Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3255 miejsce

Kara śmierci bez wpływu na przestępczość

Wpływ taki ma wykrywalność przestępstw, szybkość działania wymiaru sprawiedliwości, a także w jakimś sensie długość wyroków, struktura wiekowa ludności, statystyka i biurokracja.

fot. Kamil Jóźwiak, Ekspress Ilustrowany Kara śmierci nie ma żadnego wpływu na przestępczość. Podstawowym czynnikiem wpływającym na bezpieczeństwo obywateli jest wykrywalność przestępstw. Gdyby wykrywalność była pełna, zapewne 3 lata więzienia odstraszałyby równie skutecznie, jak kara główna. Nawet narkoman na głodzie nie dokonuje napadu rabunkowego na oczach umundurowanego patrolu policji. Raczej idzie za róg, w nadziei, że tam mu się rabunek uda i umknie z łupem.

Drugim istotnym czynnikiem jest szybkość wymierzania kary. Trudno w to uwierzyć, ale działa tu w skali masowej czynnik, który powinien mieć znaczenie tylko dla chorych na Azheimera. Po upływie pewnego czasu, przestępca przyzwyczaja się do bezkarności. Jeśli po tym czasie zostanie ukarany, nie traktuje tego jako sprawiedliwej odpłaty, ani nawet porażki w grze ze stróżami prawa, ale jako nieuzasadnioną represję aparatu państwowego. Kara wymierzona zbyt późno jest już tylko zemstą, a nie czynnikiem odstraszającym na przyszłość.

Wysokość wyroków

W powszechnej opinii społecznej czynnikiem zapobiegającym przestępczości jest wysokość wyroków ferowanych przez sądy. Nie jest oczywiste, czy wysokie wyroki zmniejszają przestępczość, ale chyba rzeczywiście chronią przed nią obywateli. Na czym polega ten paradoks? Otóż ludzie zamknięci w więzieniach (a także kacetach, gułagach, poprawczakach itd.) prawdopodobnie nadal łamią prawo, popełniając np. wielokrotnie więcej gwałtów. Ale ich ofiary też są za kratami, więc ludzie po tej stronie więziennych murów są naprawdę bezpieczniejsi.

Długość wyroków chroni zwykłych obywateli także ze względu na pewne interesujące zjawisko demograficzne. Przestępstwa, zwłaszcza z użyciem przemocy, popełniają głównie mężczyźni, w wieku od lat kilkunastu do trzydziestu kilku. Jeśli ten niebezpieczny wiek spędzą za kratkami, nie będą w tym czasie szkodzić obywatelom na wolności, a później będą mniej skłonni do przestępstw. Nie ma to wiele wspólnego z wychowaniem więziennym. Ich koledzy – przestępcy – którzy nigdy nie zostali schwytani, z wiekiem też staną się mniej niebezpieczni.

Statystyka i biurokracja

Wskaźniki przestępczości oblicza się dzieląc liczbę ujawnionych przestępstw przez liczbę ludności. Liczba ludności jest czynnikiem obiektywnym, liczba przestępstw – nie. Jeśli do kodeksu karnego dopiszemy palenie marihuany – gwałtownie wzrośnie liczba przestępców uprawiających ją w doniczkach, sprzedających, przynoszących na imprezy i pociągających podawanego w kółku jointa. Jeśli z kodeksu karnego wykreślimy ten paragraf, zniknie nie tylko ogromna kategoria urojonych, ale i pewna liczba prawdziwych przestępców: gangsterów, wymuszających haracze oraz pracowników aparatu ścigania, biorących łapówki od posiadaczy marychy i ich rodziców.

Poziom przestępczości zależy także od tego, jakimi metodami oceniana jest policja. Jeśli policja oceniana (premiowana, odznaczana) jest za wykrywalność przestępstw, będzie skłonna (zwłaszcza pod koniec okresu sprawozdawczego) katować pijaczka złapanego na włamaniu do kiosku ruchu tak długo, aż skona lub przyzna się do skoków na trzy sklepy jubilerskie. Jeśli policja premiowana jest za poziom przestępczości, swoją niechęć skieruje raczej na ofiary, psujące swoimi zgłoszeniami statystykę. Każdy kto w ostatnich dziesięcioleciach składał (usiłował składać) zawiadomienie o przestępstwie, potrafi domyślić się, według jakich zasad oceniani są polscy policjanci.

