Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2847 miejsce

Karol Werner, DO 2013 Roku: Dzięki podróżowaniu wiem, że ludzie są dobrzy

- Podziwiam tych, którzy potrafią miesiącami odbywać samotne podróże, rowerowe tym bardziej. Siedzisz na siodełku 7 godzin dziennie, do nikogo się przez ten czas nie odzywasz. Oczywiście ludzie zaczepiają po drodze, czasem przystanie się na dłużej, porozmawia, zostanie na noc. Są to jednak tylko środki tymczasowe, jak na ironię pogłębiające samotność - opowiada o swojej pasji Karol Werner, Dziennikarz Obywatelski 2013 Roku.

 / Fot. Piotr SitnikLidia Raś: Karol Werner – student Politechniki Śląskiej, podróżnik, który wymyślił sobie, że świat będzie poznawał na rowerze, autor książki o wyprawie na Kaukaz i Bliski Wschód, której jeszcze nie ma, ale lada moment będzie. To kilka informacji, które wyczytałam na Twoim blogu. Kim jest Dziennikarz Obywatelski 2013 Roku wybrany głosami Kapituły Konkursu Wiadomosci24.pl?
Karol Werner: Wszystko powyższe się zgadza. Dodam, że poza książką, piszę także pracę magisterską (właśnie ją kończę!) i mam nadzieję obronić ją jeszcze przed wakacyjnym wyjazdem do Azji Środkowej. Poza tym mam chwile radości, zmartwienia i niepewności jak pewnie każdy człowiek w moim wieku.

Na blogu napisałeś też, że swoją przyszłość niekoniecznie wiążesz z kierunkiem studiów. Czy to znaczy, że podróżowanie i pisanie stały się konkurencją dla niego?
Wiesz jak to jest: ja swoje, życie swoje, ale dobrze mieć jakąś alternatywę. Faktycznie, jeśli udałoby mi się wyżyć z tego co robię teraz, albo chociaż zarobić na następne podróże, byłoby świetnie. Zobaczymy co się stanie po wydaniu książki. Czy ktoś ją w ogóle kupi, czy blog, który prowadzę, dalej będzie czytany. Za dużo zmiennych, żebym mógł tutaj cokolwiek prorokować.

Czym jest dla Ciebie podróżowanie?
Zdecydowanie oderwaniem się od szarej rzeczywistości. Poznawaniem ludzi, ich zwyczajów, kultur. Czasem też, ze względu na sposób przemieszczania się, pokonywaniem własnych barier i słabości. Często widząc kolejny długi podjazd już tak bardzo się nie chce jechać, nogi odmawiają posłuszeństwa, a zza kolejnej góry wyłania się nadchodząca ulewa. Ludzie jednak za każdym następnym zakrętem wynagradzają włożony w dotarcie do nich trud swoją bezinteresowną dobrocią, chęcią pomocy, czy najzwyklejszym uśmiechem i rozmową.

Jesteś podróżnikiem czy turystą?
Trudno to stwierdzić. Gdy zaczynałem swoje wyprawy, lubiłem gdy określano mnie mianem podróżnika. Bardzo obrastałem wtedy w piórka, duma mnie rozpierała. Jednak z biegiem czasu, ta klasyfikacja przestała już być tak ważna. W końcu zarówno ten podróżnik, jak i turysta, poznają świat, jeżdżą do tych samych krajów, widzą te same rzeczy. Zawsze jednak namawiam ludzi do organizowania sobie wyjazdów na własną rękę, bo to daje zupełnie inną perspektywę. Ale coraz dalszy jestem od kategoryzowania kto jest jeszcze turystą, a kto już podróżnikiem.

 / Fot. Karol WernerTwoje podróżnicze hobby zaczęło się od Alp w 2011 roku. Potem były Bałkany, Tatry, Zakarpacie Ukraińskie, Kaukaz i Bliski Wschód, Izrael i Palestyna… Czym się kierujesz w doborze kraju?
Tanimi liniami (śmiech - przyp. red.). A tak poważnie, to faktycznie kilka wyjazdów, choćby ten do Gruzji czy Izraela, było związanych z pojawieniem się tanich połączeń lotniczych tamże. Jednak nie jest to kryterium najważniejsze. Jakoś nie wiedzieć czemu, poza pierwszym wyjazdem w Alpy, zawsze pociągał mnie Wschód. Ma w sobie coś magicznego, coś co przyciąga i sprawia, że chce się tam wracać. Za miesiąc znowu tam lecę. Tym razem do Kirgistanu.

