Facebook Google+ Twitter

Kapitulacja Złota czyli Koniec Gorączki Złota na Świecie

W ciągu ostatniej dekady mieliśmy do czynienia z tzw. „GORĄCZKĄ ZŁOTA”. Wychodzi na to, że znaleziono w końcu na nią lekarstwo.

złoto vs. dolar / Fot. batavus Złoto od zawsze budziło wiele emocji wśród ludzi. Czym zatem ono jest? Jest jednym z najrzadszych zasobów Ziemi. Wielokrotnie w historii ludzkości służyło jako środek płatniczy. W dobie kryzysów finansowych złoto jest uznawane jako zabezpieczenie przeciwko hiperinflacji, która nadchodzi w związku z nadmiarem drukowania papierowych walut przez największe gospodarki świata. Poza tym fajnie się błyszczy, fascynuje ludzi i jest symbolem bogactwa.

W ciągu ostatniej dekady mieliśmy do czynienia z tzw. „GORĄCZKĄ ZŁOTA”. Wychodzi na to, że znaleziono w końcu na nią lekarstwo. Była ona napędzana kryzysem finansowym oraz słynną prognozą Peter'a SCHIFF''a o złotym kruszcu zmierzającym w kierunku 5000 dolarów za uncję. Odważne postawienie sprawy. Bardzo cenię sobie jego zdanie, ale w tym wypadku sporo przesadził i zupełnie nie docenił elity swojego kraju. Dilerzy sprzedający złoto mieli swoje przysłowiowe 5 minut. Gospodarcze turbulencje i trafne prognozy Schiff'a i jego klonów co do krachu w USA nakręcały atmosferę kupna.

ZŁOŚLIWY SCEPTYK powiedziałby: "Skoro złoto jest tak cenne, to dlaczego oni chcą w zamian tak bardzo twoich dolarów, euro czy złotówek, jeśli papierowy pieniądz wkrótce nie będzie nic wart?" To dobry tekst, który uzmysławia nam, że ekonomia jest pełna paradoksów. Oglądając wywiady Schiff vs. Analitycy z Wall Street można zauważyć, że ci drudzy robią się coraz pewniejsi siebie i wyczuwają krew u swojego przeciwnika. Cóż każdy kiedyś się myli i popełnia błędy, a siły rynkowe są nieprzewidywalne. Peter Schiff ma sporo racji, w tym co „głosi”, ale ciężko zaprzeczać faktom w postaci faktycznej ceny rynkowej.

Wydarzenia na rynku złota to kolejny dowód irracjonalnych zachowań ludzkich. Podobnie jak 10 lat temu bankierzy z Wall Street dali się ponieść narkotycznej euforii pompującej się bańki na rynku nieruchomości, której pęknięcie wysłało ich na odwyk. Tak teraz wyznawcy złota zafundowali sobie w pewnym stopniu podobne przeżycia. Ironiczne jest to, że przestrzegali ludzi przed bańkami spekulacyjnymi kreowanymi przez bankierów. Ale jednocześnie pompowali swój BALON, który też został przebity.

We wrześniu 2011 roku złoto osiągnęło najwyższy poziom w historii - 1889 dolarów za uncję. Był to szczyt 15 letniego trendu wzrostowego. Zwiększenie wartości z 200-stu kilku dolarów do prawie 1900 dolarów musiało podziałać na wyobraźnie wielu inwestorów. Sięgnijmy do archiwum. Jak analitycy tłumaczyli złotą hossę 3-4 lata temu? Interpretacje były następujące:

„Banki centralne drukują pieniądze. Cena złota rośnie. Nieograniczone drukowanie pieniędzy powinno działać na korzyść złota. Złoto i inne surowce zyskują na skutek zapowiedzi o kolejnych pakietach stymulacyjnych przez Chiny, FED i Europejski Bank Centralny. Na skutek agresywnej polityki luzowania przez FED i EBC inwestorzy chcą inwestować w złoto. Niebezpiecznie szybko rosnące zadłużenie wielu państwa wraz z polityką drukowania papierowych walut przez banki centralne w Europie, USA i Japonii utrzymuje status złota jako safe heaven.”

Teraz kiedy złoto spadło do 5 letnich minimów, nagle oznacza to, że państwa zredukowały swoje zadłużenie, a banki centralne przestały drukować waluty? Kryzys został zażegnany? Oczywiście, że NIE. Nic z tych rzeczy. Więc jak to można zinterpretować? Po prostu ostatnie lata pokazały, że z tym całym długiem i pustym dodrukiem „da się jakoś ŻYĆ”. Tak jak da się żyć z niektórymi poważnymi schorzeniami czy chorobami. Złoto było wówczas w cenie, bo globalna gospodarka wkraczała wtedy na „nieznane wody”. Porównanie do odkrycia nowego źródła wody przez spragniony lud wydaje się być odpowiednie. Najpierw pojawiają się obawy, czy woda nie jest zatruta i nadaje się do picia. Wodę piją na próbę zwierzęta, potem ostrożnie ludzie. Jak okazuje się, że woda jest czysta, niepokój i strach znika. Wszyscy czują ULGĘ, bo kolejny raz udało się przetrwać...

