Facebook Google+ Twitter

"Kanar" to też człowiek!

Pojawiają się w tramwaju wtedy, kiedy akurat jedziesz na gapę. Na nic zdadzą się komplementy, błagania i obietnice poprawy, bo bez wzruszenia wlepią Ci mandat. O tym jak wygląda praca „kanara”, opowie Joanna - kontrolerka biletów w Toruniu.

 / Fot. By Astrorek (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], via Wikimedia CoPI: Wchodząc do autobusu, potrafisz rozpoznać kto jedzie bez biletu?

Joanna W.: Oczywiście! Widać to już przed wejściem do pojazdu. Od razu wiadomo, że gapowiczem jest osoba, która całą trasę, stoi przy biletomacie. Niby chce kupić bilet, cały czas szuka drobniaków w portfelu, nerwowo rozgląda się na boki. Samo stanie przy drzwiach i poszukiwanie wzrokiem kanara za oknem, gdy tylko autobus zatrzyma się na przystanku, od razu zwraca moją uwagę.

PI: Jaka jest rekcja osoby, której wlepiasz mandat?

Joanna W.: Reakcje ludzkie są bardzo przewidujące. Standardowo zaczyna się od próśb i błagań. Zapewniają nas, że to już ostatni raz, że zawsze mieli bilet tylko akurat dzisiaj zapomnieli, że się śpieszą do pracy. Są tacy, którzy udają bardzo zaskoczonych faktem, że jadą bez miesięcznego. Mówią, że wcześniej nie było takich przepisów, że nikt ich nie poinformował, że trzeba mieć bilet, na przykład na większy bagaż. Jedni starają się wzbudzić w nas litość tym, że są biedni i że będą mieli awanturę w domu. Tak najczęściej tłumaczy się młodzież i studenci. Lamentują, że rodzice wyrzucą ich z domu, gdy wrócą z mandatem albo że i tak nie zapłacą, bo nie zarabiają.

PI: Kto jest bardziej konfliktowym pasażerem: młodzi ludzie czy osoby starsze?


Joanna W.: Moim zdaniem bardziej konfliktowe są osoby starsze. Młodym wytłumaczy się w czym rzecz. Czasem okaże skruchę a czasem wiadomo, emocje wezmą górę i powiedzą kilka słów za dużo, ale zdecydowanie lepszy kontakt mam z osobami młodszymi. Najbardziej konfliktowe i niemiłe, są panie w „moherowych beretach”. Nie przetłumaczysz im, że np. ten bilet jest dwa razy skasowany, więc dla kontrolera jest nieważny. Mają taką metodę, że najpierw biorą nas na płacz, niskie emerytury, a potem pokazują na co je stać, czyli przechodzą do stosowania obelg i wyzwisk. Często nie dadzą nam dojść do słowa i robią awantury na cały autobus czy tramwaj. Bywa też tak, że starsze osoby mają pretensje o to, że prosimy je o okazanie biletu. Mówią wtedy: To nie widzi pani ile ja mam lat! Żeby jeszcze o bilet się pytać! W Toruniu obowiązuje przepis, że osoby powyżej 75 roku życia są zwolnione z obowiązku kupowania biletu, muszą jednak pokazać nam dokument tożsamości.

PI: A zdarzyło Ci się kiedyś darować komuś mandat?

Joanna W.: Kilka razy zastosowałam taryfę ulgową wobec studentów, bo również należę do tego grona i doskonale wiem jak to bywa z pieniędzmi. Kiedyś na przykład miałam taką sytuację: Autobusem jechało dwóch studentów. Wracali z imprezy, mocno zakrapianej alkoholem i oczywiście nie mieli biletów. Gdy podeszłam, jeden z nich zaczął mieć do mnie pretensje, szukał zaczepki, wymigując się tym samym od mandatu. Ale jego kolega, który miał trzeźwiejszy umysł, zaczął mi tłumaczyć, że wracają z imprezy, są kompletnie spłukani i zupełnie zapomnieli o biletach. Przepraszał za tego drugiego, mówił, że kolega jest bardzo pijany i że jutro nie będzie pamiętał tej całej sytuacji. A że był kulturalny i do tego bardzo przystojny, to wysiedliśmy z autobusu. Udawaliśmy, że ich spisujemy, bo akurat byli ludzie na przystanku, ale koniec końców puściliśmy ich bez kary. Kilka dni później, gdy byłam w Biedronce na zakupach, spotkałam tych dwóch studentów z nocnego. Oczywiście rozpoznali mnie od razu i gdy wychodziłam ze sklepu, przybiegli za mną z pudełkiem ptasiego mleczka i dziękowali za to, że nie wystawiłam im mandatu. Kiedyś dostałam też paczkę pierniczków, za to, że wystawiłam dwom studentom jeden mandat, tak że wyszło im o połowę mniej do zapłaty. To było bardzo miłe z ich strony.

PI: Stosujesz specjalne techniki kamuflażu podczas swojej pracy, tak żeby nikt nie rozpoznał, że jesteś kontrolerką biletów?

Joanna W.: W wakacje zakładam różowe okulary i kolorowe baletki. Wspomniałam już, że kiedyś pracowałam w dziesięciocentymetrowych szpilkach? Często też zmieniam fryzurę, także myślę, że ciężko mnie rozpoznać. Kiedyś trzy razy w miesiącu spisałam jednego chłopaka i za każdym razem mnie nie poznał!

PI: To się nazywa sztuka kamuflażu. A gdzie w Toruniu najczęściej można spotkać kanara? Masz swoje ulubione, stałe miejsca, gdzie zaczynasz polowanie na gapowiczów?

Joanna W.: Obecnie jest bardzo dużo pracowników, także można spotkać nas praktycznie wszędzie. Moim stałym miejscem kontroli jest trasa od centrum w stronę mostu oraz na końcowych przystankach. Ludzie myślą, że nie będzie kontroli przystanek czy dwa przed pętlą i podjeżdżają sobie za darmo. Przy akademikach poluję na studentów a przy cmentarzach i kościołach na osoby starsze. Warto też zaznaczyć, że kontrolerzy niekoniecznie spisują tylko za brak fizycznie biletu. Wiedza ludzi na temat naszej pracy jest bardzo stereotypowa.

PI: W takim razie, za co jeszcze można dostać mandat?

Joanna W.: Dla kontrolera brakiem ważnego biletu na przejazd jest bilet pognieciony, podarty, nieczytelny. Jest dużo sztuczek, dzięki którym można kilka razy kasować jeden bilet. Są również zaniżone opłaty, czyli osobie przysługuje bilet po niższej cenie, ale nie posiada ważnej legitymacji albo dokumentu uprawniającego go do przejazdu na ulgowym bilecie. I za to też wystawia się mandaty.


Z Joanną Wojtczak, kontrolerką toruńskiego MZK rozmawiała Paulina Iwaniak.
Wszystkie wypowiedzi są autentyczne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.