To tylko demagogia

Wszyscy zajmujący się zawodowo walką z przestępczością doskonale o tych mechanizmach wiedzą. Są to zresztą rozważania czysto teoretyczne. Kara śmierci nie zostanie w Polsce przywrócona ze względu na podpisane traktaty międzynarodowe. Traktaty można niby wypowiedzieć, ale konsekwencje tego byłyby przerażające. Czy ktoś potrafi wyobrazić sobie zniesienie we współczesnej Polsce np. dopłat unijnych dla rolników?!

Dlaczego więc rozmaici politycy i profesorowie prawa głoszą publicznie konieczność przywrócenia kary śmierci? Chodzić może tylko o jedno – o popularność. Popularność nawet nie wśród wszystkich obywateli, ale wśród najmniej wykształconej ich części – prostaczków ubogich duchem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

w. rewizjonista
  • w. rewizjonista
  • 27.11.2011 05:55

likwidujmy przyczyny patologii - tak jest - zlikwidujmy małe dzieci - zwalczymy pedofilię!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
w. rewizjonista
  • w. rewizjonista
  • 27.11.2011 05:55

likwidujmy przyczyny patologii - tak jest - zlikwidujmy małe dzieci - zwalczymy pedofilię!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
anita majewska
  • anita majewska
  • 24.09.2010 10:58

byłoby sprawiedliwiej żeby była kara śmierci dla zwyrodnialców , bo taki morderca wie że dostanie jeść pójdzie na siłownię itp. a po jakimś czasie go wypuszczą to jest chore , jak każą sędziowie to można dowiedzieć się z mediów np.maltretowanie i znęcanie się nad dziećmi i rodziną grozi do 5 lat więzienia ,tylko aż 5lat a powinno być co najmniej 10-15 , te bestie powinny dostać górną granicę kary bez wcześniejszego wyjścia na wolność a wydawane są wyroki w zawieszeniu ,co się dzieje dalej wiadomo tylko nie wie tego sąd.jestem zbulwersowana jak wielu polaków ,ludzie a szczególnie dzieci powinny być bezpieczne w tym kraju ,ja mam odczucie że jest inaczej co na to minister sprawiedliwości

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.02.2008 20:26

Post-demokracja a kara śmierci



Zniesiemy karę śmierci wówczas, kiedy przestaną wymierzać ją społeczeństwu bandyci!