Jak się przygotowujesz do takiej wyprawy. Czym ona różni się, oprócz oczywiście środka lokomocji, od innych wypraw, choćby samochodowych czy takich nastawionych na przemieszczanie się lokalną komunikacją?
Nie wyobrażam sobie lepszego środka lokomocji w podróży niż rower. Jest wystarczająco szybki, aby przejechać 100 kilometrów dziennie, nie wymaga jakiejś ogromnej kondycji fizycznej, daje wielką swobodę w planowaniu trasy, no i jest lubiany przez wszystkich. Rower burzy bariery, pozbawia wątpliwości. Jest to bezsprzecznie najpopularniejszy pojazd na świecie. Przez wszystkich lubiany, przez wszystkich używany. Samochodowi czy nawet plecakowi zdecydowanie brakuje tego czegoś, co ma w sobie rower. Jeśli chodzi zaś o merytoryczne przygotowanie trasy, to bywa różnie. W ogóle nie wertuję żadnych przewodników, ani tym podobnych. Ograniczam się jedynie do blogów podróżniczych i wyszukiwarki zdjęć Google. Wpisuję po prostu Kirgistan, wertuję pierwsze 15 stron, zapisuję co ładniejsze widoki i tworzę według nich trasę. Nie oglądam jednak zbyt dużo. Zauważyłem, że im mniej widziałem zdjęć danego miejsca przed wyjazdem, tym większą radość z niego czerpię. Nie lubię też narzucać sobie zbyt wielu miejsc do zobaczenia, gdyż im mniej uda się później zobaczyć, tym większe rozczarowanie.

 / Fot. Karol WernerZdjęcie spowodowało kiedyś, że pojechałeś do irańskiej części Kurdystanu, do niesamowitego Palangan. Jak się miała konfrontacja rzeczywistości z wyobrażeniem tego miejsca na podstawie zdjęcia?
Przeglądanie zdjęć z danego kraju uznaję za jeden z ważniejszych etapów przygotowania do wyjazdu. Dzięki temu znalazłem już całkiem sporo ciekawych miejsc, nie tak bardzo popularnych, nieco schowanych na uboczu. Czasem można się rozczarować, jednak jeśli chodzi o Palangan, to wieś wygląda na żywo może nawet lepiej niż na owym zdjęciu. Zobaczenie tej zawieszonej na górze kurdyjskiej wioski, tych solidnych, kamiennych domów, było jednym z żelaznych punktów wyjazdu i ani trochę się nie rozczarowałem. Niesamowite miejsce, piękna okolica.

Sam też robisz zdjęcia.
Nie ukrywam, że lubię fotografię, a ludzie często pukają się w głowę widząc, jaki aparat i ile obiektywów wożę ze sobą. Może nie jest to sprzęt najwyższej klasy, ale jednak mała cyfrówka byłaby zdecydowanie lżejsza i wygodniejsza.

Zawsze jeździsz z kimś? Nie kusi Cię, by kiedyś spróbować samotnej wyprawy?
Koniecznie z kimś! Musi robić mi zdjęcia! (śmiech - przyp. red.). A tak poważnie, to dwa tygodnie jeździłem sam po Alpach, ponad tydzień także po Bałkanach. Może nie jest to wiele, ale jakieś wyobrażenie samotnego podróżowania zdążyłem sobie już wyrobić i stwierdziłem, że to raczej nie dla mnie. Podziwiam tych, którzy potrafią miesiącami odbywać samotne podróże, rowerowe tym bardziej. Siedzisz na siodełku 7 godzin dziennie, do nikogo się przez ten czas nie odzywasz. Oczywiście ludzie zaczepiają po drodze, czasem przystanie się na dłużej, porozmawia, zostanie na noc. Są to jednak tylko środki tymczasowe, jak na ironię pogłębiające samotność.

Także na najbliższą wyprawę: Pamir Highway – Kirgistan i Tadżykistan wybierasz się z dziewczyną poznaną w sieci, jak piszesz na blogu: „studentką medycyny, nieźle już zaprawioną w sakwiarskich bojach”.
Tak! Prawda jest taka, że towarzysza podróży najlepiej szukać w sieci. Małe jest prawdopodobieństwo, że znajdzie się ktoś chętny na wyjazd wśród znajomych na uczelni, czy w bliskim otoczeniu. Kilka razy zawiodłem się już i od tego czasu na trasy wyruszam z ludźmi poznanymi na forach internetowych i stronach podróżniczych. Zakręconych pozytywnie ludzi jest mnóstwo, czasem trzeba tylko dłużej poszukać.

