Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23867 miejsce

Kariera za trzy dychy, czyli casting po polsku

Sobotnie przedpołudnie. Przed jednym z nadmorskich hoteli od kilku godzin licznie gromadzą się przyszłe gwiazdy srebrnego ekranu. Kobiety, mężczyźni, dzieci - bez względu na wiek czy status społeczny - wszystkich zgromadził tu jeden cel - zagrać w reklamie.

Przyjdź na casting - zostań gwiazdą reklamy! Szukamy każdego! - od kilku tygodni zwiastowały kolorowe plakaty na drzewach, przystankach i słupach. Nie dziwi zainteresowanie - przyszedł ,,każdy".

fot. Przemek BrzoskowskiZa kilka minut rozpocznie sie przesłuchanie - to synonim słowa casting. Szybko jednak okazuje się, że zarówno jedno jak i drugie określenie nie pasuje do sytuacji.

Całe wydarzenie okazuje się być naborem do banku twarzy - czymś, co z castingiem na niewiele wspólnego.

To nowa informacja dla zebranych w trójmiejskim hotelu. Spora część myślała, że przyszła wziąć udział w castingu do konkretnej reklamy.

Po oswojeniu się z nową sytuacją, pozostaje zająć miejsce i czekać na swoją kolej.
Uczestnicy castingu wchodzą pojedynczo, każdy spędza w ,,pokoju przesłuchań' kilka minut - część wychodzi już z podpisaną umową, inni dostają umowę do ręki, by zapoznać się z warunkami ,,na spokojnie'.

Od wychodzących, czekający w holu dowiadują sie co chwilę nowych szczegółów - trzeba zapłacić trzydziesci złotych - rzuca ktoś, wychodząc szybkim krokiem z ,,pokoju przesłuchań'.

Istotnie, żeby wziąć udział w ,,castingu' (czyt. - zapisać się do banku twarzy), należy wnieść opłatę w wysokości 30 zł - to, jak twierdzą organizatorzy, koszt sesji, którą przeprowadzają (dwóch zdjęć) oraz utrzymania internetowej bazy danych klientów.

Dopiero informacja, że za przystąpienie do banku twarzy trzeba płacić, skłania część osób do zasięgnięcia szerszych informacji - zebrani otrzymują ulotki z zamieszczonymi szczegółami współpracy. Z folderu można wyczytać, że koszt sesji (dwóch zdjęć) to jedyna opłata, jaką ponoszą klienci z tytułu reprezentowania ich przez agencję X. Jednak czytający nie zwraca na nią uwagi w pierwszej kolejności. To co od razu przykuwa uwagę, to wydrukowana pogrubioną czcionką kwota 3 tys zł, czyli jak zapewniają właściciele banku, minimalna kwota pierwszego kontraktu, jaką otrzyma ich klient, jeśli tylko pozwoli się reprezentować.

fot. Przemek BrzoskowskiTen mocny argument przekonuje większość przybyłych.
Większość, lecz nie wszystkich.
– Nie zamierzam płacić tym naciągaczom - mówi mi 20-letnia Sylwia. Dziewczyna od kilku lat zajmuje się modelingiem i zna realia. Wie, że początkujący za pierwszą prasową reklamę nie otrzyma więcej niż 1500 zł, a dziewczyna z okładki nie zarobi kwoty przekraczającej 400 zł. Wie również o tym, o czym uczestnicy ,,castingu' przeczytają w ostatnim paragrafie umowy - o prowizji, jaką pobiera agencja od każdego kontraktu.

– Oni wykorzystują naiwność ludzi - mówi dalej Sylwia. – Profesjonalne agencje aktorskie nie pobierają żadnych opłat za umieszczanie zdjęć w bazie danych.

Faktycznie, jak udało mi się ustalić, agencje, cieszące się uznaniem i dobrą marką na rynku, nie pobierają opłat za podjęcie współpracy. Zyski czerpią jedynie z prowizji za zrealizowane kontrakty - z reguły nie przekracza ona 20 proc.
Profesjonalne agencje tym jednak różnią się od wyżej opisywanej, iż same decydują, z kim chcą podjąć współpracę, a z kim umowy nie podpiszą.
Agencja X nie odmawia nikomu - każdy zostanie umieszczony w banku twarzy, jeśli oczywiście wpłaci wymaganą kwotę 30 zł. Ostatecznie - ,,szukają każdego'.