Państwo, w którym władzę najwyższą reprezentuje prawo, a nie nieodpowiedzialna samowola, wydaje się państwem praworządnym. Moraliści i ci z nas, którzy nie godzą się z ideologicznym dogmatem, że o prawdzie decyduje większość albo, że prawda jest relatywna i historycznie przygodna, często postulują, aby zbadać pod kątem moralnym obowiązującą i/lub głoszoną przez państwo ideologię; w ten sposób zbada się nie tylko czy państwo jest praworządne, ale również czy jego polityka jest moralna. Moraliści uważają bowiem, że należałoby zjednoczyć, a nawet zrównać politykę z moralnością, tak aby głoszone przez państwo szczytne ideały nie były pustą, zgoła przedwyborczą retoryką. Prawo powinno według nich wynikać z nakazów i norm moralnych utwierdzonych doświadczeniem czerpanym z żywej tradycji, a człowiek, w tym i polityk, kierować się powinien wynikającymi zeń niezbywalnymi obowiązkami, przejawiać gotowość do czynienia dobra na płaszczyźnie społecznej. Niestety, dziś króluje relatywizm i agnostycyzm, zaś religia nie stanowi już dla mas horyzontu sensu. Dzisiejszy człowiek stara się usilnie o to, aby tradycyjne normy moralne nagiąć do aktualnych obyczajów; w ten sposób za jednym zamachem pozbawia on normy prawne kryteriów wartościowania. Przestrzegał przed tym już Monteskiusz (1689-1755) zauważając, że rządzą nami obyczaje. Ostrzegał i Leo Strauss (1899-1973): Jeśli nasze zasady nie mają innego uzasadnienia oprócz naszego ślepego wyboru, wówczas dopuszczalne jest wszystko, czego człowiek się podejmie... Liberalny relatywizm ma swe korzenie w tradycji tolerancji lub w idei, że każdy człowiek ma naturalne prawo do subiektywnie pojętego szczęścia, lecz liberalny relatywizm sam w sobie jest zarodkiem nietolerancji. Gdy uświadomimy sobie, że zasady naszego postępowania nie mają już innego oparcia, jak tylko ślepy wybór, wówczas już nie będziemy w nie wierzyć. Nie możemy już szczerze postępować według nich, nie możemy już odtąd żyć jako istoty odpowiedzialne. Chcąc żyć, musimy zagłuszyć łatwo zresztą milknący głos rozsądku, który mówi nam, że nasze zasady są, same w sobie, tak samo dobre czy złe jak jakiekolwiek inne zasady. Im więcej będziemy rozwijać nasz umysł, tym łatwiej będziemy kultywować nihilizm; będziemy się także stawać coraz mniej lojalnymi członkami społeczeństwa. *) Warto też pamiętać, że – jak powiada Russell Kirk – „prawa wyrastają z porządku społecznego”**) (a nie na odwrót!). Jaki jest ten porządek? Wszyscy stykamy się z nim codziennie… Ma on już swą nazwę: system post-demokratyczny. Czy wobec szybkiego przyrostu wiedzy naukowej, postępu technologicznego i materializmu mającego przynosić ludziom komfort, a nie sens (taka jest istota liberalnej ideologii wzmacnianej przez rynek, reklamę, marketing), wobec nieustannego „odczarowywania świata” (desakralizacja, sekularyzacja), prawdziwa kultura, czyli sfera uwypuklająca wartości duchowe, moralne i estetyczne, coś w ogóle znaczy? Czy w zgiełku kultury dla wykorzenionych ze wspólnoty ludzkiej mas jej głos jest gdziekolwiek jeszcze słyszalny i znaczący? Dyskusja, której tematem są wartości moralne i ich niezbędność dla krzewienia etyki w życiu społecznym, politycznym, czy gospodarczym, jak każda refleksja krytyczna, nigdy nie jest pozbawiona sensu. Obowiązujący porządek prawny nie może być przecież celem samym w sobie. Wydaje się to oczywiste. Niestety, poważnego i krytycznego dyskursu nie uświadczy się w większości współczesnych komercyjnych masmediów (należących już zresztą w sporej mierze do korporacyjnej i kosmopolitycznej, bezideowej oligarchii). Media te nie widzą nic atrakcyjnego w staraniach o wyrabianie wrażliwości społecznej opartej na znajomości skarbca tradycji i porównawczej analizie