Nigdy w historii gospodarczej ludzkość nie była tak zadłużona, a gospodarka nie była podtrzymywana przy życiu tak ogromnymi ilościami pustych euro, jenów czy dolarów. Świat tonął i nadal TONIE w DŁUGACH, które są niespłacalne. Inwestorów ogarnął strach i dążyli oni nabywając złoto do ochrony swojego majątku przed hiperinflacją, czyli tak naprawdę przed UPADKIEM FIDUCJARNEGO PIENIĄDZA. Czyli takiego pieniądza, który nie ma pokrycia w kruszcu. Jest emitowany przez państwo w oparciu o zaufanie. Jeżeli państwo, które je emituje jest jednocześnie na krawędzi bankructwa i próbuje się ratować drenując swoich obywateli z zasobów pieniężnych na wszystkie możliwe sposoby, to już w ogóle ciężko jest zachować ZIMNĄ KREW. Ale inwestorzy zredukowali poziom strachu i oswoili się z tym ryzykiem. Rzeczywistość jest taka, że dolar umacnia swoją pozycję bezpiecznej przystani. Euro mimo poważnego kryzysu greckiego przetrwało. Podobnie jak Jen i przerażająco zadłużona japońska gospodarka. Obawy okazały się nieuzasadnione. Na dzień dzisiejszy wielu inwestorów przestało wierzyć w szybkie odrodzenie światowego systemu monetarnego opartego o złoto i srebro. Ciągle zaufanie do dolara i FED jest na wysokim poziomie. Może nie ma wzrostu gospodarczego, ale nie ma też przekonujących zwiastunów upadku walut papierowych.

Dodatkowo z pomocą przyszła deflacja będąca wynikiem delewarowania gospodarki i słabnącego popytu globalnego. Zaatakowała ona rynki surowcowe. Trend hiperinflacyjny został przez nią stłumiony. Dopóki nie pojawi się jakiś istotny czynnik hiperinflacyjny cena złota nie wzrośnie. Pensje są niskie, mamy potężną deflację na surowcach i cały czas stwarza ona ryzyko poważniejszej depresji gospodarczej. To wszystko przeciwdziała siłom inflacyjnym. Ale to nie oznacza, że społeczeństwo nie cierpi z powodu inflacji, bo koszty życia stopniowo z roku na rok wzrastają, a pensje stoją w miejscu. Ale najważniejsze, że majątki najbogatszych są bezpieczne. Ale to odrębny temat.

Gospodarka światowa jest w STAGNACJI, która mimo wszystko jest lepsza od niekontrolowanej spirali deflacyjnej czy inflacyjnej. Patrząc na 15 - letni złota wykres można odnieść wrażenie, że cena w przedziale 800 - 1000 usd za uncje jest rozsądna w stosunku do skali dodruku pustych walut i związanych z tym obaw inflacyjnych. Przynajmniej według oceny inwestorów.

Oczywiście wiele rzeczy może się zmienić z roku na rok, bo globalny system finansowo - polityczny jest nieprzewidywalny, wręcz CHORY PSYCHICZNIE, A choroby psychiczne maja to do sobie, że nie jest tak łatwo rozróżnić, co jest rzeczywistością a co halucynacją. Na razie wiemy tyle, że waluty papierowe są dość silne i pogłoski o ich rychłym końcu okazały się być przesadzone.

Złoto oczywiście jest ważnym alternatywnym środkiem płatniczym. W sytuacji poważnej gospodarczej zawieruchy staje się bezkonkurencyjną bezpieczną przystania chroniącą kapitał. Niestety nie jest ono wolne od dominującego współcześnie na skutek różnych zaburzeń systemowych stylu inwestowania zwanego TIMING'IEM. Czyli kupowania i sprzedawania we właściwych okresach czasu, które są bardzo ciężkie do przewidzenia. Co można zaobserwować na forexie czy rynku akcji, czy też po błędnych prognozach najsławniejszych inwestorów. Jeśli ktoś posiada większe oszczędności to powinien trzymać profilaktycznie ok 20 -30% kapitału w złocie, ale na duże zyski raczej nie ma szans. Złoto na kilka najbliższych lat może nie być dobrą inwestycją...

Rynek złota pokazuje jak trudno jest teraz zachować wartość oszczędności, nie mówiąc już o powiększaniu kapitału. Duża część inwestorów zakupiła swoje fizyczne złoto po cenach powyżej 1000 dolarów za uncje, dodając do tego koszty składowania straty muszą być istotne. A jeżeli złoto spadnie do 800 usd za uncję, to już sytuacja robi się BEZNADZIEJNA. Ten system jest po prostu wywrócony do góry nogami. Niskie stopy procentowe zniechęcają do lokat. Wyceny na giełdach niewiele mają wspólnego z racjonalnością ekonomiczną. I ciężko jest zgadnąć, w która stronę to wszystko zmierza....Poza oczywistym i postępującym OKRADANIEM ludzi z oszczędności.

Na koniec warto odnieść się do historii pierwszych gorączek złota z XIX wiecznej Ameryki Północnej. Ludzie podekscytowani rzekomymi złożami złota zaczęli emigrować na zachodnie wybrzeże USA i do Kolorado. Wtedy wystarczyła niewinna plotka (obecnie dominował STRACH) i ulegali oni całkowitemu ZAŚLEPIENIU umysłu. A najwięcej zarobili na tym ci, którzy sprzedawali łopaty i sita do poszukiwań...
ŹRÓDŁO: systemwkryzysie.blox.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

/Oczywiście, że NIE. Nic z tych rzeczy. Więc jak to można zinterpretować? Po prostu ostatnie lata pokazały, że z tym całym długiem i pustym dodrukiem „da się jakoś ŻYĆ”. Tak jak da się żyć z niektórymi poważnymi schorzeniami czy chorobami./

Wiecznie?
"Oczywiście, że NIE. Nic z tych rzeczy." ;)


/Obawy okazały się nieuzasadnione./

To nie obawy okazały się nieuzasadnione, bo te były i są uzasadnione, tylko konkretne, czasowe przepowiednie się nie sprawdziły. I tyle.
Ale, jak mawiają, nie znasz dnia i godziny.. Kiedy pierwsze domino przewróci następne... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.