Facebook Google+ Twitter

Kapuściński science - fiction

Biografia jako opis dziejów całości życia i dokonań wybitnej postaci. I tym na pewno jest biografia Ryszarda Kapuścińskiego.

Kapuściński non-fiction / Fot. Angelina MajewskaJak Polska długa i szeroka, tak przez tę długość i szerokość przetoczyła się cała fala komentarzy, krytyki, opinii na temat książki o Ryszardzie Kapuścińskim. Jedne wygłaszane były na gorąco, pod wpływem emocji, niektóre podobno nawet bez przeczytania pozycji.
Kilka przychylnych, cała masa krytycznych. "Gazeta Wyborcza", z racji tego, że Artur Domosławski - autor biografii, jest także jej dziennikarzem, poświęciła swoje łamy na felietony i oceny. Dała także szansę samemu Domosławskiemu na komentarz i ustosunkowanie się do nich.

Mam wrażenie, że całą dyskusję należałoby zacząć od definicji słowa biografia.
Najprostsza z nich to biografia jako opis dziejów całości życia i dokonań wybitnej postaci.
Obraz działalności zawodowej, ale także osobistych spraw Kapuścińskiego, bo przecież one także kładą się cieniem albo blaskiem na całokształt egzystencji.

Za to zarzucono autorowi, że obalił pomnik, że odkrył w książkach Kapuścińskiego fakty, które były zupełnie fiction, że pokazał, iż ten, którego uznawano niemalże za Boga w kwestiach reportażu, okazał się tylko człowiekiem. Wreszcie, że wlazł bez pytania w jego życie prywatne.

Czy jednak Kapuściński nie zasługuje na rzetelną biografię? Przecież był tak jak każdy z nas - człowiekiem. Genialnym, ale ciągle człowiekiem. Od początku do końca. Ze swoim mistrzostwem w pewnych kwestiach i wadami w innych.

Domosławski nie głosi stanowczych sądów, nie krytykuje, nie ocenia jednoznacznie.
Bardziej opisuje i ukazuje. Uwydatnia legendę jaka wokół Kapuścińskiego narosła i jaką on sam w sobie pielęgnował i podtrzymywał. Nie obala jej jednak doszczętnie, jak niektórzy mu zarzucają, ale pokazuje prawdę.

Czy możemy się na nią obrażać? Czy możemy udawać, że jej nie ma? Nie sądzę, bo komu jak komu, ale na pewno Kapuścińskiemu należy się obiektywizm, staranność i rzetelność. Nawet jeśli jemu samemu podobałaby się to nie bardzo. Pewnie tak, jak każdemu z nas nie koniecznie podoba się ocena kogoś innego na nasz temat. Choć byłaby najbardziej obiektywna. Także dla nas samych, to przecież my jesteśmy znacznie lepsi i odważniejsi. Ale czy taka właśnie jest rzeczywistość? Raczej nie, bo rzeczywistość, prawda to konfrontacja naszych wyobrażeń i ocen innych.

I właśnie taką prawdę serwuje Kapuścińskiemu Domosławski. Pokazuje jego słabe strony, ale też tłumaczy przyczyny, które na to mogły się złożyć. Wytyka mu błędy i zaniedbania w wyjaśnianiu wszelkich watpliwości, ale też ukazuje całe tło jakie temu towarzyszyło, łącznie z życiem prywatnym.

Oskarża się go o to, że odrapał, znieważył, pomnik jakim sławny reporter był dla nas i całego świata. Tylko, że ta zdrapana warstwa nie odkryła przed nami pustki, pokazała tylko jeszcze inne warstwy jakie Kapuściński w sobie miał. Inne, nieznane dotąd. Nie ma sensu obrażać się na Domosławskiego. Nie ma sensu, bo przecież uczłowieczył człowieka. Właśnie, człowieka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Niestety takie były czasy, aby być kimś trzeba było być posłusznym.Teraz za to jest wielu bohaterów którzy nigdy nimi nie byli.
Obecnie łańcuch jest dłuższy ale miska jakby dalej dla wielu. Za tekst.5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry zrównoważony tekst.
Panie Tadeuszu a ja będę udowadniał związki Kapuścińskiego z mocnymi u których można się dorobić.
Jak Pan myśli ilu partyjnych czy dziennikarzy miało stałe przepustki do budynku KC PZPR? Kapuściński miał, nim został sławnym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Angelino! Każdy może mieć swoje zdanie. Pragnę przypomnieć, że Ryszard Kapuściński swoich Reportarzy nie pisał pośmiertnie. W związku z tym Pan Domosławski mógł ich prawdziwość kwestionować, jeszcze za życia Autora. Dlaczego tego nie zrobił? Że Kapuściński rzucił legitymację partyjną po wprowadzeniu Stanu Wojennego, to ma być zarzut, czy pozytywna ocena zachowania Kapuścińskiego? Ja też tak postąpiłem. I czy Ktoś będzie w to wierzył, czy nie, powiem krótko: ani mnie to grzeje, ani ziębi. Bo jeśli powiem, że nie zhańbiłem się donosicielstwem, też mi nikt nie uwierzy. Dlatego nikogo nie mam zamiaru przekonywać, że chodzę przebierając nogami w pozycji pionowej, głową do góry, że jem, że załatwiam, jeszcze inne rzeczy fizjologiczne. Kapuścińskiego, też nikt "rozsądny" nie posądzi o uczciwość. Należał do Partii, więc musiał "sypać", i to nie podlega dyskusji. Całe szczęście, że jestem "zwyklakiem" i żaden - jedynie uczciwy "Domosławski" - się mnie nie czepia. No i jeszcze muszę, przy okazji, publicznie podziękować Bogu, że pozwolił mi dożyć czasów Rzeczypospolitej w Której przy władzy znaleźli się jedynie prawi i jedynie uczciwi Jej Obywatele. Bo tylko taka Rzeczypospolita, jaka jest dzisiaj, może posłużyć za wzór do naśladowania. Pius stawiam, właśnie za otwartość i ukazanie swojej oceny. Każdy ma do tego prawo. Ja na zebraniach Partyjnych też mówiłem co mnie grzało i co ziębiło. Jakoś nikt mnie nie zamknął. Czy dzisiaj jakiś "Domosławski" w to uwierzy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.