
Jarosław Kaczyński długo czekał na ten czas. Od kilku dni ma nieustającą przez okrągłą dobę, darmową reklamę. Mówi się o nim i pisze tak wiele, jak nigdy dotąd. I tak źle jak zwykle. Nie ważne. Istotne, że jest na łamach wszystkich serwisów i stał się przedmiotem powszechnej dyskusji.
Jemu o to chodzi. Złakniony szumu wokół swojej osoby, ma wreszcie ten szum. Tylko, że gdyby zechciał mówić jednym głosem Polaków, a przynajmniej głosem polskich polityków – byłby chwalony pod niebiosa. Ale mówienie wbrew swoim to jego specjalność. I niech tak będzie.
Odkąd prezes PiS nauczył się co nieco komputera, zaczyna stukać w nim na wzór Ryśka Czarneckiego to, co mu do głowy przyjdzie, aby tylko być na fali. Ryszard Czarnecki był na fali jeden dzień. Dziś kaja się przed prezesem za wczorajsze słowa, w których ostro potępił jego oświadczenie w sprawie konieczności bojkotu Euro na Ukrainie.
Kaja się zwłaszcza za to, że na blogu wystukał, że najgłośniej na ten temat krzyczą ci, którzy do tej pory "palcem w bucie nie kiwnęli", aby była premier Julia Tymoszenko odzyskała wolność. Kiwnął ktoś, więc palcem i wczorajszy bojowy Ryszard Czarnecki, dzisiaj rozbrojony, na kolanach waruje przed obliczem prezesa.
Nie będzie przed nikim kajał się dziś ani jutro, ani nigdy - prezes Kaczyński. To nie jego styl, ani charakter. Zresztą w kwestii bojkotu Euro na Ukrainie, prezes Kaczyński nie jest odosobniony w poglądach. Zewsząd, niemal ze wszystkich krajów Europy, płyną podobne sugestie polityków.
Rzecz w tym, że bojkot Ukrainy w kwestii Euro pod przykrywką Julii Tymoszenko, absolutnie nie rękę Polsce. Ale za to - jak najbardziej Rosji. Tak oto, największy wróg Rosji w Polsce – prezes Kaczyński, stał się nagle jej największym przyjacielem. Czyżby powracał do haseł z kampanii prezydenckiej, którą przegrał? Na apel do braci Moskali nikt drugi raz się nie nabierze.