Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7678 miejsce

Kacze opowieści, czyli jak Kaczyński uwagę odciągał

Powszechna fiksacja na osobie prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, polityka nie posiadającego żadnej mocy sprawczej w polskim rządzie daje do myślenia przy bliższym wglądzie.

W prywatnej rozmowie podczas przerwy obiadowej, ktoś kogo uważam za człowieka inteligentnego zwrócił mi uwagę na powszechnie panujące, a niczym konkretnym nieuzasadnione przejęcie każdym krokiem prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
Osobiście także przyznaję się do winy. U siebie także obserwuję podobną fiksację, połączoną z nieracjonalną niechęcią, albo nawet nienawiścią.

A jakby tak spojrzeć na sprawę z oddali, to przecież ten człowiek niczego mi osobiście nie zrobił, by zasłużyć sobie na takie traktowanie; nie on obecnie żadnej władzy realnej ani politycznej; jego działalność sprowadza się do jątrzenia i bicia piany, krytykowania każdego posunięcia rządu i organizowania manifestacji, mniej lub bardziej obleganych. Ale z całkowicie pragmatycznego punktu widzenia, nie wnosi on absolutnie nic do bezpośrednio mnie dotyczącej rzeczywistości. Czemu więc ta powszechna fiksacja?

Jeśli wyjść z założenia, że polska prawica to tak naprawdę kółko wzajemnej adoracji - co dla znawców tematu pewnie jest oczywiste - to można przyjąć tezę, że Prezes ma dziś konkretne zadanie do spełnienia. Ma pełnić rolę "tego złego".
I wychodzi mu to bezbłędnie.

Małym wysiłkiem jest w stanie skupić na sobie uwagę wszystkich mediów i brylować w nich przez tydzień, podczas gdy w sejmie przegłosowuje się ustawy pokroju ACTA czy GMO, bo w tym czasie nikt nie patrzy na ręce rządzących. Do tego dochodzi fakt, że społeczeństwo w większości nie ma świadomości obywatelskiej, nie wie czego i jak może żądać od polityków i przywódców państwa, którzy piastują te urzędy tylko i wyłącznie z łaski Suwerena - czyli narodu, obywateli, którzy na nich zagłosowali.

Do tego dochodzi fakt, że tak fatalnie jak obecnie - to aparat państwa nigdy jeszcze nie funkcjonował. Jest to niestety skutek generalnej wymiany kadry administracji rządowej, która miała miejsce po przegranej lewicy w wyborach w 2005 roku.
Zasada "teraz, k..., my!" zastosowana do wszystkich szczebli rządowych spowodowała, że ze stanowisk odeszli ludzie, którzy posiadali praktyczną, niezaprzeczalną wiedzę na temat tego, jak działa państwo.

Po zmianach w 1989 roku Polska dokonała wielkich rzeczy: przejście z socjalizmu kapitalizmu (dziś zajmujemy 27 miejsce w światowym rankingu gospodarek dzięki drastycznym reformom Balcerowicza); wejście do UE; wejście do NATO; wypracowanie sobie pozycji trzeciej gospodarki w UE to tylko najistotniejsze osiągnięcia "poprzedniej" ekipy.

Bezspornie, lewica była zbrukana wieloma aferami i skandalami, ale aparat państwa działał. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie wyegzekwować np. zwrotu wraku samolotu ze Smoleńska, bo nikt nie wie jak to zrobić przy użyciu narzędzi dyplomatycznych i obowiązujących praw międzynarodowych.

Ludzie pracujący w administracji rządowej i państwowej nie mają wiedzy merytorycznej, a ich zwierzchnicy nie potrafią podejmować decyzji. Mają miejsce rzeczy o dużo gorszym dla Polski znaczeniu politycznym i administracyjnym niż przekręty finansowe: złamanie tajemnicy WSI przy publikacji raportu Macierewicza i narażenie życia i zdrowia wielu oddanych Polsce ludzi; doprowadzenie do ostatecznego upadku stoczni poprzez niekompetencję rządu Kaczyńskiego podczas negocjacji kontraktowych z Kuwejtem; kompromitacja prokuratury krajowej i obnażenie nieprzygotowania jej personelu; wyjątkowo opłakany stan opieki zdrowotnej i edukacji publicznej, ten ostatni wynikający z wielu nieprzemyślanych zmian i reform systemu oświaty (polskie dzieci, jeszcze latach 90. będące w światowej czołówce przygotowania naukowego, dziś spadły poniżej dzieci amerykańskich, co dla znawców powinno stanowić czerwony alarm); oraz nadal nieuregulowana sytuacja z Kościelną Komisją Majątkową, oraz niezreformowane zasady funkcjonowania Kościoła Katolickiego w Polsce, instytucji cieszącej się wręcz dyskryminacyjnym uprzywilejowaniem na tle innych związków wyznaniowych i kosztującej ten kraj za dużo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

PiS autorze to całkowicie wolny dawny ZChN, w przeciwieństwie do PO gdzie ten ZChN jest rozcieńczony i jednak troszkę ucywilizowany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Autorze. Dla mnie pióro nie jest przedmiotem lekkim, dlatego ograniczę się tylko do mojego ostatecznego widzenia tego zagadnienia. PiS nie jest żadną opozycją, PiS nie jest żadną prawicą. Jest to sztuczny twór, który daje możliwość różnym niedojdom stać się "któsiami". Najpierw trzeba było spotwarzyć, oczernić niemal wszystkich, którzy narażali swoje bezpieczeństwo walcząc z "komuną", żeby Kaczyńscy mogli dorwać się do władzy. Później, opluć Kutza i Wajdę, żeby "ludek" mieszkający między górami a morzem dowiedział się, że jakiś Braun jest reżyserem. W podobny sposób wypłynął Michalkiewicz, o którym przedtem nic nie słyszałem. Kaczlandia jest to coś w rodzaju odrębnego quasi państewka, które toczy państwo polskie jak rak.
"Taka sytuacja zawęża Polakom możliwości wyboru i powstrzymuje od krytyki rządu, który nie zawsze odnosi sukcesy".Pozdrawiam. [kasuj]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.