Facebook Google+ Twitter

Kamień spadł z Korony

Zadanie powierzone wykonaliśmy w 100 proc. - powiedział na konferencji po wygranym 1:0 meczu z Lechią Gdańsk, trener Korony Kielce - Marcin Sasal.

 / Fot. wikimedia commons, http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Korona_Kielce_Super_Stadion_1.jpgTo co jeszcze nie tak dawno stało pod ogromnym znakiem zapytania, dzisiaj stało się rzeczywistością. Zespół z Kielc pokonał u siebie rywala z Gdańska i dzięki zdobytym trzem punktom, zapewnił sobie utrzymanie w Ekstraklasie.

Nie był to łatwy mecz dla kielczan. Po ostatnich dwóch kolejkach, kiedy to zawodnicy trenera Sasala grali z bardzo mocnymi drużynami: Legią i Wisłą, przyszła pora na rywala mniej wymagającego, choć też zajmującego wysokie miejsce w tabeli. Presja na piłkarzach też była spora, bowiem potencjalne 3 punkty zdobyte w starciu z Lechią dawały Koronie pewne utrzymanie.

Pewnie dlatego zespół gospodarzy zaczął nieco nieporadnie i w odróżnieniu od ostatnich dwóch spotkań, tym razem nie było pociągu na bramkę rywala od pierwszego gwizdka. Za to pilnowali defensywy, co spowodowało, że pierwsze ataki Lechii nie były skuteczne. Od piętnastej minuty koroniarze zaczęli śmielej przesuwać się środkiem w kierunku pola karnego rywali.

Strzały z dystansu oddawali Markiewicz, Kaczmarek, Mijailović. Bardziej ofensywnie starał się także zagrać obrońca Pawel Stano. Pod koniec pierwszej połowy przewaga drużyny kieleckiej była już mocno widoczna, ale nie oddawała tego wcale tablica wyników, na której wciąż było 0:0.

Po przerwie do zespołu Korony dołączył rezerwowy w pierwszych czterdziestu pięciu minutach Edi Andradina i już kilka minut potem miał świetną okazję w polu bramkowym Kapsy, ale złe przyjęcie zepsuło całą akcję. W 55. minucie bardzo groźnie zaatakowała Lechia, ale bramkarz Korony, Zbigniew Małkowski, nie dał pokonać się Wiśniewskiemu. To zemściło się już 3 minuty później, bo wtedy pierwszą bramkę, po strzale głową Jędrzejczyka zdobyła Korona.

Na tablicy wyników było 1:0, a na trybunach ogromna radość prawie 10 tys. kibiców gospodarzy. Jeszcze jedną akcję miał Andradina, ale także tym razem nie udało wpakować się futbolówki do siatki. Koledzy Ediego cały czas kontrolowali przebieg meczu, co było tym łatwiejsze, że Zbigniew Małkowski bronił pewnie i skutecznie.

Pod koniec regulaminowego czasu gry okazję do wyrównania miała Lechia, ale zamieszanie pod polem karnym opanowała Korona. Mogła jeszcze dorzucić jedną bramkę, ale golkiper z Gdańska nie dał się pokonać.

Mimo czterech doliczonych minut nic już nie zmieniło się na tablicy wyników, a Korona Kielce wywalczyła niezwykle cenne 3 punkty i w przyszłym sezonie ponownie zagości na boiskach Ekstraklasy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.