Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3088 miejsce

"Kamienie na szaniec" już w kinach. Gliński zderza mit i rzeczywistość

Tak jak powieść „Kamienie na szaniec” nie była rekonstrukcją faktów historycznych, tak film Roberta Glińskiego nie jest tradycyjną adaptacją, ale autorskim komentarzem do literackiej opowieści. Od 7 marca widzowie mogą się przekonać, czy reżyserowi udało się zrealizować zamysł stworzenia filmu dla współczesnego widza i zachęcić do dyskusji o patriotyzmie i przyjaźni.

 / Fot. mat. prasowe„Nie ma tu pomnikowych bohaterów – są żywi ludzie. To bohaterowie, z którymi mimo upływu czasu może identyfikować się każdy. Współczesny odbiorca ma szansę, w Rudym, Alku i Zośce, znaleźć osoby bliskie sobie – chłopców i dziewczęta, którzy chcieliby zwyczajnie żyć, rozwijać swoje pasje, cieszyć się młodością, przyjaźnić się, kochać” - mówił reżyser Robert Gliński, zapowiadając film.

Czy historia może być obiektywna?

Powieść „Kamienie na szaniec” nie była rekonstrukcją faktów historycznych. Książka, napisana w 1943 roku, przybrała kształt konieczny autorowi dla przekazania idei „ku pokrzepieniu serc”, kierowanej głownie do udręczonych okupacją młodych ludzi, którym kazano przedwcześnie dorosnąć. „Trzeba uznać jego (Kamińskiego – red.) prawo do nadawania sylwetkom bohaterów opowiadania takich cech, jakie autor uważa za potrzebne. Książka nie jest zatem dokumentem, ale opowiadaniem stworzonym przez Aleksandra Kamińskiego” – oceniał w 1943 roku, po zapoznaniu się z maszynopisem powieści, Tadeusz Zawadzki Zośka, które to słowa przywołuje Jan Rossman w swojej książce o Tadeuszu Zawadzkim.

Robert Gliński, znając ten komentarz, szukał więc także innych źródeł, które mogły pokazać inną perspektywę zdarzeń. Najwięcej skorzystał z relacji siostry Zośki – Anny Zawadzkiej i jego przyjaciela Jana Rossmana, zamieszczonych we wspomnianej już książce poświęconej Zawadzkiemu. Istotna była też relacja spisana przez samego Tadeusza Zawadzkiego w kwietniu 1943, zatytułowana „Kamienie przez Boga rzucone na szaniec”, która posłużyła za punkt wyjścia do książki. Gliński rozmawiał też m. in. z Wacławem Zawadowskim (bratem ”Grubego”), w domu którego spotykali się bohaterowie „Kamieni na szaniec”, z prof. Wojciechem Wolskim, przewodniczącym Stowarzyszenia Szarych Szeregów. Informacji dostarczyła też reżyserowi jego matka, która należała do Szarych Szeregów, znała Zośkę, a w powstaniu warszawskim walczyła w kompanii Rudy Batalionu Zośka. Jak czytamy na oficjalnej stronie filmu "Kamienie na szaniec", wiele faktów zaczerpnąć można z relacji Stanisława Broniewskiego „Orszy”, naczelnika Szarych Szeregów m.in. w książkach „Akcja pod Arsenałem”, „Całym życiem”, ale tu reżyser, jak mówi, zachował ostrożność, ponieważ Zośka był
w pewnym okresie mocno skonfliktowany z „Orszą”.

"Prawda nie tkwi w faktach, ale w postaciach"

 / Fot. mat.pras.„Moją intencją nie była rekonstrukcja faktów, ani tym bardziej weryfikowanie relacji świadków przedstawianych zdarzeń. W humanistyce już dawno upadła wiara w fakt historyczny. Nie ma obiektywnych wydarzeń. Każde jest inaczej postrzegane przez innego uczestnika. Film ma otwierać dyskusję o zdarzeniach, które rozegrały się w historii, a nie ją zamykać. Prawda nie tkwi w faktach, ale w postaciach" – wyjaśnia Robert Gliński.

