Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95284 miejsce

Justyna Kowalczyk: mój czas się powoli kończy

Po mistrzostwach świata w Val di Fiemme, nasza Justyna ze srebrnym medalem, ma – podobnie jak szkoleniowiec - niezbyt miłe wrażenia. Trener: Trudno się z nią dogadać. Biegaczka: trener może ma większe ambicje, ale to ja biegłam, nie on.

 / Fot. Wikipedia, Autor:Che (Please credit as "Petr NovákNarciarskie mistrzostwa świata w Val di Fiemme, nie poszły w tym roku po myśli Justyny Kowalczyk, ani tym bardziej, po oczekiwaniach trenera. Nasza wielka mistrzyni nart, królowa biegów na śniegu, zawiodła także kibiców. To co pokazała w tegorocznym sezonie, biorąc pod uwagę jej doświadczenie i możliwości, było raczej średniej miary. Według znawców zagadnienia, Justyna dowiodła wielokrotnie, że może wiele, lecz nie zawsze i nie za wszelką cenę. Trener Wierietielny – zawiedziony wynikami podopiecznej, twierdzi, że przestała go słuchać. Bo – jak mówi - Justyna wszystko wie najlepiej.

Józef Łuszczek jest zdania, że Justyna Kowalczyk, w mistrzostwach świata w Val di Fiemme, w biegu narciarskim na 30 km, powinna była ruszyć do ataku, "pięć kilometrów przed metą". Wtedy miała szanse zostawić Norweżki i zdobyć mistrzostwo.
W ocenie Krzysztofa Jarosza, który wspólnie ze Stanisławem Mrowcą, w Maratonie Mszana Dolna trenował Justynę Kowalczyk wyraża przekonanie, że w sobotę w Val di Fiemme, Justyna źle zrobiła, że "nie podjęła pełnego ryzyka".

Rywalka Justyny, Norweżka Marit Bjoergen, ukrywając się za jej placami na całej trasie 30 kilometrów biegu, przed metą ruszyła do ataku pełna sił i świeżości i wreszcie – jak cieszyły się media norweskie - wygrała swoje wymarzone 30 km. Uczyniła to w świetnym stylu, wykorzystując fakt, że Justyna Kowalczyk niemal na całej trasie była na ciągłym prowadzeniu, co mogło sugerować o jej słabnących siłach przed metą. Bjoergen zdobyła złoto a Justyna musiała być zadowolona ze srebra. A miało być od początku inaczej. Na końcu zaś – to Polka miała cieszyć się złotym medalem.

Smutno zrobiło się w tym momencie nam wszystkim. A Justyna z uśmiechem powiedziała, że tak już jest w sporcie: tyko jeden zwycięża. Spodziewamy się jednak, co w głębi duszy czuła. Najsmutniejsze, zdaniem szkoleniowca, że między trenerem, a podopieczną, nie dzieje się najlepiej. Atmosfera (zapewne nie od teraz) na linii trener - zawodniczka jest bardzo napięta – piszą komentatorzy. Szkoleniowiec Aleksander Wierietielny wspomina już nawet o "końcu współpracy".

Tymczasem Justyna Kowalczyk, w porywach szczerości podkręconej złością, mówi: Trener może ma większe ambicje, ale to ja biegłam, a nie on. I dodaje: Od 15. lat tyram jak wół. Do cholery, pora zacząć żyć! Słychać zza jej pleców, a być może czasami bezpośrednio z ust, o rychłym końcu kariery.

Jednego nie daje się zaprzeczyć, ani zapomnieć: Justyna Kowalczyk wróciła w 2013 roku z Włoch, tylko z jednym medalem. Bez wątpienia nie zaspokoiło to ambicji trenera Wierietielnego. Także niewątpliwie i Justyny. Według trenera wyniki Polki mogły być lepsze, ale Justyna przestała się go słuchać, gdyż czuje się wszechwiedzącą w strategii sportowej rywalizacji.

Aleksander Wierietielny próbuje ją zrozumieć i przyznaje, że nie wie, o co chodzi. Zastanawia się głośno: "Czy Justyna za bardzo wydoroślała?" - pisze Dziennik.pl. Co z nią jest: "Jak popełni błąd, to potem przychodzi, przeprasza. Rozmawiamy, co było nie tak. Obiecuje, że to koniec, że już więcej tak nie będzie. A dwa, trzy dni później - znowu ma własne pomysły i nikt inny się nie liczy. Tak jest przez cały ten sezon. Trudno się z nią ostatnio dogadać. Wszystko wie lepiej, a jak ktoś coś radzi, to słyszy od niej, żeby nie marudził" wyznaje dziennikarzom trener.

Szkoleniowiec przyznaje, że – jak mówi - być może jej "rzeczywiście za często przymarudzam, ale innych też nie chce słuchać". "Może to już trzeba po prostu dotrwać do igrzysk w Soczi i skończyć z tym wszystkim?" – rozważa głośno, pytając retorycznie trener Wierietielny.

Po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw świata w biegu na 30 km w Val di Fiemme, Justyna Kowalczyk, w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" powiedziała, że "jej czas się powoli kończy" - podają sportowefakty.pl. Jak przyznała – dzieje się tak "najnormalniej w świecie". "Mam trzydzieści lat. Oczywiście wiem, że to sport wytrzymałościowy i mam jeszcze czas, ale ja od piętnastu lat tyram jak wół, by zdobyć to, co zdobyłam. Nie zapeszając, niedługo zdobędę czwartą Kryształową Kulę. Oczywiście, jeszcze wszystko może się zdarzyć, ale jestem na dobrej drodze. Pięć razy osiągała to Jelena Vialbe, cztery razy Bente Skari."

Justyna nadal wylicza: "Byłabym trzecia w historii. I ja to mogę osiągnąć, ale nie bez wyrzeczeń. Dla ciała przede wszystkim. To ciało powoli odmawia posłuszeństwa. Normalna sprawa i jestem do tego przygotowana. Zresztą do jasnej cholery, pora zacząć żyć! Nie jestem już 23-latką, która zdobywa medal igrzysk w Turynie" - powiedziała otwarcie i stanowczo nasza mistrzyni w rozmowie z gazetą.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Wypowiada się zupełnie sensownie. Trzeba wiedzieć kiedy przestać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mądrość sportowców to zejście ze sceny nie pokonanym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.