Facebook Google+ Twitter

Jutro proces gangu konduktora

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-09-25 10:07

Napady na ludzi, włamania do domów jednorodzinnych, magazynów, a nawet dużych zakładów, kradzieże – oskarżeni mieli szeroką gamę zainteresowań. Dowodził nimi 33-letni Józef G., który na co dzień pracował jako konduktor PKP w Opolu.

We wrocławskim sądzie rozpocznie się proces 16-osobowej grupy przestępczej ze Strzelina. Oprócz Józefa G. w gangu byli dwaj inni kolejarze – kierownicy pociągu. Ale skład był bardzo zróżnicowany – napadami trudniło się także dwóch policjantów: ze Strzelina i Brzegu, a także m.in. piekarze, betoniarz i kilku bezrobotnych. Konduktorowi prokurator postawił zarzut zorganizowania i kierowania grupą i dokonania ponad 50 przestępstw. Wszyscy oskarżeni mają w sumie aż 250 zarzutów. Gang działał od 2001 do 2006 roku.

Zabierali starszym i samotnym


W Strzelinie mało kto podejrzewał, że szanowany obywatel Józef G. w przerwach między kasowaniem biletów planował kolejne włamania.

Jak ustalili śledczy, przestępcy specjalizowali się w napadach na samotnie mieszkające osoby starsze i włamaniach do mieszkań, domów jednorodzinnych. Poza tym kradli paliwo z garaży, magazynów i terenu gospodarstw rolnych. Ściągali paliwo np. z cystern. Włamywali się do magazynów zakładów rolnych – tam ich łupem padły nasiona i środki ochrony roślin warte ponad sto tysięcy złotych.

Policjanci udowodnili im włamania do 47 mieszkań, domów i gospodarstw rolnych. Łupem włamywaczy-złodziei padały zarówno pieniądze, sprzęt elektroniczny, dokumenty, jak i świeżo wstawione okna, grzejniki, narzędzia i armatura sanitarna. W jednym przypadku nie pogardzili też prezentami weselnymi o wartości 20 tys. złotych.

Pod opieką policji


Gang konduktora mógł działać tak długo bezkarnie, bo pomagał mu policjant z komendy w Strzelinie. Aspirant zdradzał wspólnikom tajemnice służbowe, np. gdzie w okolicy stoją patrole, a także przekazywał informacje ze śledztw w sprawie włamań. Policjant jest też oskarżony o nakłanianie do jednego włamania i pomaganie w nim. Chodzi o to, że wywabił znajomego z rodziną z domu i dał znać Józefowi G., że dom stoi pusty. Złodzieje wynieśli sto tysięcy złotych. Dzielili się łupami i pieniędzmi ze sprzedanych paserom „fantów”.

Bandyci nie cofali się przed niczym. Podczas napadu na duży zakład przetwórstwa ziemniaków skrępowali ochroniarza taśmą samoprzylepną i wywieźli do lasu. W innym przypadku obezwładnili stróża i jego psa gazem. W czasie napadu na pewien dom jednorodzinny włamywacze przecięli kabel telefoniczny, by domownicy nie wezwali policji. Nie darowali nawet dziadkowi jednego z członków szajki, którego mieszkanie też okradli. Niektórzy oskarżeni przyznają się do winy, inni tylko do pojedynczych przestępstw.


Eliza Głowicka
-
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
M.K.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.