To właśnie postaci "Kamieni na szaniec", jako reprezentanci środowiska, stają w filmie przed tragicznymi wyborami. Najważniejsze problemy, których ten obraz dotyka oscylują wokół pytań o sens walki zbrojnej. Czy być „kamieniem na szańcu”, jaki pisał Słowacki, i poświęcać ludzkie życie czy raczej "nieść oświaty kaganiec". I tu nie chodzi o patetyczną dyskusję, ale o konkretne sytuacje, w których takiego wyboru należy dokonać. Adaptacja Glińskiego zderza mit i rzeczywistość, pokazując bardzo różne postawy bohaterów, młodych ludzi, którzy podczas okupacji przeżywają okres próby. Mieli studiować, kochać się i po prostu żyć, a tymczasem historia wyznaczyła im rolę całkowicie odmienną. Pytali więc, siebie i innych: walczyć czy nie, ryzykować śmiercią ginąć czy spróbować się schować i przeczekać? To chyba naturalna postawa.

Dwóch bohaterów, dwie postawy…

 / Fot. mat.pras.Zośka (Tadeusz Zawadzki) i Rudy (Jan Bytnar) - przyjaciele na śmierć i życie. Pierwszy optuje za walką zbrojną harcerzy, drugi uważa, że należy unikać bezpośredniej konfrontacji z wrogiem. Od 1941 byli członkami Szarych Szeregów. Wpierw był mały sabotaż, a od 1942 roku Grupy Szturmowe, nastawione na walkę zbrojną z okupantem. Rok 1943 przyniósł katastrofę: aresztowanie Rudego, a potem śmierć Jana Bytnara i kilka miesięcy później Zośki.

Film Glińskiego pokazuje zdjętych z pomnika młodych ludzi, opowiada o przyjaźni, o wrażliwych, młodych ludziach. Z drugiej strony pomija wszelkie modne w ostatnich latach genderowe ujęcia historii dwóch przyjaciół. "Tropienie wątków homoseksualnych jest moim zdaniem kompletnym nieporozumieniem" – wyjaśniał Gliński. „Ja chciałbym, aby młody widz zobaczył, że ich rówieśnicy również są fajni - kochają się, robią sobie kawały, są śmieszni, a zarazem potrafią rozmawiać i mają ideały. Takie słowa jak, „przyjaźń” czy „patriotyzm” to nie puste wartości ale coś prawdziwego i autentycznego, ponieważ sprawdza się w działaniu.”

Marcel Sabat, Tomasz Ziętek, Kamil Szeptycki - jeszcze nieznani

W rolach głównych reżyser obsadził młodych aktorów: Marcela Sabata, Tomasza Ziętka i Kamila Szeptyckiego, nieznanych dotąd z ekranów czy telewizji. Ogrywali postacie przez własne emocje. "Wydaje mi się, że mnie i Rudego łączy pewny poziom wrażliwości. Jan Bytnar to był człowiek pozbawiony swojego rodzaju naskórka, on chłonął sobą wszystko. Zarówno rzeczy piękne jak i złe dotykały go w sposób bardzo silny" – mówił Tomasz Ziętek. O dodawał: Stawiali sobie pytanie, czy w walce o wolność można odebrać komuś życie, czyli komuś zabrać tę wolność. Marcel Sabat przypomina: „Oni mieli określony jeden cel, który różnił się sposobem realizacji”.

 / Fot. mat. prasoweMłodym odtwórcom głównych ról partnerują najwybitniejsi polscy aktorzy: Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Andrzej Chyra, Krzysztof Globisz, Marian Dziędziel, Anna Dereszowska, Wojciech Zieliński, Olgierd Łukaszewicz. Pojawia się też...ksiądz Andrzej Luter, jako konsultant liturgiczny, ale i jako aktor w epizodycznej roli podczas harcerskiego ślubowania. „Kamienie na szaniec” to bardzo ważny film o normalnych, młodych osobach. W sytuacji ekstremalnej zachowali się po ludzku – czasami lekkomyślnie, ale również brawurowo i odważnie. Dzięki temu, ich zachowanie jest bliskie współczesnemu widzowi, który z filmu może wynieść coś dla siebie – ocenia ksiądz Andrzej Luter. "Nie emanuje nachalnym i odtrącającym patosem, ale bardzo wzrusza".

