Facebook Google+ Twitter

Kapuściński-Herodot, czyli przekroczyć granice

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-01-23 23:01

Artykuł pochodzi z "Dziennika Bałtyckiego" i powstał na początku 2005 roku gdy na rynku pojawiła się książka Kapuścińskiego "Podróże z Herodotem"...

Ryszard Kapuściński /Fot. PAP/Andrzej Rybczyński Rzadko mi się zdarza wielokrotnie czytać książki raz po raz. Ostatnio zdarzyło mi się to z Ryszarda Kapuścińskiego „Podróżami z Herodotem”. Jakby jego książka miała kształt walca, którą czyta się na okrągło albo była jednym niekończącym się zdaniem (tak pisano w czasach Herodota).

Ma ona oczywiście swój wyrazisty początek i koniec, ale doprawdy chce się wrócić do początku nie dlatego, że toczy nas skleroza, lecz ma się prawie pewność, że coś ważnego się przeoczyło. I tak niestety jest.
To samo on mówi o swoim guru. „Książkę Greka, tak jak każde dzieło wybitne, trzeba czytać wielekroć - za każdym razem będzie nam wówczas odsłaniać nową warstwę, inne, niezauważone wcześniej treści, obrazy i sensy. Bo w każdej wielkiej książce jest kilka książek, trzeba tylko do nich dotrzeć, odkryć je, zgłębić i pojąć”. Ba!

Niepojęty głód


„Podróże z Herodotem” w pierwszym wymiarze to rodzaj pamiętnika reportera, który zdaje sprawę ze swoich podróży po świecie. U ich źródła leży niewytłumaczalne pragnienie „przekroczenia granicy”. „Przekroczyć i zaraz wrócić - pisze autor - to by mi zupełnie wystarczyło, zaspokoiło mój niewytłumaczalny właściwie, a jakże ostry głód psychologiczny”. Los chciał, że przekraczał granice tysiąckrotnie. A czy nasycił głód?
Gdy czytam jego książkę, gdy spoglądam w jego oczy - widzę, że to głód nie do zaspokojenia. Gdyby go zaspokoił - chyba umarłby. Nie w tym nawet rzecz, że wie o tym, więc oddala moment nasycenia. Nie dba o siebie. Gorzej: nie dba o to, co się już zdarzyło. Największe swoje siły kieruje w przyszłość, w najbardziej niepewną dziedzinę, za którą jakoś tam jednak odpowiadamy. Przepraszam: kto podobnie myśli? Pokażcie mi kogoś takiego. Francis Fukuyama? Wolne żarty. Stanisław Lem? Owszem, ale w zupełnie innej perspektywie. Czysto intelektualnej.

Global i detal


Ryszard Kapuściński jest futurologiem doświadczającym. Zbierając coraz więcej osobistych doświadczeń, stopniowo staje się globalistą. Patrzy z kosmicznej perspektywy na naszą planetę. Rysuje czekające nas zagrożenia, jeśli będziemy robić dalej to, co robimy. A robimy - jako ludzkość - niewyobrażalne kretyństwa, wystarczy odpuścić sobie optykę europejską. Wycinamy np. lasy Amazonii, głównej dostarczycielki tlenu na planecie. Perspektywa: podusimy się. Wyjaławiamy glebę. Efekt: zginiemy z głodu.
Ryszard Kapuściński jest też w identycznej mierze detalistą. Drobiazg, fragment, wzięty np. z Indii, któremu poświęca uwagę, urasta do rangi Wielkiego Symbolu. To jest właśnie miara wielkości. W globalu dostrzec pyłek indywidualnej tragedii, w drobiazgu dostrzec kosmiczny wymiar.

