Facebook Google+ Twitter

Kabaret Nowaki - odsłona druga

W zielonogórskim Kawonie odbyła się premiera najnowszego programu kabaretu Nowaki. To drugi program tego młodego kabaretu tworzonego przez artystów skupionych wcześniej w innych zielonogórskich formacjach. A jak było tym razem?

Kabaret Nowaki / Fot. materiały organizatoraNa Nowaki poszedłem po raz drugi. Dość dobrze pamiętam jak kilka miesięcy temu prezentowali w tym samym miejscu swój pierwszy program. Dziś przekonałem się, że Nowaki mocno się zmienili - na lepsze. Nadal w ich skeczach nie brakuje ekspresji, ale nie zakłóca ona odbioru żartu. Nowy program grupy pod nieznanym mi tytułem prezentuje się bardzo ciekawie. Wiele scenek, poprzeplatanych zabawnymi anegdotami. Kabareciarzom nie brakuje pomysłów na skecze, a także talentu do ich realizacji.

Nie było skeczu, który mógłbym nazwać najlepszym. Wszystkie prezentowały podobny poziom. Interesujący i przezabawny był namolny sąsiad, zakłócający młodemu małżeństwu wieczorny seks. Oprócz sąsiada spotkaliśmy się z generałem u dentystki czy kumplami którzy wybrali się do banku po reklamowany tam kredyt.
Skecze, jak wcześniej wspomniałem, sięgały najwyższej kabaretowej półki. Na twarzach komików było widać jednak tremę, a niekiedy i rozbawienie, wynikające z własnych skeczy.

Gra kabareciarzy zasługiwała na uwagę. Starali się stworzy oryginalna atmosferę, budowali dynamiczną akcję i wiele miejsca poświęcili scenicznej ekspresji. Wszystko razem wzięte dało naprawdę dobry efekt.
I w tym miejscu zaznaczyć należy, że Adrianna Borek, Kamil Piróg i Tomek Marciniak to byli kabareciarze kilku innych zielonogórskich formacji. Poza tym wsparcia Nowakom udziela sam Grzegorz Halama. Tematy Nowaków były normalne, łatwe do zrealizowania, bliskie współczesności i aktualnych wydarzeń, a ich inscenizacja sprawa i co najważniejsze - nieprzewidywalna. Tym razem nie przesadzili z ekspresją i dobrze, choć donośny krzyk Ady nadal wbijał mnie w plastikowe krzesełko.

Przezornie usiadłem w ostatnim rzędzie, aby nie stać się przypadkową ofiarą kabareciarzy. Nie wiem czy tłumaczenie, że jestem dziennikarzem, coś by tu dało - gawiedź domagała się ofiary na scenie. Na szczęście, dla wszystkich tych co siedzieli z przodu, żadne wciągnięcie na scenę nie nastąpiło. Zawsze z nieukrywanym entuzjazmem oglądam wciągniętych na estradę widzów, którzy za wszelką cenę i jak najszybciej starają się owe miejsce opuścić.

Podsumowując... warto!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Podsumowując...a ja nie lubię jak wyciągają na scenę tych , którzy nie chcą na niej być.
Bartosz, ciekawe foto a czarne okulary to chyba z najnowszej kolekcji W24.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.