Nagonka na film jeszcze przed premierą

Wokół "Kamieni na szaniec" zaczęły narastać legendy, zanim jeszcze odbyła się oficjalna premiera. Zaprotestowały środowiska harcerskie, krytykując z założenia cały film, ale szczególnie sposób potraktowania Orszy - Stanisława Broniewskiego, komendanta Szarych Szeregów. "Wytwarzanie wokół tego filmu klimatu nieomal skandalu jest rzeczą absurdalną. Robert Gliński to człowiek szczerze przejęty losami tych bohaterów i w filmie tę pasję, te jego emocje naprawdę widać. Spodziewam się zresztą ze strony przynajmniej części mainstreamowych mediów kręcenia nosem pod tytułem „ i znów pochwała bohaterszczyzny, która niczego nie komplikuje i nie wyjaśnia” – pisze Piotr Zaremba na wnas.pl

Producent: Monolith Films, Akces Film
Reżyseria - Robert Gliński
Zdjęcia - Paweł Edelman
Muzyka - Łukasz Targosz

W rolach głównych:
Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki, Magdalena Koleśnik, Sandra Staniszewska, Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Krzysztof Globisz, Wojciech Zieliński, Andrzej Chyra

Premiera - 7 marca

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Oglądałem w swoim życiu już kilka różnych amerykańskich filmów o ataku na Pearl Harbor 7 XII 1941 i ... Każdy z nich jest zafałszowany. Od lat czterdziestych do XXI wieku za każdym razem japońscy lotnicy strzelający jeśli nie do cywilów na ulicach Honolulu to do rannych i chorych w wojskowym szpitalu. Prawda historyczna jest jednak zupełnie inna. Na takie zabawy Japończycy pilotujący samoloty pokładowe z lotniskowców zwyczajnie nie mieli czasu, bo nadlecieli z dużej odległości i musieli wykonać zadanie zniszczenia możliwie jak największej ilości okrętów, samolotów i innych celów wojskowych, aby uniemożliwić Flocie Pacyfiku wtrącenie się do walki synów Wschodzącego Słońca z Anglikami i Holendrami na morzach południowych, a także obronę Filipin.

Prawie wszystkie ofiary cywilne w Honolulu spowodował ogień amerykańskich pancerników oraz niszczycieli. Flota nie została przygotowana do odpierania nalotu i w wieżach uniwersalnych dział kaliber 127 mm znajdowały się ciężkie granaty (pociski przeciwpancerno-burzące) zamiast szrapneli przeciwlotniczych. W zamęcie pierwszego kwadransa walki z rażącymi okręty bombami i torpedami samolotami nie dostarczono pocisków odpowiedniego rodzaju, toteż część pocisków wystrzelonych do samolotów rozerwała się nad miastem.

Widowiskowy wątek, ale Hollywood starannie pomija ten kompromitujący szczegół. W sumie rzecz biorąc dobrze to świadczy o amerykańskich filmowcach. U nas natomiast, już od Lotnej Andrzeja Wajdy, panuje odwrotna moda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo fajna, wyważona recenzja. Całe szczęście nie poświęca całej uwagi na kontestacji filmu do książki. Glińska zakładał odejście od książki i tak zrobił i miał do twego prawo. Oceniany powinien być film, a nie wybór interpretacyjny Glińskiego. Efekt przede wszystkim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Rafał Gdak

/Historia jest lepszą nauczycielką niż mitologia./

Problem w tym, że historia to czas przeszły, a podróży w czasie - póki co - nie ma.
Nie ma więc "historii". Jest interpretacja historii.

To co mamy, to dokumenty historyczne i historyczne miejsca, w dzisiejszym stanie.
A także publikacje dotyczące historii, w tym świadków naocznych, odnoszące się do przekazów świadków naocznych i interpretacyjne - powstałe współcześnie wydarzeniom opisywanym i późniejsze.

"Znać historię", to znać wszystkie ( a przynajmniej te istotne) pozycje na dany temat.
Dopiero wtedy można, zgodnie z regułami nauki, wyciągać wnioski.

Tymczasem "historia" jest mitologią nader często.
Historię piszą zwycięzcy ( dawniej). Historia z perspektywy danego kraju nigdy nie będzie "historią zupełną".
W Polsce nie wydaje się bardzo wielu światowych pozycji, nawet nie dlatego, że odbiegają od obowiązującej linii interpretacyjnej, ale po prostu dlatego, że popyt byłby niewielki. Dlatego czytanie pozycji w obcych językach, z innych perspektyw, dla tego, kto chce zbliżyć się do "prawdy" - jest obowiązkowe.

Reguła ta dotyczy nie tylko historii rzecz jasna. A to wymaga wysiłku.
Prościej "dać wiarę" komuś, nie pokonując całej drogi.
Ale cóż ... , każdy ma własną ścieżkę ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uf, ale mi się oberwało :)
Ale po kolei, co by nikogo nie pominąć.