Prawo Herodota


No i ten Herodot. Mistrz Kapuścińskiego. Wożony po całym świecie. Jego „Dzieje” jak tablice Mojżeszowe. Nie ma w nich wprawdzie dziesięciu przykazań, ale są przykazania reporterskiej (dziejopisarskiej) uczciwości: mów tylko to, co widziałeś; przekazuj, co słyszałeś. Możliwie najściślej. Pomiędzy nimi nie zacieraj granicy. Unikaj komentarza.
Staraj się jednak miriady faktów, opowieści, opinii jakoś uporządkować. Kapuściński dostrzega u Herodota trzy prawa porządkujące świat: prawo zemsty, czyli szukanie pierwszych winowajców, prawo mówiące, że szczęście ludzkie jest nietrwałe, i wreszcie prawo nieuniknioności przeznaczenia. Odkrył jeszcze jedno prawo: wielotożsamości.
„Pierwszym, który uświadomił sobie wielość świata jako jego istotę - pisze Ryszard Kapuściński - był Herodot. - Nie, nie jesteśmy sami - mówi on Grekom w swoim dziele i żeby to udowodnić, odbywa swoje podróże do krańców ziemi. - Mamy sąsiadów, ci z kolei mają swoich sąsiadów, a wszyscy razem zaludniamy jedną planetę”. Tak więc pierwszym globalistą był - mówi do cna uczciwy Ryszard Kapuściński - właśnie Herodot.

Łańcuchy pytań


Dzielą nas od niego tysiące lat. Realnych i elektronicznych. O tyle jesteśmy jakby mądrzejsi. Szybciej porozumiewamy się; tzn. szybciej płyną komunikaty pomiędzy nami. Z rozumieniem ich jest, jak zawsze bywało. Cherlawo. Mamy więcej nośników informacji; on miał tylko swoją pamięć. Czy jesteśmy szczęśliwsi? Ufniej patrzymy w przyszłość? Pytania, pytania, pytania... Korowody, litanie, łańcuchy pytań. Których mistrzem jest Kapuściński.
Oto buntowniczy Babilon przygotowuje się na wypadek długotrwałego oblężenia króla Persów, Dariusza. Pierwszorzędne znaczenie będzie miała żywność. Uradzono, że oprócz matek, każdy Babilończyk zachowa sobie jedną kobietę, a resztę się udusi „aby nie zjadały zapasów”. Kapuściński pyta, czy Herodot zdawał sobie sprawę z rozmiarów hekatomby. Na uduszenie skazano - pisze - „kilkadziesiąt tysięcy kobiet - żon, córek, sióstr, babć, kuzynek, ukochanych dziewczyn”. I tu w ruch puszcza swoją słynną machinę wytwarzającą pytania. Jaki był mechanizm podjęcia tej decyzji? Czy mężczyźni dotrzymali tajemnicy milczenia?

Na przykład


„A potem? Potem wszystkie zebrali razem i udusili. Więc był jakiś punkt zborny, na który wszyscy musieli się stawić i gdzie odbyła się selekcja. Potem te, które miały żyć, szły na jedną stronę, a te drugie? Byli jacyś strażnicy miejscy, którzy brali podstawiane im dziewczynki i kobiety i po kolei je dusili? Czy też mężowie i ojcowie musieli dusić sami, tyle że na oczach wyznaczonych sędziów, którzy nadzorowali egzekucję? Panowało milczenie? Rozlegały się jęki? Ich jęki? Ich błagania o życie dla niemowląt, dla córek, dla sióstr? Co potem zrobiono z ciałami? Z dziesiątkami tysięcy ofiar? Bo godziwy pochówek to warunek dalszego spokojnego życia, inaczej duch zgładzonych powróci i będzie dręczyć po nocach. Czy odtąd noce Babilonu przerażały mężczyzn? Budzili się? Nawiedzały ich koszmary? Nie mogli spać? Czuli, że demony chwytają ich za gardła?”. (str. 125-126)
Łańcuchy pytań, na które nie ma i nie będzie odpowiedzi.

Ty jesteś Herodotem!


Ale bez pytań nie ma życia. Pytania - skądinąd - stawiają nieliczni. Ludzie nastawieni są zazwyczaj ksobnie. „Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności, aby patrząc - nie widzieć, aby słuchając - nie słyszeć”. Ktoś taki jak Herodot jest wyjątkiem od tej reguły. Mimo wszystko nie wiemy na pewno, co go, co człowieka ciągnie w świat. „Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić - to jedna z konkluzji Kapuścińskiego - jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia. Herodot jest tego przeciwieństwem”.
Nie jestem naczyniem pełnym pewności. Jedno wszak wiem na pewno. Ryszardzie! Ty nie jesteś wypalonego serca! Ty jesteś Herodotem!

Tadeusz Skutnik

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.