Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15740 miejsce

Kampania wrześniowa- wojenna klęska, czy moralne zwycięstwo?

  • Bart Ken
  • Data dodania: 2013-09-14 18:34

W momencie kiedy reszta świata dla ratowania pokoju oddałaby kolejne części własnej suwerenności, Polacy przeciwstawili się nazistowskiej Rzeszy.

Agresja żołnierzy niemieckich na Polskę / Fot. wikipedia.plKampania polska z 1939 roku zakończyła się klęska, która obróciła niemal dwudziestoletni dorobek polskiego państwa w gruzy. Kiedy uciekający od wojny świat kupował Hitlera kolejnymi terytoriami, Polacy odważnie przeciwstawili się nazistowskiemu przywódcy III Rzeszy. Historyczna prawda płynie z dwóch tez. Która jest nam bliższa? Polski wrzesień 1939 roku jest kolejnym tematem do wielkiej debaty historycznej.

Zachować pamięć

Pielęgnowanie tej czułej dla Polaków daty jest czymś oczywistym. W corocznych uroczystościach biorą udział przedstawiciele kolejnych władz, które przypominają o tym, co spotkało naród polski i świat pierwszego wrześniowego poranka 1939 roku o godzinie 4:40. Myślami jesteśmy wówczas z obrońcami Westerplatte, Poczty Gdańskiej, mieszkańcami Wielunia i wszystkimi polskimi armiami, na które bez wypowiedzenia wojny rzuciły się wojska Hitlera.
Pamiętaliśmy, szanujemy i będziemy przekazywać kolejnym pokoleniom niełatwy, krwawy kawałek polskiej historii. Choć w dobie „umywania” rąk przez Niemców, sformułowań o polskich obozach koncentracyjnych i obojętności na surową lekcję historii, jaką dali nam totalitarni sąsiedzi, w sprawie przyszłej retrospekcji możemy mieć coraz więcej wątpliwości. Jak w mało której rocznicy zgadzamy się, że pamięć września należy przypominać, przynajmniej z taką samą siłą co roku. W kwestii samych walk i wyniku kampanii wrześniowej środowiska historyczne i eksperci przyjmują już różne stanowiska.


Alternatywa, a może druzgocąca klęska?



Najgłośniejsze ostatnimi czasy, a zarazem najbardziej kontrowersyjne jest stanowisko alternatywne, które w książce „Pakt Ribbentrop Beck” zaprezentował Piotr Zychowicz. W jego wizji kampanii polskiej nie ma, tak samo jak nie ma II wojny światowej w 1939 roku. Ta zaczyna się w 1940 roku atakiem na Francję, podczas gdy „neutralna” Polska zabezpiecza tyły Niemcom przed Sowietami. Uczuleni na milionowe ofiary, krwawe łaźnie polskiego września i późniejszej okupacji „alternatywiści” rozważają kolejne możliwości, wybory, w których historia mogła potoczyć się inaczej. Także ta wrześniowa. W polskim społeczeństwie, w którym większość rodzin nosi po bliższych lub dalszych krewnych wojenne blizny, stanowisko to jeszcze długo będzie traktowane jako szalona kalkulacja fundowana przez mądrych inaczej publicystów.
Zwolennicy walki z Rzeszą dzielą się na tych, którzy uznają wysiłek polskiego żołnierza z 1939 roku za ofiarny, lecz potrzebny oraz na tych, którzy patrzą na kampanię wrześniową przez pryzmat totalnej klęski.

Osamotniona Polska sama stawiała opór hitlerowcom, a od 17 września Sowietom, którzy zaatakowali kraj od Wschodu. Przedwojenni opozycjoniści wobec rządzącej od 1926 roku sanacji oraz ci wygnani za granicę - przedstawiciele tzw. Front Morges- obarczali piłsudczykowską schedę na czele z prezydentem Ignacym Mościckim, marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem, za nieprzygotowanie państwa do obrony i wciągnięcie w wojnę. Stanowisko to skrzętnie wykorzystała później propagandowa tuba Polski Ludowej. Przez kolejne 45 lat wmawiano nam, że do krwawej lekcji polskiego września doprowadziły rządy nieudolnych piłsudczyków. Co do kampanii wrześniowej propaganda zadbała też o to, by zniszczyć wizerunek polskiego żołnierza. W świat poszła historia o szalonych kawalerzystach szarżujących z szablami na niemieckie czołgi. Deprecjonowało się obronę składnicy tranzytowej na Westerplatte, uznawało polskich dowódców za niekompetentnych, podejmujących decyzje w oderwaniu od racjonalnego myślenia.

