Facebook Google+ Twitter

Kamieniem z główki

Siedzi facet przy stoliku w krakowskim Vis a Vis. Niemalże dotyka ramieniem drugiego faceta. Niemalże trąca się z nim filiżanką parzonej kawy.

Tamten drugi facet jest z kamienia i chyba jest kamiennie obojętny. Choć co do tego nigdy nie można mieć pewności. Kiedyś gwarzyli razem całkiem prawdziwie i nie kamiennie. Można nawet zaryzykować, że przy bardziej dekadenckich trunkach niż parzona kawa. Te ich rozmowy z pewnością były naturalne i nieusztywnione. Kamyczki słów wypadały spontanicznie z ich ust i rozbijały się o przyzwyczajony do różnych dziwactw kamień Rynku Głównego w Krakowie.

Choć przy stoliku w Vis a Vis siedzą obaj, to tylko jeden z nich może nadal mówić tak, by usłyszeli go żywi. Drugi zamarł w 1997 roku i od tamtej pory z jego ust nie wypadnie już żaden kamyczek słowa. Paweł Głowacki i Piotr Skrzynecki. W tej kolejności, bo żywym daję pierwszeństwo.

Żywy mówi więc do szklanego oka kamery. Zawsze do kogoś mówił w Vis a Vis. Zawsze wpatrywał się w czyjeś oczy i wygłaszał swoje kazania. Nawracał, głosił, oznajmiał, wygrażał przekonywał, bluźnił... Zależnie od okoliczności. Paweł Głowacki to mistrz słowa i operator najzmyślniejszych językowych sztuk. Z języka i słowa uczynił narzędzie do wyrażania siebie. Cały jest słowem i nie wyobrażam go sobie inaczej.

Jeśli ktoś w Krakowie mieszka i dodatkowo interesuje się teatrem, to nie ma siły, by Pawła Głowackiego nie znał. Na premierach przyprawia ponoć o palpitację serca niejednego aktora i reżysera. Wybredny to krytyk, a niby „entuzjasta” (jak sam siebie mianuje). Ma niepowtarzalny styl, jest charakterystyczny, a jego słowa jak kamyczki zapadają w pamięć czytelnika. No właśnie, do tej pory gościł jedynie na łamach prasy ze swoimi felietonowymi majstersztykami.

A teraz?

Czy felieton telewizyjny ma jeszcze dzisiaj rację bytu? Paweł Głowacki ze swoją subiektywną krytyką postanowił zagościć na naszych ekranach w sobotnie wieczory tuż po "Kronice Krakowskiej" w regionalnej Trójce. Słysząc jakiś czas temu zapowiedź jego programu aż sobie usiadłam. Być może uczyniło tak również kilka innych jego kapłanek (ponoć w wyciągniętych swetrach, o bladym licu i z upiętym schludnie warkoczem). Choć teraz potępiam i nieco obśmiewam styl Głowackiego zarzucając mu koronkowość, nadmierne korzystanie z szyku przestawnego i watę słowną, kiedyś uznawałam go za wyznacznik i kierunkowskaz. Wychowałam się na nim, nauczyłam kochać teatr jeszcze bardziej. Obiektywnie nadal
zaliczam go do mistrzów krytykanctwa teatralnego.

Czasem pisał o polityce, rzucał gromami w urzędników, narzekał na ustawę lub potępiał zły punkt w niedzielnej ramówce. Traktowałam to jako swoistą fanaberię i czekałam na powrót jego właściwego pisania. I zazwyczaj je miałam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

świetnie napisane

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za przedstawienie postaci i wnikliwość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.