Pani Elu, dziękuję za uświadomienie polityczne, tylko nie bardzo wiem co z ta informacja mam zrobić. Czy Pani sugeruje, że określone siły polityczne zamawiają w określonych mediach recenzje "Kamieni..."?
Własnie przytaczam inne opinie do poznania, a pani przeciw temu protestuje. To jak to jest? Chce Pani aby były i inne opinie czy mają być tylko huraoptymistyczne, "po linii" jak to się mówiło w słusznie minionej epoce?

Panie Rafale, wydawało mi się, że dziennikarz ma przedstawiać rzeczywistość w miarę obiektywnie, a nie lansować swoje subiektywne wrażenia i poglądy. Ma być demaskatorem rzeczywistości. Czy do tego trzeba mieć własne zdanie? Czy zacytowanie hasła pod jakim przebiega bojkot jest nawoływaniem do bojkotu, czy informowaniem czytelników o faktach?
Ponadto Panie Rafale, cierpię chyba na przypadłość, którą zauważyła Pani Barbara Wachowicz u Aleksandra Kamińskiego, więc proszę mi wybaczyć to, że staję pon stronie słabszych i krzywdzonych.

Pani Barbaro, trudno mi powiedzieć, pisząc raczej nie myślałem tymi kategoriami. Podświadomie? Kto wie...

Pani Jadwigo, nie wiem. Po prostu nie znam cen biletów aby ocenić czy mnie na to stać. Dzisiaj obejrzałem Tajemnice Westerplatte, w komputerze w zaciszu domowym, i przypominając niegdysiejszą aferę muszę przyznać, że obraz Sucharskiego odbiega od tego, jaki poznałem w szkole i poza szkołą. Jak było naprawdę, nie wiem, bo mnie przy tym nie było. Natomiast patrzyłem na film raczej z pozycji studium psychologicznego pewnych postaci. Jest to znakomite studium o ile oderwie się je od konkretnych historycznych wydarzeń.

Pani Mario, chyba po raz pierwszy Pani zgadza się z moim zdaniem. Dowiedziałem się, że jesteśmy "z tej samej parafii". A w innym miejscu czytałem, że uplasowano mnie wśród lewaków. Ciekawe to szufladkowanie wg chorych politycznych kryteriów :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

jak zwykle na temat, Pani Elu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Maria Czerw
Mało treści dużo obrażania .
100% poparcie pana Darka nie dziwi ...to ten nurt .

Komentarz został ukrytyrozwiń

à propos samej recenzji, drażni mnie frekwencja słowna. W którymś z akapitów pada cztery razy termin film. Można pisać obraz, produkcja, dzieło.

Jadwiga to taka podlizaja serwisowa. Idź z nurtem będziesz miała 80.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałam książkę i oglądałam fil. Różnica między jednym a drugim źródłem jest zasadnicza. Po wyjściu z kina ojczyzna wydaje się obojętna. Po przeczytaniu książki człowiek ma ochotę poświęcić się i być patriotą. darek ma stuprocentową rację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze jedno: większym pożytkiem choćby dla harcerzy będzie obejrzenie filmu, skonfrontowanie go z rzeczywistością, krytyczna dyskusja na argumenty niż bojkoty, wykłady przypominające te, które prowadzili politrucy. Lepszy skutek przyniesie debata niż pokazywanie palcem przez tzw. autorytety: "ten film jest zły, bo nie wpisuje się kryształowy obraz polskiego harcerza". Młodych trzeba uczyć myślenia, a nie wpajać im gotowce i podsuwać im intelektualne protezy. Ktoś, kto myśli samodzielnie będzie potrafił oddzielić plewy od ziarna. Człowiek, któremu poda się na tacy OFICJALNĄ WERSJĘ, może w pierwszym odruchu ją przyjmie, gdy jednak odważy się pomyśleć ostatecznie zacznie pogardzać nauczycielami, którzy chcieli go od myślenia odciągnąć w obawie, że dojdzie do nieprawomyślnych wniosków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu, od dawna stoję na stanowisku, że o wiele więcej pożytku dydaktycznego może przynieść pokazywanie ludzkich cech bohaterów niż spiżowe pomniki. Tych ostatnich nie kupi przede wszystkim młodzież. Ludzie, którzy walczyli bali się, kochali, mieli słabości, szukali szczęścia. Innymi słowy byli zwykłymi ludźmi, których okoliczności zmusiły do bycia niezwykłymi. To zadanie wykonali. Rzeźbienie monumentów nieskazitelnych bohaterów wcale im nie służy, pozbawia ich cech ludzkich, wspólnego mianownika z tymi, którzy chcieliby ich naśladować. Stają się wzorem niedoścignionym. Historia jest lepszą nauczycielką niż mitologia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.