Próżno doszukiwać się w historii równie szybkiej militarnej klęski Wojska Polskiego. Dowództwo przygotowane było do walk, takich jak w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Nie uwzględniało pancernych klinów stosowanych przez niemieckich pancerniaków, zgrupowanych uderzeń poprzedzonych bombardowaniem „Sztukasów”. Nie tylko Polacy, ale cały świat przekonywał się czym jest manewrowa lekcja niemieckiego blitzkriegu. Mniej lub bardziej boleśnie doświadczyły tego Dania, Norwegia, Francja i państwa Beneluksu w 1940 oraz Grecja, Jugosławia i Związek Radziecki w 1941 roku.


Ukrócić światowy konflikt



Terrorystyczne naloty bombowców niemieckich były we wrześniu codziennością / Fot. fot. Wikipedia.org.plNie zamierzam karmić papką krytyków polskiego września. Pamiętajmy, że równie trudno znaleźć w dziejach najnowszych tak wściekłego, antypokojowego agresora. Niczym głodny pies rzucił się na kraj, któremu – notabene - jeszcze kilka miesięcy wstecz oferowano miejsce w pakcie antykominternowskim. Podobnie sprawa ma się z sojusznikami wojennymi Polski – alianci byli zbyt statyczni, przy tym do końca wierzyli, że Hitler w końcu powie „stop”. Przemysłowe serce „lwa” było na wyciągnięcie ręki, ale Brytyjczycy i Francuzi po tajnej naradzie z 12 września zdecydowali się nie odciążać walczącej Polski. Pokerowa zagrywka Hitlera sprawdziła się. Zachód zostawił Polskę samą sobie, przez co Niemcy przystąpili do okupacji, jakiej świat jeszcze nie widział.

Jaki interes miały Francja i Wielka Brytania we wspieraniu Polski? Obronę nie tylko swoich granic, własnych korzyści. Ich interwencja ukróciłaby światowy konflikt. Z historycznych analiz jasno wynika, że na granicy francuskiej, w momencie ataku na Polskę, Niemcy posiadały bardzo szczupłe siły bez jednostek pancernych i zmotoryzowanych. Bez bierności Francuzów i Brytyjczyków nie tylko II wojna światowa, ale i polski wrzesień przybrałby zupełnie inną postać.

Fatalne ułożenie granic pozwalające Niemcom atakować Polskę z trzech stron, odcięcie mniejszych sił oporu, czy w końcu szybkie podejście pod Warszawę – operacyjna przewaga nazistów była niepodważalna. Zaznaczmy – operacyjna, bo w militarnej potyczce nie wyglądało to już tak kolorowo. Choć nieco ponad miesiąc walk tego nie udowodni, to straty niemieckie były poważne. Oficjalne dane mówią o blisko 17 tysiącach żołnierzy Wehrmachtu, którzy zginęli lub zaginęli w działaniach kampanii polskiej, blisko tysiącu utraconych czołgów i wozów pancernych. W lotnictwie było podobnie, choć bombowce równały miasta i wsie z ziemią, polskie myśliwce i obrona przeciwlotnicza uziemiły ponad pięćset pilotów Luftwaffe.

Państwo polskie, dysponujące nieporównywalnie mniejszymi zasobami, nie w pełni zmobilizowane i osamotnione w walce, nie miało żadnych szans. Doliczając wschodniego sąsiada, który korzystając z bierności Zachodu i paktu z Rzeszą złamał traktat ryski i pakt o nieagresji z 1932 roku, zrozumiemy, że Polakom nie pozostawało nic innego do wyboru niż bić się do upadłego. Jak historia pokazała, nie pierwszy i nie ostatni raz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.