim stanie Queensland, gdzie "każdy mówił, co myślał", a mieszkańcy "nie ufali rządowi", gdyż uważali, że jeśli nie będzie on uważnie obserwowany, grozi mu korupcja."

Jeszcze jeden cytat, który odpiera zarzuty o uzurpowanie sobie wyjątkowości przez Assange'a:

Oskarżono mnie o zdradę, chociaż jestem Australijczykiem, a nie obywatelem USA.". Założyciel Wikileaks wymienia następnie ataki, których ofiarą w ostatnim czasie padł on oraz jego rodzina.

Jeśli oskarżenie o gwałt, likwidacja konta bankowego, areszt nie są wystarczającym powodem do zmartwień to może porwanie bliskiej osoby albo groźba śmierci lub utknięcia na Guantanamo dostatecznie wystraszą tego Australijczyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marcinie, tekst jak zwykle napisany bardzo sprawnie. Zastanawiam się tylko skąd takie stwierdzenia, jak "bohaterski Assange"? Assange jest w wybitnie komfortowej sytuacji. Włos mu z głowy nie spadnie, bo zwrócone są na niego oczy całego świata. Mało tego w świetle jupiterów może kreować się na apostoła prawdy, bojownika w walce z hipokryzją i - teraz po aresztowaniu - męczennika w obu tych sprawach.

Przecieki z Wikileaks zawierają to, co każdy uważny obserwator polityki wie od dawna: państwa pod fasadą dobrej współpracy, uśmiechów i uścisków dłoni mają swoje agentury, zbierają dane biometryczne, tworzą portrety psychologiczne przywódców innych państw i ich urzędników. Ten mechanizm ma tyle lat, ile ma polityka, z tą różnica, że uwzględniane są w nim zdobycze najnowszej techniki.

Proszę powiedzieć, jaki pożytek płynie z działalności Wikileaks? Napuszczanie jednych państw na drugie? Możliwość zdestabilizowania politycznego całych regionów? Nie oszukujmy się status quo, które wypracował - użyjmy górnolotnego stwierdzenia - Zachodni Świat zawdzięczamy także, a w skrajnych przypadkach przede wszystkim zakulisowym gierkom wywiadów i dyplomacją prowadzoną poza światłami jupiterów. Z punktu widzenia Zachodniego Świata, owe status quo zapewnia równowagę sił i - być może iluzoryczne, ale jednak - poczucie bezpieczeństwa.

W imię czego Assange prowadzi swoją batalię? Albo inaczej do czego ma doprowadzić odkrycie prawdy, która jest tajemnicą poliszynela? Śmiesznego poczucia moralnego zwycięstwa? Rozwiążmy w takim razie Agencję Wywiadu, kontrwywiad, to są brudne narzędzia. Nasi BOHATERSCY częstokroć funkcjonariusze służb wywiadowczych nie oddają strzałów ostrzegawczych w obliczu zagrożenia, ale będą strzelać w imię - znowu patetyczne stwierdzenie - racji stanu. Tak dzieje się w każdym państwie, bo każde dba o swój interes.

Podsumowując Assange nie jest bohaterem, jest siewcą zamętu, który na światło dzienne wrzuca to, co kryje się w cieniu. Z jego działalności nie płynie nic odkrywczego.

Emily Dickinson napisała kiedyś wiersz, w którym czytamy:

"(...) Prawda stopniowo musi olśnić,
Inaczej wszystkich oślepi."

Działalność Assange'a to "walenie" halogenem lub biksenonem po oczach opinii publicznej, na zasadzie: może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT. Mnie taka postawa szczerze brzydzi.

Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.