zagadnień współczesnych, w zabieganiu o to, aby poczucie godności człowieka (powodowane motywacją moralną) nie kolidowało z aktualnie pojmowaną sprawiedliwością, obowiązkiem czy obywatelskim poszanowaniem ładu społeczno-politycznego. Dla mediów byłaby to niewątpliwie strata czasu (czyt. – pieniędzy, które mogą bez najmniejszego intelektualnego wysiłku zarobić na reklamie). Czy więc wszyscy już za swe credo (nie tylko rynkowe) przyjęli „dążenie do tego, by żyć bez podporządkowania się jakiejkolwiek moralności” (Ortega y Gasset, 1883-1955)? Czy współcześni ludzie – jak twierdzi Gasset – wybijają się na wolność jedynie za cenę zburzenia tego wszystkiego, co stanowi dorobek wielowiekowej kultury? Czy mamy do czynienia z kryzysem cywilizacji w jej dotychczasowej treści i formie? Niestety tak; politycy, szefowie koncernów gospodarczych i medialnych, dla których liczy się przede wszystkim osiąganie władzy i zysków, uważają, że polityka i moralność to dwa obce wobec siebie i nieprzystawalne światy, a nawet, że świat polityki z „oczywistych względów” powinien górować nad światem norm moralnych. Najwidoczniej wyżej wymienione cele mają uświęcać środki przedsiębierne przez owe grupy (podobnie jak jedynym zadaniem nauki stało się poszukiwanie coraz to doskonalszej technologii, bez względu na to, jakiemu celowi miałoby to służyć). Ci, którzy uważają światy moralności i polityki za wrogie sobie nawzajem obozy, którzy są przekonani, że konflikty należy rozwiązywać kierując się zasadą mniejszego zła (co nazywają realizmem politycznym!), to współcześni uczniowie Rousseau i Machiavellego, których zastępy wydają się nieprzerwanie rosnąć. Ich jedyną świętością jest aktualna umowa społeczna (jakakolwiek by ona nie była), bo jak powiada Machiavelli: gmin liczy się tylko z pozorami. Dobry obywatel to ten, który wolę państwa bezkrytycznie utożsami z samym prawem i nie będzie zadawał trudnych pytań! Warto przy okazji zauważyć, że ów makiaweliczny kompleks polityczno-oligarchiczny – który już nie potrzebuje państwa, ani narodu do swych globalnych interesów – ograniczając swobodę dostępu do mediów intelektualistom krytykującym ten stan rzeczy, zrównuje ich w tym ograniczeniu z osobami otwarcie nawołującymi do rebelii, a więc do obalenia rządu i konstytucyjnego czy publicznego porządku. Mimo wolności słowa i braku cenzury ktoś jednak pilnuje ideologicznego status quo… W tej sytuacji rodzi się pytanie o istotę takiej demokracji (obywającej się bez wartości moralnych!), a ściślej o to, komu ona służy? Jest to pytanie zasadne, bowiem demokracja pozbawiona wartości staje się łatwo się pożywką dla ukrytego lub jawnego totalitaryzmu. Nie wierzysz Czytelniku? Napisz krytyczną recenzję płyty, książki, filmu etc., i spróbuj ją opublikować w prasie głównego nurtu… A teraz prześledźmy problem systemu post-demokratycznego (i jego społeczną wartość) na przykładzie kary śmierci. Europejskie państwa zniosły tę karę. Dlaczego to uczyniły? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta: państwo najwyraźniej uważa, że jego dobro jest ważniejsze od dobra obywateli, i że bytowi struktury państwowej oraz egzystencji rządzących elit nie zagrażają zbrodnie, ciężkie przestępstwa i w ogóle łamanie prawa „na dole”. Krótkowzroczna to opcja: nie biorąca pod uwagę faktu, że brak najwyższej kary za najwyższe przestępstwa, czyli nie wymierzanie sprawiedliwości, jest również destrukcyjne dla państwa, tylko odłożone nieco w czasie! Wyobraźmy więc sobie, że kara śmierci w Polsce istnieje, a ktoś domaga się jej zniesienia. Najpierw odpowiadamy mu tak oto: zniesiemy karę śmierci wówczas, kiedy przestaną wymierzać ją społeczeństwu bandyci! A następnie argumentujemy za jej utrzymaniem w poniższy