Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4885 miejsce

Kapitanoza

Człowiek, który, zgodnie z wewnętrznym przekonaniem, nienawidzi kradzieży, zabijania, krzywdy czy przemocy może stosunkowo łatwo dokonać takich czynów, kiedy otrzyma polecenie od osoby dominującej czy posiadającej autorytet.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kontradm_C_G_F_Cradock.jpgTak twierdzi S. Miligram, jeden z najsłynniejszych na świecie amerykańskich psychologów społecznych.

Słynny jest jego eksperyment z lat siedemdziesiątych XX w. Wynika z niego, że przynajmniej 80% ludzi jest gotowych porazić prądem, o rosnącej silenie nieznanego człowieka. Wystarczy tylko przekonać ich, że biorą udział w eksperymencie, a osoba wydająca polecenie sprawia wrażenie autorytetu. Impulsy elektryczne stosują oni jako kary za niskie wyniki uczenia się zadania. Najsilniejsze impulsy szokowe, odpowiadające napięciu 450V, zaaplikowali osobom popełniającym błędy pomocnicy eksperymentatora. Zrobiła to większość z nich, aż aż 60%. Początkowo wyniki tych badań interpretowano jako dane o złej naturze ludzkiej ukrytej gdzieś
w nieświadomości, ale szybko zorientowano się, że decydującym czynnikiem był tu autorytet naukowca.

Samobójcy?
W czasie II wojny światowej w lotnictwie zdarzył się wypadek, który był rzeczywistym przykładem występowania takich zjawisk. Kilkuosobowa załoga bombowca w locie bojowym nie zgłosiła kapitanowi poważnej awarii, która prowadziła do katastrofy. A można się było ratować, chociażby wyskoczeniem i lądowaniem na spadochronie. Autorytet dowódcy był tak wysoki, jego osobowość tak silna i onieśmielająca, że załoga nie odważyła się powiadomić dowódcy, mimo że wszyscy piloci dobrze wiedzieli, iż za chwilę wszyscy zginą. Bali się, że meldunek będzie przez niego źle przyjęty, że go rozgniewa. Absurd?

Wyjaśnienie
Jednak takie zjawiska występują w podobnych, ekstremalnych okolicznościach. W wojsku niejeden żołnierz w czasie wojny ginie, bo nie chce okazać strachu przed swoim kolegą, zwłaszcza gdy, np. obaj mają w pamięci wcześniejszą śmierć, trzeciego z ich kilkuosobowej drużyny. Tak silne impulsy wynikają najczęściej z instynktowego działania dominacji na poziomie psychiki, na którym o zachowaniach decyduje wcześniejsze wychowanie, uznawane zasady etyczne, wartości czy ukształtowane postawy moralne. No i jeszcze honor, morale żołnierskie, jego składnik - esprit de corps. Wtedy to zachowanie, w normalnej sytuacji nie do pomyślenia, pojawi się bez wahania, tylko w odpowiedzi na wydany rozkaz osoby z dominującą osobowością, która jest autorytetem i /lub przywódcą.

Zatem zjawisko kapitanozy, oparte na tym samym mechanizmie, dotyczy relacji przełożony-podwładny, czyli relacji osoba dominująca- osoba podporządkowana ( submisyjna). Ten mechanizm działa w obu kierunkach: od dowódcy i w stosunku do dowódcy. Ale kapitanoza, ogólnie zjawisko ujmując, polega na przejęciu kontroli nad sytuacją, przez osoby uważane za autorytety lub oddanie im tej kontroli, wraz odpowiedzialnością za rezultaty działania.
Jeśli więc w kabinie pilota będzie fizycznie obecna osoba o wyższej randze wojskowej lub cywilnej, albo będzie reprezentantem takiej osoby, to z psychologicznego punktu widzenia będzie tu miało zastosowanie zjawiska kapitanozy, szczególnie wtedy, gdy powstanie sytuacja krytyczna dla aktualnie wykonywanego zadania. W warunkach ekstremalnych kapitan samolotu w sposób nieświadomy, automatyczny może decyzję i odpowiedzialność pozostawić takiej osobie.

W okresie II wojny światowej niektórzy dowódcy samolotów lub formacji marynarki
na ekstremalny stres przed walką reagowali podobnym przeniesieniem, mówiąc sobie w duchu: Bóg jest moim drugim pilotem.

W przypadku katastrofy w Smoleńsku takie okoliczności wyraźnie występowały. Nie twierdzę, że to one bezpośrednio były przyczyną rozbicia się prezydenckiego samolotu, ale mogły się mieścić w charakterystycznym ciągu krytycznych zdarzeń, w krótkim czasie prowadzących do niewyobrażalnych następstw. Zwłaszcza, że ich najbardziej znacząca rola pojawia się, w przypadku kapitanozy, w najbardziej krytycznym i późnym momencie rozwoju kryzysowej sytuacji.

Syndrom grupowego myślenia.
W warunkach społecznych lotu do Smoleńska dużą rolę mógł odegrać jeszcze jedno
zjawisko z dziedziny psychologii społecznej:syndrom grupowego myślenia.Jest to efekt psychologiczny polegający na powstaniu zgodności poglądów w małej grupie ludzi w sprawie rozwiązania jakiegoś problemu. Zachowanie spójności i solidarności grupy liczy się bardziej niż realistyczne rozważanie faktów. To też swoista presja powodująca , że członkowie grupy unikają nawet wypowiadania poglądów sprzecznych z rysującym się konsensem aby nie zostać posądzonym o brak mądrości lub o tchórzostwo.Taka sytuacja miała miejsce w 1961 roku, kiedy
grupy doradców prezydenta namawiała Johna F. Kennedy'ego o inwazji na Kubę w 1961 r. w celu obalenia dyktatury Castro. Inwazja zakończyła się fiaskiem. Takie zachowania również wynikają z presji czynnika stresu. Podobnie jak w kapitanozie zasadnicze znaczenie ma znajomość celu, którym kieruje się dowódca lub przywódca. Powstaniu syndromu grupowego myślenia w samolocie prezydenckim niewątpliwie sprzyjał fakt pozostawania otwartych drzwi między kokpitem a dalszymi przedziałami samolotu.

Konkluzja:
A więc na konkretne warunki techniczne i pogodowe fazy lądowania samolotu nakładała się niewidzialna sieć zależności psychologicznych o dużej sile oddziaływania na kapitana samolotu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.