Pozycja materiału w rankingach:
Szwedzki sąd chroni stalinowskiego zbrodniarza Szechtera a ściga Juliana Assange, który zaznajomił opinię publiczną z machinacjami polityków. Podwójne standardy obowiązywały w dobie totalitaryzmów. Dziś powracają w majestacie demokracji.
Zobacz także:
Artykuły
(95)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.02)
Miejscowość: opole | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
b.ojciec 25.12.2010 17:21
Rafał Gdak napisał:
"Proszę powiedzieć, jaki pożytek płynie z działalności Wikileaks? Napuszczanie jednych państw na drugie? Możliwość zdestabilizowania politycznego całych regionów? Nie oszukujmy się status quo, które wypracował - użyjmy górnolotnego stwierdzenia - Zachodni Świat zawdzięczamy także, a w skrajnych przypadkach przede wszystkim zakulisowym gierkom wywiadów i dyplomacją prowadzoną poza światłami jupiterów. Z punktu widzenia Zachodniego Świata, owe status quo zapewnia równowagę sił i - być może iluzoryczne, ale jednak - poczucie bezpieczeństwa."
Rzeczywiście, akapit górnolotny bardzo. Chciałbym powiedzieć, bo jakby Pan przegapił, że nie ma co destabilizować, bo już od jakichś 20 lat jest zdestabilizowane. Ściśle: od upadku komunizmu. Przerabiamy obecnie okres podobny do wczesnego średniowiecza po upadku Cesarstwa Rzymskiego tyle, że destabilizacja jest większa, bo obejmuje cały świat i dodatkowym, całkowicie nieprzewidywalnym czynnikiem, jest gwałtowny rozwój technologii. Status quo już dawno nie istnieje, proszę Pana. Stąd desperackie próby skanalizowania działań w rodzaju np.: "wojny z terroryzmem". Był już jeden króliczek do gonienia - Osama ben Laden ale stał się jakby mniej nośny i trafił się drugi: WikiLeaks.
Status qupo z punktu widzenia Zachodu nie musi być status quo z punktu widzenia innych krajów. Poza tym podziały tego typu (Wschód - Zachód, bogata Północ - biedne Południe) pwodują pojawianie się nowych, kolejnych "żelaznych kurtyn".
Zasługa WikiLeaks nie polega na tym, że w ogóle ujawniła zakulisowe machinacje, które niby "wszyscy" znają na zasadzie "co ty wiesz, a ja rozumiem". Jest to sygnał dla wszystkich "tajniaków", że już nic tajnego nie ma, że co jeden utajnił, drugi prędzej, czy później odtajni., więc albo trzeba lepiej utajniać albo bardziej uczciwie działać.
(Nawiasem mówiąc: działalność sił okupacyjnych w Iraku jest przerażająca.)
Gry zakulisowe p. Gdak mają tę specyficzną właściwość, że potrafią rozrastać się jak ośmiornica i, niepostrzeżenie, zastępować wszystkie inne pola gier, aż zostają fasadowe rządy gabinetowe jako narzędzie PR na pokaz dla "ciemnego ludu" (jak był łaskaw się wypowiedzieć kiedyś pan Kurski).
Co wtedy zostanie z demokracji?
Genialnym posunięciem było opublikowanie źródeł tak, aby każdy mógł mieć do nich dostęp: wywiady, terroryści, zwykli obywatele. Nie ma uprzywilejowanych. Gazety, które publikują te materiały i artykuły na ich temat nie mogą niczego przemilczeć, zmanipulować, skłamać dla dobra opcji politycznej, którą reprezentują, bo każdy może sprawdzić, czy nie przekręciły treści źródeł.
Jeszcze jedno, skąd Pan posiada takie wiadomości co do motywów WikiLeaks: "może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT"? Ustawił Pan sobie przeciwnika, a następnie przywalił - nieładnie. Najpierw Pan przypisał motywy, a potem wyraził swoje obrzydzenie. Mnie takie działanie brzydzi(powtarzając za Panem).
Noah Frączek 13.12.2010 00:47
"Działalność Assange'a to "walenie" halogenem lub biksenonem po oczach opinii publicznej, na zasadzie: może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT. Mnie taka postawa szczerze brzydzi."
Tylko żeby wybronić się przed zbrodniarzami nie starczy płomień świecy.
