Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

90151 miejsce

Kanonierzy (jeszcze) nie ustrzelili Czerwonych Diabłów

Siła witalna Arsene'a Wengera na razie nie wystarczyła na adoptującego się na Old Trafford Davida Moyes'a, ale Arsenal dawno nie był tak blisko dogryzienia Manchesterowi na jego boisku. Tylko czy z tych 90 minut płyną wnioski na cały sezon?

 / Fot. EPA/PETER POWELLPrzed dwoma laty Wojciech Szczęsny osiem razy wyjmował piłkę z siatki. W ubiegłym sezonie Arsenal przegrał niby tylko 1:2, ale na boisku widzieliśmy drużyny z różnych półek. Na finiszu stracił do swojego największego rywala 26 punktów. Przepaść. A na jej skrajach jeszcze Man City i Chelsea, z którymi bilans bezpośrednich spotkań to remis i trzy porażki. Model klubu, który kupuje młodość za mało i sprzedaje dojrzałość za dużo, już nie sprawdzał się w ścisłej czołówce Premier League, gdzie żadne konwenanse nie obowiązują.

Wenger był jedynym trenerem z pierwszej czwórki, który został na stanowisku, choć jego łódź chybotała na wzburzonych wodach oczekiwania na triumf. Tracił przez to najbardziej wartościowych piłkarzy, którzy w szczytowym momencie swoich karier oglądać mistrzowskich ceremonii na kanapie przed telewizorem. Z osi drużyny ubywały kolejne części, te zamienne, jakkolwiek pasowały, nie zapewniały maszynie tej samej liczby obrotów.

Aż coś zaiskrzyło, w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Londyńczycy, jak to mają ostatnio w zwyczaju, fatalnie zainaugurowali sezon (od porażki z Aston Villą). Na ich głowy spadła lawina krytyki, która zasypała wszystko to, co klub z północnego Londynu reprezentuje wartościowego. Czyli budżet na plus, stop dla horrendalnych zarobków, utrzymanie stylu gry bez względu na okoliczności. Domagano się napastnika, który nie będzie niewolnikiem reszty drużyny, wołano o wzmocnienie skrzydeł, środka obrony, w zasadzie na każdą pozycję widziano potrzebę sprowadzenie zawodnika światowej klasy.

Skończyło się transferem Mesuta Oezila, przy którego znacznym udziale Arsernal przypomniał sobie, jaki to komfort usiąść na fotelu lidera. Jeden piłkarz i wszystko się zmienia? Przecież Niemca nie chciał już Real, podobno ze względu na jego zbytnie upodobanie do wygody. Gdy zegar boiskowy pokazywał na Santiago Bernabeu 75 minutę, wiadomo było, że sędzia techniczny zaraz podejdzie do linii środkowej i wyświetli na tablicy nr 10. Taki ktoś do Premier League, gdzie jak nie biegasz to możesz zapomnieć o grze?

Fakt faktem, że gdy pojawił się na Emirates, odmieniła się cała drużyna. Jack Wilshere, obok Kierana Gibbsa jedyny prawdziwy wychowanek w podstawowym składzie oraz Aaron Ramsey postawili duże kroki w tym kierunku, gdzie gwiazdy odróżnia się rzemieślników. Nie byli w stanie tego zrobić u boku Santiego Cazorli i Mikela Artety, przy docenieniu ich zdolności do gry na małej przestrzeni jednak mało emanujących na pozostałych. Olivier Giroud, w poprzednich rozgrywkach często wyśmiewany, odzyskał pewność uderzenia. Backary Sagna znowu posyła takie dośrodkowania, że wstyd ich nie wykorzystać. Elastyczny styl gry Niemca podciągnął jego nowych kolegów, tak jak kilka lat temu poziom windował Cesc Fabregas.

Jeszcze za wcześnie na odpowiedź, czy staż trenerów to jedyna przewaga Arsenalu nad Czerwonymi Diabłami, ale na tej wadze szala nie jest już jednoznacznie przechylona na korzyść tych drugich. Alex Ferguson dodawał blasku Manchesterowi, teraz to Manchester dodaje blasku Davidowi Moyes'owi. Zastąpienie faceta, który zasłużył na trybunę i pomnik swojego imienia, doglądał akademii tworzonej według jego wskazówek oraz znał nazwiska sprzątaczek w klubowym biurze, jest zadaniem niebywale niewdzięcznym. Były trener Evertonu przekonał się o tym chociażby w meczu z Southampton, gdy jego podopieczni stracili pewne zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Niejeden z obserwatorów pomyślał wtedy: za Fergiego taka sytuacja nie miała się prawa wydarzyć. Siedem lat długiego wyczekiwania na pierwszy tytuł, jakie były udziałem starszego ze Szkotów, w dzisiejszej pędzącej rzeczywistości Premier League, wydają się okresem nierealnie długim.

A francuski menadżer na odzyskanie mistrzostwa czeka już rok dłużej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.