Castingi takie jak ten, odbywają się w każdym z większych miast Polski kilka razy w roku - za każdym razem gromadzą rzesze nieświadomych klientów, stanowiących łatwy cel dla firm, zajmujących się wykorzystywaniem naiwnych marzycieli o sławie, pieniądzach i szołbiznesie...

Osobom, które poważnie zastanawiają się nad spróbowaniem swoich sił w reklamie, agentka jednej z większych agencji aktorskich w stolicy - Karolina Majewska radzi, by firmy godnej zaufania szukać w sieci, zwracając przede wszystkim uwagę na dotychczasowe osiągnięcia, zrealizowane projekty, wysokość prowizji oraz czy umowa z agencją zawiera klauzulę wyłączności w reprezentowaniu klienta. Pozwoli to ograniczyć ryzyko późniejszych kłopotów i rozczarowań.


***
Nie podałem nazwy firmy, by nie atakowac/demaskowac tej konkretnej instytucji, ale by przestrzec przed praktykami stosowanymi przez nią i wiele podobnych firm działających w całym kraju.

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

żądają* ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnal, nie chodzi o wysokosc kwoty ( jak napisał kolega PrZemAs88, niektore agencje rządają nawet 100 PLN ), ale o to co agencja w zamian oferuje - sęk w tym że przeważająca większość takich imprez, kończy się dla ,, kastingowej łajzy '' w momencie podpisania umowy (czyt. wpłacenia gotówki ) . Kwestia punktu widzenia, czy 30 zl to dobra cena za kilka tygodni nadzieji, która w 99% okazuje się być płonną. Spora cześć takich firm ogranicza swoją działalność do ,, objazdowych castingów '' , dlatego lepiej zastanowić się nad poważną, sprawdzoną agencją lub za te pieniądze wybrać się do kina...
Dziekuje za tak szczegółowe odniesienie się do tekstu : ) pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli firma nie podała na afiszach lub ulotkach o tych 30 zł, to nieładnie. Ale sama kwota nie jest szokująca - każdy może (choć raz w życiu) iść na zrobienie zdjęć i wejście do bazy. Co ma za to? Ma dwa zdjęcia w internecie, które przecież może sobie ściągnąć do archiwum, ma kilkugodzinna przygodę (zobaczy nowe zjawisko, przejdzie się po mieście i pozna nowych ludzi), żyje pewien czas nadzieją na sławę, a w razie powodzenia - ma kontrakt. To chyba sporo za 30 zł. Tyle co za dwa filmy w kinach, a filmów ogląda w życiu dziesiątki i mało będzie na starość pamiętał...
Ponadto - nie ma przymusu. Jeśli bank pisze małym druczkiem, że odsetki to 20,45% rocznie to jest dopiero skandal, bowiem inflacja wynosi parokrotnie mniej. I tym powinna zająć się prokutarura, bo to bije w podstawy gospodarki Państwa i jest lichwiarstwem! A też nie ma przymusu.
Sylwia jest obeznana i nie zamierzała płacić 30 zł, ale pewnie kiedy zaczynała karierę to musiała jakieś ustępstwa poczynić (choćby finansowe), bowiem w tej branży to nie ma tak za nic... Przeciętna kastingowa łajza nie narzeka na opłatę 30 zł (ja jako ta łajza bym nie narzekała). Ta sama Sylwia nie ma pretensji, że agencja pobiera aż 20% od ewent. kontraktu?
Artykuł dobry, bowiem pierwszy raz ktoś tym tematem się zajął.

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetny pomysł na artykuł,który również wyszedł świetnie ;-)
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super tekst. Takie agencje organizujące castingi często można spotkać np. w centrach handlowych. Trzydzieści złotych, które trzeba wpłacić w opisywanej przez Ciebie firmie to nie jest jeszcze duża kwota. Pamiętam jak w umowie jednej z firm była mowa o kwocie 100 złotych przed sesją i 100 złotych w przypadku podpisania kontraktu...naciąganie ludzi. Są jednak firmy profesjonalne, które również pobierają opłaty nawet do 50 złotych! Szkoda, że nie wspomniałeś tutaj o takich firmach. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst na plus.Tak trzymać ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swietny tekst:)Oczywiscie "+"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.