Marcin Stanowiec 09.12.2010 04:07
Nie tylko zbrodnie wojenne. Jeszcze trudniejsze jest wykazanie wpływu wielkich koncernów na państwo.
Shell ma swoich ludzi we wszystkich istotnych ministerstwach nigeryjskich - sugerują przykładowo ujawnione materiały. A to już jest poważny zamach na suwerenność narodową.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8790629,WikiLeaks__Koncern_Shell_zinfiltrowal_ministerstwa.html
Marcin Stanowiec 09.12.2010 02:32
Czy nie jest to konfrontacja ze społ. obywatelskim?
http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/312657,sympatycy-wikileaks-zaatakowali-finansowego-giganta.html
Marcin Stanowiec 08.12.2010 00:00
Zbrodnie wojenne jest bardzo trudno udowodnić. Zasługą Wikileaks jest ich udokumentowanie.
http://www.idg.pl/news/357674/WikiLeaks.armia.USA.strzela.do.cywilow.i.zabija.dziennikarza.Reutera.zobaczcie.wideo.html
Rafał Gdak 07.12.2010 21:34
Nic nie wykazał moim zdaniem Panie Marcinie. Weźmy przykład przehandlowania tarczy antyrakietowej w Polsce za sankcje dla Iranu. Zdrowy rozsądek i krótka analiza wystarczyła, by wiedzieć, że Obama zawarł deal polityczny z Rosją, nie trzeba było do tego przecieków Wikileaks.
Proszę mnie źle nie rozumieć. Nie jestem "fanem" amerykańskiej polityki zagranicznej, nie bronię tych jej aspektów, które są argumentem przeciw niej. Chodzi mi tylko o to, że proces kanonizacji Assange'a jest przedwczesny i w świetle tego, co Wikileaks publikowało nieuzasadniony.
"Czy mamy pozbawiać pensji i wolności tych którzy okazali społeczeństwu prawdę? A może powinniśmy ich oskarżyć o zdradę, grozić porwaniem, etc. Czy normy są inne dla "ciemnego luda" Panie Rafale?"
Oczywiście, że nie Panie Robercie. Ba, uważam że sposób w jaki próbuje się wyrzucić Wikileaks z przestrzeni publicznej jest idiotyczny. Straszenie studentów przez Departament Stanu, że ci nie znajdą pracy jeżeli będą linkować do strony Wikileaks sa jeszcze bardziej kretyńskie. Aresztowanie i oskarżenia wobec Assange'a są śmieszne. Wszystko to jest antytezą demokracji, jednak nie zmienia faktu że samą działalność serwisu uważam za szkodliwą.
Robert Grzeszczyk 07.12.2010 21:04
Panie Rafale, te jak Pan nazywa "zakulisowe gierki" okazują się często zbrodniczymi działaniami (np. Irak, czy ktoś odpowie z śmierć dziesiątków, jeśli nie setek tysięcy ludzi). Jeśli działania związane z analizą poszczególnych członków ekip rządzących etc dzieją się od zawsze i w takiej postaci, to politycy o tym wiedzą. Ujawnienie nie powinno im przeszkadzać. A że teraz dowiedziały się o tym szersze warstwy - co w tym złego, że poznaliśmy po imieniu wartość poszczególnych osobistości: poprzez ich ocenę lub poprzez ich działanie. Czy lepiej byśmy bezkrytycznie ufali w ich wielkość?
Nie sądzę by władze poszczególnych państw poobrażały się na siebie i by odczuły publikacje jako podburzanie. Bo ich władze, jakie są, właśnie się dowiedzieliśmy. Dla demokracji ma znaczenie by ludzie, czyli tzw.: demos powziął wiedzę o własnych "elitach" - kracji, i istocie "demokracji". Okazuje się, że nie tej ze szkolnych podręczników i zapisów w konstytucji.
Podobna rzecz dzieje się czasami i u nas. Pamiętacie Rywina, Beger i Lipińskiego albo ostatnio senatora Romana Ludwiczuka? Czy mamy pozbawiać pensji i wolności tych którzy okazali społeczeństwu prawdę? A może powinniśmy ich oskarżyć o zdradę, grozić porwaniem, etc.
Czy normy są inne dla "ciemnego luda" Panie Rafale?
