Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37449 miejsce

„Kantata na cztery skrzydła” w Teatrze Polonia. Recenzja spektaklu

Fragment modlitwy „Aniele Boży stróżu mój” wypowiedziany przez główną bohaterkę, zdesperowaną na tyle, by popełnić samobójstwo, okazuje się bogaty w skutki. Tak można naszkicować sztukę Roberta Bruttera „Kantata na cztery skrzydła”.

 / Fot. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/00/Fra_Angelico-Annunciatory_Angel-detail.jpgSpektakl ten opowiada o kobiecie rozchwianej emocjonalnie (w tej roli Agata Kulesza), gotowej skończyć swój marny żywot. Próbując targnąć się na własne życie, brakuje jej odwagi, dlatego też sięga po kieliszek. A po chwili wypowiada "na odczepnego" kluczowe słowa "Aniele Boży stróżu mój". Skutkuje to pojawieniem się Anioła Stróża Amhiela (w tej roli Sławomir Orzechowski), przedstawionego w sposób stereotypowy. Ma on za zadanie wyperswadować głównej bohaterce myśli samobójcze, uciekając się tym samym do pewnej intrygi, o której widz dowiaduje się pod koniec spektaklu.

Amhiel próbuje przekonać kobietę, że pozbawienie siebie życia narusza ład wszechświata. Stosuje różne anielskie "sztuczki", takie jak mruganie światła, czy złość niebios wyrażona przez grzmoty. Gdy i to nie wzrusza kobiety, anioł zamienia się ciałami z bohaterką. Ustawiają się wówczas plecami do siebie i trzymają za ramiona, by co chwilę zwrócić przemawiającą postać w kierunku widowni. Poprzez ten dość niecodzienny "zabieg" stróż chce pokazać swojej podopiecznej ten drugi świat. Sztuczka ta wychodzi całkiem nieźle, naśladowanie mimiki, czy sposobu bycia wygląda ciekawie.

Odwodzenie kobiety od samobójczych planów nie wychodzi za bardzo aniołowi. W związku z tym z pomocą przybywa Beatiel (w tej roli Marek Kudełko) - młody, narwany anioł - będący przeciwieństwem starszego, stanowczego Amhiela. Kontrast pomiędzy dwoma aniołami budowany jest również dzięki żartowi słownemu.

Sławomir Orzechowski / Fot. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/eb/Slawomir_Orzechowski.jpgGdy współpraca dwóch skrzydlatych postaci nie daje rezultatu, wtedy też aniołowie "sięgają" po ostateczną broń. Wówczas główna bohaterka ma za zadanie przebaczyć i zaakceptować siebie taką, jaką jest. Czy aniołom uda się odwieźć sprawczynię całego zamieszania od popełnienia samobójstwa? Czy będzie ona zdolna do przebaczenia sprawcom jej niedoli a zarazem pokonania swego smutku?

"Kantata na cztery skrzydła" to tragedia kobiety, która zostaje przedstawiona w dość lekki i komiczny sposób. Dzięki temu odbiorca nie czuje się przytłoczony jej niedolą, jest to także osiągnięte przez odpowiedni dobór tekstów, które potrafią rozbawić publikę.

Jednak spektakl mimo ogromnej zalety, jaką jest komiczne przedstawianie dość trudnego tematu, zmusza widza do refleksji nad sensem życia czy nauką wybaczania. "Kantata na cztery skrzydła" pokazuje także, jak słabą jednostką jest człowiek. Wystarczy kilka niepowodzeń życiowych, aby dana osoba - w tym przypadku główna bohaterka - zatraciła sens istnienia.

Na uwagę zasługuję również świetna gra aktorska, a w szczególności Anioła Stróża Amhiela. Według mnie idealnie wczuł się w rolę doświadczonego, znudzonego lecz ciepłego anioła. A komizm językowy w jego wydaniu wypadł naprawdę dobrze.

To do czego można się przyczepić, to brak udziału publiczności w spektaklu (o czym, każdy nim zainteresowany, dowiaduje się czytając opis sztuki na stronie teatru).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Spektakl zapowiada się świetnie. To inna historia, ale mi od razu skojarzyło się z filmem Wendersa "Niebo nad Berlinem"... Za recenzję 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.