sposób. Kiedy nie istnieje państwo, czyli wspólnota polityczna, której porządek oparto na jasno określonych normach moralnych w postaci prawa i egzekwujących je organach sprawiedliwości, człowiek (żyjący w stanie natury) ma prawo wymierzać karę śmierci w sytuacji obrony koniecznej (a więc prawomocnej), kiedy zagrożone jest jego życie. I jedynie wtedy. Jest on tu wówczas jedynym rozstrzygającym i suwerennym sędzią. A także wykonawcą kary. W stanie natury ludzie są – niestety – w stanie wojny „każdego z każdym”. Kiedy ludzkość wyszła ze stanu natury i powstały nowożytne państwa, człowiek swe naturalne prawo przekazał i pozostawił państwu, które ma być teraz jego wykonawcą, a człowiek stał się – najpierw poddanym, później obywatelem. Państwo stosuje więc przemoc wobec naruszających prawo, lecz jest to przemoc prawomocna, z korzyścią dla nas. Represywne i karzące gesty państwa mają niejako kompensować nasze powstrzymanie się od wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Kara śmierci staje się czymś w rodzaju leku “homeopatycznego”; śmiertelną chorobę, jaką byłaby „wojna wszystkich z wszystkimi” (konfliktowa jest niestety ludzka natura), leczy się stosując niewielką dawkę jej samej, lecz ku dobru wspólnemu, jakim jest bezpieczeństwo i pokój społeczny (ich zapewnienie to niezbywalny obowiązek państwa wobec obywateli!). Ergo: kara śmierci jest potrzebna, sensowna i prawomocna! Zbrodniarz powinien wiedzieć, co go czeka! A ponieważ wielu z nich działa w warunkach recydywy, społeczeństwo odetchnie z ulgą czując się mniej zagrożone. Czy istnieje jakiś sensowny powód, dla którego mielibyśmy się cackać z rakiem? Jeśli ktoś ma nadal wątpliwości, niech posłucha, co na ten temat mówi Katechizm Kościoła Katolickiego: „Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi” (tamże, str. 514). Pobłażliwość wobec przestępców nie jest miłosierdziem, a pozbawioną instynktu samozachowawczego głupotą. Współczesne państwo ma nonsensowne wymagania: chce, abyśmy wyrzekli się w dużym stopniu także obrony własnej, a nawet ryzykowali utratę życia (czego naturalnie nikt z nas nie zaakceptowałby w stanie natury)! Ryzyko śmierci w świecie oczywiście istnieje, lecz odmawiając wykonywania kary śmierci, państwo jednostronnie zrywa zawartą uprzednio umowę, a jedyną osobą, którą państwo od ryzyka śmierci chce uchronić jest… zbrodniarz! Mamy więc prawo czuć się zdradzeni! Państwa europejskie zerwały dotychczasową umowę społeczną i zwolniły się z jej egzekwowania! Czyżby czuły się wyłączone z obywatelskiej wspólnoty, która przywrócenia kary śmierci masowo się domaga? W czyim interesie, na rzecz czyich korzyści w takim razie działają? Zwróćmy też uwagę na inną rażącą niesprawiedliwość: państwo domaga się od porządnego obywatela, aby w obronie państwa ryzykował życie, a nawet ginął za nie (pomyślmy też o polskich żołnierzach, którzy zginęli w Iraku!), a najgorszy zbrodniarz nie może być prawomocnie stracony z jego ręki! Czy przeciwnik kary śmierci uważa, że to sprawiedliwe? Państwa zdają się być jednak świadome tego rozdźwięku: rezygnują zwolna z powszechnego poboru i obowiązku służby wojskowej na rzecz armii zawodowej! Mała to pociecha, choć równie ważne jest bezpieczeństwo zewnętrzne państwa. Ale co z bezpieczeństwem wewnętrznym, o zniewieściali Europejczycy – polityczne hostessy zbrodniarzy, bo nie każdy z nas porusza się przecież z wieloosobową obstawą, mieszka w chronionych domach rządowych? Czy rozsądna jest polityka państwa, które, owszem, wszelkie wysiłki koncentruje na walce z terroryzmem, tyle, że wyłącznie zagranicznym, zostawiając krajowy terroryzm w świętym spokoju? Coraz trudniej znaleźć rozsądek w systemie post-demokratycznym… a także prawdę, dobro i piękno!

