Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4519 miejsce

Kambodża okiem Polaka

Kambodża kojarzy się z polami ryżowymi, „żółtkami” i wietnamską wojną. Ten egzotyczny kraj, mimo lokalizacji niemal na antypodzie Polski, jest bardzo podobny do naszego.

 / Fot. David SchwalkKambodża jest jednym z najbiedniejszych krajów globu; wśród państw azjatyckich dzierży bezsprzeczny laur niechlubnego zwycięstwa w kategorii ubóstwa. Region jest słabo zurbanizowany, produkcja rolna stanowi trzon gospodarki, poziom edukacji ludności nie wybiega znacząco poza naukę czytania i liczenia; analfabetyzm dotyczy co czwartej osoby w kraju.

Kambodża jest krajem jednolitym narodowościowo. Aż 95% populacji stanowią Khmerzy, którzy zamieszkują te ziemie od tysiącleci. W późnym średniowieczu cywilizacyjnie wyprzedzali nawet gospodarki światowe, tworząc infrastrukturę porównywalną z Cesarstwem Rzymskim. Obiekty takie jak zespół pałacowo-świątynny Siem Reap dowodzą zaawansowania technicznego państwa Angkoru, dobrej organizacji życia społecznego i politycznej stabilności. W owym czasie także Polska mocarstwem była.

Rzeczpospolita Polska ma nieszczęście leżeć pomiędzy dwoma bardzo zaborczymi narodami. Wielokrotne akty agresji sąsiadów rujnowały naszą gospodarkę, doprowadzając do rozbiorów, bądź utraty suwerenności. Także Kambodża rujnowana była najazdami Tajów i Wietnamczyków. Najnowszą historię napisał jednak rząd Stanów Zjednoczonych...

Jak brudną politykę zagraniczną prowadzi USA, nie dowiemy się z mainstream-owych źródeł. Dopiero bezpośredni kontakt fizyczny z dotkniętym nią narodem uzmysławia horror płynący zza oceanu. Informacja o skutkach tych działań jest pilnie strzeżona przez administrację państwową. Społeczeństwo dające mandat władzy nie ma pojęcia o sposobie jego wykorzystywania.

Bezpośrednią przyczyną kambodżańskiej biedy są działania związane z wojną wietnamską. Konflikt na osi ZSRR – USA pociągnął za sobą miliony ofiar całego regionu Indochin. Choć generalnie Kambodża pozostawała cały czas neutralnym krajem, była celem nalotów amerykańskich bombowców oraz, co jeszcze gorsze, polem działania CIA.

Po ujawnieniu afery Watergate zaufanie społeczne do rządu USA wyraźnie spadło. Nie bez znaczenia były też wypływające akty ludobójstwa, których żołnierze amerykańscy wraz z wietnamskimi byli autorami. Armia USA zmuszona została do wycofania się z konfliktu. Wojna jednak nadal była prowadzona, lecz już nieoficjalnie.

Przez ponad 30 lat rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej zaprzeczał jakimkolwiek akcjom podejmowanym w rejonie Indochin. Dopiero administracja Billa Clintona zgodziła się potajemnie posprzątać choć część skutków dewastacyjnych poczynań.

Jednym z nich byli Hmongowie. Ludność ta, zamieszkująca górzyste tereny Indochin, została wykorzystana do walki partyzanckiej przeciwko Wietkongowi. Butni górale respektu przed niczym nie mieli. Uzbrojeni w maczetę i bukłak z ryżówką rozstawiali po kątach wszystkich jak chcieli. Widząc ich krnąbrność, CIA posypała groszem. Zwerbowano dziesiątki tysięcy osób. Juhasi zostali dobrze uzbrojeni i wspierali amerykańskie akcje od strony lądu. W czasie działań wojennych zginęło ponad 40 tysięcy Hmongów, tysiące zaginęło bez wieści, tysiące zostało okaleczonych. Ich dramat rozpoczął się jednak dopiero po opuszczeniu Indochin przez US Army. Wietnam stał się w całości komunistyczny, za nim poszedł Laos, zajęta zastała przez komunistów Kambodża. Hmongowie byli celem łapanek, torturowani, zabijani. Mężczyznom kazano się przyglądać gwałconym żonom i córkom.

Części z nich udało się przedostać do Tajlandii, gdzie znaleźli schronienie w przejściowych obozach dla uchodźców. W tych „przejściowych” obozach wielu z nich musiało spędzić następne 30 lat, gdyż rząd USA nie przyznawał się latami do prowadzenia Tajnej Wojny. Hmongowie to jednak zaledwie czubek góry lodowej amerykańskich machlojek.

Utrata poparcia społecznego dla wojny w Wietnamie wymusiła wycofanie militarnego wsparcia z Sajgonu. Bez amerykańskiej armii wojska Wietnamu Południowego (ARW) nie były w stanie odeprzeć ataków Wietkongu i zostały zmuszone do kapitulacji. Wietnam stał się w całości komunistyczny. Osłabione wojną Laos i Kambodża wkrótce także.

W Kambodży, tracące kontrolę nad krajem wojska amerykańskie przeprowadziły serię nalotów bombowych, w których życie straciło niemal pół miliona osób. Nie zatrzymało to komunistycznej partyzantki, ba, wzmocniło ją do tego stopnia, że w roku 1975 padła stolica kraju Phnom Penh. Władzę przejęli Czerwoni Khmerzy, ugrupowanie prowadzone przez niesławnego Pol Pota.