Marcin Stanowiec 07.12.2010 20:27
Myślę, że on zrobił dużo więcej. Wykazał związki między śmiercią niewinnych ludzi i merkantylnymi przyczynami wojen, które szczytnie się tłumaczyło a utratą kontroli obywatelskiej nad polityką.
Na ulicę wylegały tysiące ignorowane przez rządy Blaira i Busha, którzy poddawali się zakulisowym naciskom - czyim?
Nie było racjonalnych powodów dla wszczynania irackiej rzezi.
Najlepiej broni się sam Assange:
"Assange opisuje swoje dzieciństwo, które spędził w australijskim stanie Queensland, gdzie "każdy mówił, co myślał", a mieszkańcy "nie ufali rządowi", gdyż uważali, że jeśli nie będzie on uważnie obserwowany, grozi mu korupcja."
Jeszcze jeden cytat, który odpiera zarzuty o uzurpowanie sobie wyjątkowości przez Assange'a:
Oskarżono mnie o zdradę, chociaż jestem Australijczykiem, a nie obywatelem USA.". Założyciel Wikileaks wymienia następnie ataki, których ofiarą w ostatnim czasie padł on oraz jego rodzina.
Jeśli oskarżenie o gwałt, likwidacja konta bankowego, areszt nie są wystarczającym powodem do zmartwień to może porwanie bliskiej osoby albo groźba śmierci lub utknięcia na Guantanamo dostatecznie wystraszą tego Australijczyka.
Rafał Gdak 07.12.2010 19:48
Panie Marcinie, tekst jak zwykle napisany bardzo sprawnie. Zastanawiam się tylko skąd takie stwierdzenia, jak "bohaterski Assange"? Assange jest w wybitnie komfortowej sytuacji. Włos mu z głowy nie spadnie, bo zwrócone są na niego oczy całego świata. Mało tego w świetle jupiterów może kreować się na apostoła prawdy, bojownika w walce z hipokryzją i - teraz po aresztowaniu - męczennika w obu tych sprawach.
Przecieki z Wikileaks zawierają to, co każdy uważny obserwator polityki wie od dawna: państwa pod fasadą dobrej współpracy, uśmiechów i uścisków dłoni mają swoje agentury, zbierają dane biometryczne, tworzą portrety psychologiczne przywódców innych państw i ich urzędników. Ten mechanizm ma tyle lat, ile ma polityka, z tą różnica, że uwzględniane są w nim zdobycze najnowszej techniki.
Proszę powiedzieć, jaki pożytek płynie z działalności Wikileaks? Napuszczanie jednych państw na drugie? Możliwość zdestabilizowania politycznego całych regionów? Nie oszukujmy się status quo, które wypracował - użyjmy górnolotnego stwierdzenia - Zachodni Świat zawdzięczamy także, a w skrajnych przypadkach przede wszystkim zakulisowym gierkom wywiadów i dyplomacją prowadzoną poza światłami jupiterów. Z punktu widzenia Zachodniego Świata, owe status quo zapewnia równowagę sił i - być może iluzoryczne, ale jednak - poczucie bezpieczeństwa.
W imię czego Assange prowadzi swoją batalię? Albo inaczej do czego ma doprowadzić odkrycie prawdy, która jest tajemnicą poliszynela? Śmiesznego poczucia moralnego zwycięstwa? Rozwiążmy w takim razie Agencję Wywiadu, kontrwywiad, to są brudne narzędzia. Nasi BOHATERSCY częstokroć funkcjonariusze służb wywiadowczych nie oddają strzałów ostrzegawczych w obliczu zagrożenia, ale będą strzelać w imię - znowu patetyczne stwierdzenie - racji stanu. Tak dzieje się w każdym państwie, bo każde dba o swój interes.
Podsumowując Assange nie jest bohaterem, jest siewcą zamętu, który na światło dzienne wrzuca to, co kryje się w cieniu. Z jego działalności nie płynie nic odkrywczego.
Emily Dickinson napisała kiedyś wiersz, w którym czytamy:
"(...) Prawda stopniowo musi olśnić,
Inaczej wszystkich oślepi."
Działalność Assange'a to "walenie" halogenem lub biksenonem po oczach opinii publicznej, na zasadzie: może uda się sprzedać oczywistości, jako MORALNY PARADYGMAT. Mnie taka postawa szczerze brzydzi.
Pozdrawiam serdecznie
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +266)