Pozycja materiału w rankingach:
Sobotnie przedpołudnie. Przed jednym z nadmorskich hoteli od kilku godzin licznie gromadzą się przyszłe gwiazdy srebrnego ekranu. Kobiety, mężczyźni, dzieci - bez względu na wiek czy status społeczny - wszystkich zgromadził tu jeden cel - zagrać w reklamie.
Za kilka minut rozpocznie sie przesłuchanie - to synonim słowa casting. Szybko jednak okazuje się, że zarówno jedno jak i drugie określenie nie pasuje do sytuacji.
Całe wydarzenie okazuje się być naborem do banku twarzy - czymś, co z castingiem na niewiele wspólnego.
To nowa informacja dla zebranych w trójmiejskim hotelu. Spora część myślała, że przyszła wziąć udział w castingu do konkretnej reklamy.
Po oswojeniu się z nową sytuacją, pozostaje zająć miejsce i czekać na swoją kolej.
Uczestnicy castingu wchodzą pojedynczo, każdy spędza w ,,pokoju przesłuchań'' kilka minut - część wychodzi już z podpisaną umową, inni dostają umowę do ręki, by zapoznać się z warunkami ,,na spokojnie''.
Od wychodzących, czekający w holu dowiadują sie co chwilę nowych szczegółów - trzeba zapłacić trzydziesci złotych - rzuca ktoś, wychodząc szybkim krokiem z ,,pokoju przesłuchań''.
Istotnie, żeby wziąć udział w ,,castingu'' (czyt. - zapisać się do banku twarzy), należy wnieść opłatę w wysokości 30 zł - to, jak twierdzą organizatorzy, koszt sesji, którą przeprowadzają (dwóch zdjęć) oraz utrzymania internetowej bazy danych klientów.
Dopiero informacja, że za przystąpienie do banku twarzy trzeba płacić, skłania część osób do zasięgnięcia szerszych informacji - zebrani otrzymują ulotki z zamieszczonymi szczegółami współpracy. Z folderu można wyczytać, że koszt sesji (dwóch zdjęć) to jedyna opłata, jaką ponoszą klienci z tytułu reprezentowania ich przez agencję X. Jednak czytający nie zwraca na nią uwagi w pierwszej kolejności. To co od razu przykuwa uwagę, to wydrukowana pogrubioną czcionką kwota 3 tys zł, czyli jak zapewniają właściciele banku, minimalna kwota pierwszego kontraktu, jaką otrzyma ich klient, jeśli tylko pozwoli się reprezentować.
Ten mocny argument przekonuje większość przybyłych.
Większość, lecz nie wszystkich.
– Nie zamierzam płacić tym naciągaczom - mówi mi 20-letnia Sylwia. Dziewczyna od kilku lat zajmuje się modelingiem i zna realia. Wie, że początkujący za pierwszą prasową reklamę nie otrzyma więcej niż 1500 zł, a dziewczyna z okładki nie zarobi kwoty przekraczającej 400 zł. Wie również o tym, o czym uczestnicy ,,castingu'' przeczytają w ostatnim paragrafie umowy - o prowizji, jaką pobiera agencja od każdego kontraktu.
– Oni wykorzystują naiwność ludzi - mówi dalej Sylwia. – Profesjonalne agencje aktorskie nie pobierają żadnych opłat za umieszczanie zdjęć w bazie danych.
Zobacz także:
Artykuły
(8)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Miłosz Sakowski 23.11.2006 19:11
Mirnal, nie chodzi o wysokosc kwoty ( jak napisał kolega PrZemAs88, niektore agencje rządają nawet 100 PLN ), ale o to co agencja w zamian oferuje - sęk w tym że przeważająca większość takich imprez, kończy się dla ,, kastingowej łajzy '' w momencie podpisania umowy (czyt. wpłacenia gotówki ) . Kwestia punktu widzenia, czy 30 zl to dobra cena za kilka tygodni nadzieji, która w 99% okazuje się być płonną. Spora cześć takich firm ogranicza swoją działalność do ,, objazdowych castingów '' , dlatego lepiej zastanowić się nad poważną, sprawdzoną agencją lub za te pieniądze wybrać się do kina...
Dziekuje za tak szczegółowe odniesienie się do tekstu : ) pozdrawiam
Mir Nalezińskí 23.11.2006 15:00
Jeśli firma nie podała na afiszach lub ulotkach o tych 30 zł, to nieładnie. Ale sama kwota nie jest szokująca - każdy może (choć raz w życiu) iść na zrobienie zdjęć i wejście do bazy. Co ma za to? Ma dwa zdjęcia w internecie, które przecież może sobie ściągnąć do archiwum, ma kilkugodzinna przygodę (zobaczy nowe zjawisko, przejdzie się po mieście i pozna nowych ludzi), żyje pewien czas nadzieją na sławę, a w razie powodzenia - ma kontrakt. To chyba sporo za 30 zł. Tyle co za dwa filmy w kinach, a filmów ogląda w życiu dziesiątki i mało będzie na starość pamiętał...
Ponadto - nie ma przymusu. Jeśli bank pisze małym druczkiem, że odsetki to 20,45% rocznie to jest dopiero skandal, bowiem inflacja wynosi parokrotnie mniej. I tym powinna zająć się prokutarura, bo to bije w podstawy gospodarki Państwa i jest lichwiarstwem! A też nie ma przymusu.
Sylwia jest obeznana i nie zamierzała płacić 30 zł, ale pewnie kiedy zaczynała karierę to musiała jakieś ustępstwa poczynić (choćby finansowe), bowiem w tej branży to nie ma tak za nic... Przeciętna kastingowa łajza nie narzeka na opłatę 30 zł (ja jako ta łajza bym nie narzekała). Ta sama Sylwia nie ma pretensji, że agencja pobiera aż 20% od ewent. kontraktu?
Artykuł dobry, bowiem pierwszy raz ktoś tym tematem się zajął.
Ania Dragańska vel Dragan-Tomczak 23.11.2006 14:27
świetny pomysł na artykuł,który również wyszedł świetnie ;-)
(+)
Przemysław Styrna 23.11.2006 11:36
Super tekst. Takie agencje organizujące castingi często można spotkać np. w centrach handlowych. Trzydzieści złotych, które trzeba wpłacić w opisywanej przez Ciebie firmie to nie jest jeszcze duża kwota. Pamiętam jak w umowie jednej z firm była mowa o kwocie 100 złotych przed sesją i 100 złotych w przypadku podpisania kontraktu...naciąganie ludzi. Są jednak firmy profesjonalne, które również pobierają opłaty nawet do 50 złotych! Szkoda, że nie wspomniałeś tutaj o takich firmach. Pozdrawiam