Do czasu zajęcia stolicy nic nie zwiastowało terroru Pol Pota. Okazało się jednak szybko, że model jego państwa daleki jest od realnego socjalizmu. Dodatkowo wojska Czerwonych Khmerów wypełniali młodzi mężczyźni skrzywieni wieloletnią walką partyzancką i piętnem wojny. Mieszkańcy stolicy zostali masowo przesiedleni na tereny wiejskie, mając wspomóc koncepcję samowystarczalnego państwa. Nienauczeni rolnictwa mieszczanie umierali z głodu.

Pol Pot likwidował także masowo synonimy świata zachodu oraz inteligencji. Oprócz mniejszości etnicznych aresztowano mnichów buddyjskich, specjalistów i intelektualistów, których masowych egzekucji dokonywano na Polach Śmierci. W ciągu trzech lat wyrżnięto czwartą część społeczeństwa. Kara śmierci wykonywana była już za samo posiadanie okularów, czy zbyt delikatnej dłoni.

Ponieważ polityka Pol Pota okazała się anty-wietnamska, władze w Hanoi zbrojnie interweniowały obalając reżim. Tyran schronił się w proamerykańskiej Tajlandii. Władze w Waszyngtonie, widząc antagonistę komunistycznego Wietnamu, znacząco wsparły finansowo Pol Pota. Za pośrednictwem CIA miliony dolarów płynęły na konta Czerwonych Khmerów, którzy odbudowali siły zbrojne prowadząc działania partyzanckie na terenie Kambodży. Wojna na dobre skończyła się dopiero w 1999 roku.

Kambodża dzisiaj jest krajem zrujnowanym nie tylko gospodarczo. Mimo upłynięcia kilkunastu lat od zaprzestania działań wojennych, jest to nadal najbardziej zaminowany teren świata. Każdego dnia nieopatrznie ktoś wchodzi na minę. Najczęstszymi ofiarami są bawiące się dzieci. Odsetek kalek jest największy na świecie.

Najogromniejszym jednak faktorem wpływającym na ubóstwo kraju jest niedobór inteligencji. Kambodża jest niezwykle dosadnym przykładem, co się stanie ze społeczeństwem po unicestwieniu osób wykształconych. Gospodarka leży, bo nie ma kadry ani zarządzającej, ani technicznej. Nie ma techników, bo nie ma szkół technicznych. Nie ma szkół technicznych, bo nie ma nauczycieli. Nie ma nauczycieli, bo nie ma techników mogących nauczać. Kółko się zapętla. Eksterminacja osób wyedukowanych zrujnowała kraj jeszcze bardziej, niż bombardowania, bitwy i miny lądowe.

Brak edukacji społecznej odbija się szerokim echem na każdym aspekcie życia. Powszechne jest śmiecenie, odpady zamiast do koszy wyrzucane są na chodnik. Mlaskanie podczas jedzenia, szuranie butami podczas chodzenia, czy plucie pod nogi – to najmniej istotne braki wyrobionych podstawowych zachowań społecznych. Bardziej istotna jest wszechobecna korupcja i brak poszanowania prawa. Człowiek inteligentny myśli o przyszłości, dla głupiego ważne jest tylko tu i teraz. Obecnie ponad 40% powierzchni kraju zajmują lasy. Niestety zmienia się to raptownie poprzez nielegalną wycinkę. Ochrona środowiska naturalnego jest wyłącznie symboliczna; kambodżańskie rzeki są ściekami miejskimi, a parki i lasy wysypiskami śmieci...

Ludność Kambodży, choć prosta i niewykształcona, jest niezwykle gościnna i miła. Koszty życia są doprawdy niewielkie. Mały domek można kupić już za 3 tysiące dolarów amerykańskich, koszt wynajęcia mieszkania można zamknąć w 150 dolarach miesięcznie. Woda w morzu przez cały rok oscyluje wokół 30 stopni Celsjusza, powietrza również. W lasach rosną banany i kokosy, których nikt nie zrywa, wody roją się od ryb. Za 500 dolarów miesięcznie można żyć na niemal europejskim poziomie. Wielu emerytów wybiera więc Kambodżę jako miejsce rezydencji. Dzięki nim i ciągle zwiększającemu się strumieniowi urlopowiczów, dochody z turystyki osiągają 20% PKB. Jest to też najprężniej rozwijająca się gałąź gospodarki.

Obecny rząd Królestwa Kambodży zdaje sobie sprawę z deficytu intelektualistów. Dzięki pomocy zagranicznej tworzone są szkoły, powstają uniwersytety. Zapraszani są do współpracy biznesmeni z całego świata. Odbudowa kraju zajmie jeszcze dekady, ale w porównaniu z państwami ościennymi stworzono tutaj dobre zaplecze polityczne, otwierając się na państwa cywilizacyjnie zaawansowane. Kraj ma olbrzymi potencjał rozwoju, bo startuje z naprawdę niskiego poziomu. Leży w strefie zwrotnikowej, ma urodzajne gleby i bogate w ryby wody. Brakuje mu jedynie bystrzaków mogących ten potencjał wykorzystać...

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Kambodża


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jak brudną politykę zagraniczną prowadzi USA, nie dowiemy się z mainstream-owych źródeł.
----------------------

Brudną?
Każde dziecko w "wolnym świecie" przecież wie, że bombardowania USA, na rozkaz kolejnych prezydentów , w tym laureata Pokojowej Nagrody Nobla - to są bombardowania humanitarne. A każdy dolar wydany na usługi terrorystów - to dolar krzewiący demokrację.

Wiedząc to wszystko - można w spokoju ducha oglądać igrzyska. W przerwach między wizytami w galeriach handlowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.