Eugeniusz Obarski



*) L. Strauss, Prawo naturalne w świetle historii, Warszawa, 1969, tłum. T. Górski.
**) Russell Kirk (1918-1994), autor książki The Conservative Mind: From Burke to Eliot, cyt. w: Brad Miner Zwięzła encyklopedia konserwatyzmu. Osobiste spojrzenie, Zysk i S-ska, Poznań (b.d.).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Twierdzenie zawarte w tytule przypomina mi inne - premiowani pracownika nie ma wpływu na jego wydajność pracy i jakość. Pewne tezy są tak jawnie nieprawdziwe, że aż zdumiewająco są przyjmowane bez oporu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Nawet narkoman na głodzie nie dokonuje napadu rabunkowego na oczach umundurowanego patrolu policji. Raczej idzie za róg, w nadziei, że tam mu się rabunek uda i umknie z łupem.*
Racja. Ale ile by to kosztowało? Można obliczyć, ile by kosztowało utrzymanie np. dodatkowych stu tysięcy policjantów. I zabójstw byłoby pewnie nieco mniej, ale byłyby. Nie ma państwa, które by zabezpieczyło ludek przed przestępcami. Są natomiast kraje, w ktorych jest niewielu złodziei i pedofilów. Zapytajcie - jakie to kraje i co robią tamże...

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Popularność nawet nie wśród wszystkich obywateli, ale wśród najmniej wykształconej ich części – prostaczków ubogich duchem.* - w USA masa prostaczków wali na przedstawienia pt. wykonywanie kś. najwiecej prostaków zjawiło się na widowisko z udziałem wysadzacza budynku w Oklahoma City. Ludek zawsze chiał igrzysk, zatem dajmy mu to - zwłaszcza że pod hasłem walki o sprawiedliwsze państwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Autorze - gdyby za rozbicie wiaty groziła publiczna chłosta oraz zapłacenie podwójnej wartości szkody) to byłoby więcej całych wiat. Owszem, wielu mydłków (adrenalina!) pewnie by dodatkowo zbiła wiaty, ale po ujęciu i wrzepieniu batów - byliby wzorowymi obywatelami. Do tego służba wojskowa (bez fali), ale solidna i mamy mężczyznę! Gdyby za kradzież miliona złotych groziła kś. to nie byloby tylu afer. Mniejsze bezrobocie, mniej samobójstw na tle utraty pracy. I tego jestem pewien. Ale nie oznacza to, że jestem zdecydownym zwolennikiem kś. Teraz jestza późno! Teraz juz wiemy, że jej nie wprowadzimy. Teraz jesteśmy przyzwyczajeni, że nas okradną a my tylko posadzimy na parę latek super nawet złodzieja. Teraz jest po ptakach. Natomiast jestem pewien, że gdyby po obaleniu komuny zaostrzono wyroki (kś. za przestępstwa gospodarcze) to byłoby w Polsce znacznie lepiej. Kosztem tylko paru ludzi. A ilu ludzi ginie codzinnie na szosach, bo nie stać nas na autostrady? Można porównać liczbę ofiar w Niemczech i u nas. Różnica jest kosztem wynikającym z biedy naszego Narodu, zaś owa bieda jest częściwo spowodowana okradaniem tegoż Narodu. Można matematycznie obliczyć - ilu nieweinnych Polaków ginie na szosach. Dlaczegóż miałbym się przejmować skur. którzy dostali kś. po wyłudzeniu np. 100 mln nowych zł? Bo jestem chrześcijaninem? Codziennie czytam chrześcijan (Onet), którzy za gwałt lub zabójstwo odarliby gościa do gołych kości...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kara śmierci jest przeżytkiem w Europie i niestety, ale powoduje lekceważenie Temidy. Wystarczy spytać rodziny ofiar oraz samych przestępców, czy baliby się wykonania kś?
Szerzenie dobra zamiast zła jest zwykłym piepszeniem filozofów. Trzeba skończyć z przymykaniem oka na zło! Przestępcy gospodarczy powinni być unicestwieni! A kryminalni jak Bóg da!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podpisuję się obiema rękami pod powyższym tekstem, co nie stoi w sprzeczności z moim przekonaniem, że kara śmierci powinna istnieć. Rzeczywiście niewiele dobrych wiadomości przekazują nam media, epatują nas złem, ale myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że dobro istnieje na świecie. Dlaczego wydaje się nieciekawe? Bo żyjemy w dziwnych czasach, gdy nie docenia się autorytetów, gdy wszelkimi sposobami ucisza się sumienia, gdy w modzie jest relatywizm wartości i podnoszenie poziomu adrenaliny najprymitywniejszymi sposobami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.