Kapituła Konkursu uznała za najciekawszy Twój reportaż z Gruzji. To teraz modny kierunek. Co Cię zachwyciło w tym kraju? I „gdzie się podziały gruzińskie biesiady”?
Jeszcze raz bardzo dziękuję za nagrodę! Dobre pytanie. Przez długi czas myślałem, że gruzińskie biesiady są w odwrocie i zanikają wraz z napływem Polaków, tak natrętnie ich poszukujących. Gruzja to kraj bardzo otwartych i pomocnych ludzi, co często przyjezdni wykorzystują. W okresie wakacyjnym Gruzja praktycznie codziennie zalewana jest przez setki naszych rodaków przylatujących do Tbilisi czy Kutaisi. Myślę, że to kwestia czasu aż kraj ten straci swoją wyjątkowość i pójdzie w ślady Chorwacji, Czarnogóry. Chciałbym oczywiście, żeby nigdy nie straciła tego naturalnego piękna, jednak trudno się też dziwić, że ludzie tam żyjący często w biedzie, chcą lepszego życia. A jak wiadomo turystyka to łatwe, duże i kuszące pieniądze. Ale uspokajam: biesiady nadal są!

 / Fot. materiał nadesłanyOd dziennika i relacji z podróży, przechodzisz coraz bardziej w stronę reportażu. Ale to trudny gatunek. Czujesz, że odzywa się w Tobie reporterska żyłka? Chcesz iść w tym kierunku?
Pewno pod wpływem książek które czytam, może też nieco nieświadomie. Nie ukrywam, że lubię reportaże, uważam je za dużo ciekawszą formę aniżeli sucha relacja. Nie wiem na ile mi się to udaje, nie mnie to oceniać, ale zdecydowanie polubiliśmy się z reportażem.

Taki wniosek wyciągam, obserwując, jak wiele miejsca w tych tekstach zajmują ludzie osadzeni w konkretnej rzeczywistości. Nawet jedna z zakładek na blogu nosi tytuł „Ludzie są dobrzy”. Dużo piszesz o stereotypach, które trzeba łamać. Czujesz "misję edukacyjną"?
Ludzie są dobrzy. To pierwsze moje spostrzeżenie podczas podróży. Wbrew temu co pokazuje się w telewizji i internecie, wbrew stereotypom, ludzie są dobrzy! Żadna to misja z mojej strony. Zakładając blog miałem wrażenie, że zbyt rzadko pokazuje się świat przyjaznym, dobrym, a zdecydowanie za często złym, podłym i niebezpiecznym. Przecież ludzie z natury chcą żyć w spokoju, są dobrzy, nie ciągnie ich do wojen. Ja przynajmniej (może nieco naiwnie?) w to wierzę i jak do tej pory nie zawiodłem się.

Piszesz książkę… To spore wyzwanie. Czujesz, że to już TEN moment, żeby pisać?
A kiedy jest właściwy moment? Nie traktuję tego doświadczenia jako początku kariery pisarskiej. Ludzie często pisali na moim blogu, że chętnie przeczytaliby moją książkę. Po którejś takiej prośbie stwierdziłem, że warto spróbować. No więc piszę, a to, że znalazło się wydawnictwo, które chce ją wydać, cieszy mnie dodatkowo.

Z Twojego blogu wiem, że następny cel niepodróżniczy to „wygryźć Cejrowskiego z półek Empiku”! Ogromnie mi się ten zamysł podoba. Trzymam kciuki za to!
Kiedy to pisałem, traktowałem tę deklarację jako typowy żart. Nawet nie myślałem wtedy o książce. I choć w dalszym ciągu jest to żart, bo Pana Wojtka nikt nie wygryzie z empikowych półek, ale przynajmniej mogę teraz powiedzieć, że działam w tym kierunku (śmiech - przyp. red.).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesująca pasja! Gratuluję determinacji i pomysłowości!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda,że ten ciekawy wywiad ginie w morzu pyskówek w tym portalu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaiste ciekawa rozmowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy wywiad z interesującym człowiekiem. Cieszę się, że właśnie takich ludzi się nagradza, tytułem DO 2013 - moim zdaniem zasłużenie. Jestem pełna podziwu dla obieżyświatów, śmiałków co odbywają podróże - zwyczajnie na rowerze. Wielki ukłon w stronę Karola Wernera z życzeniami wielu dalszych podróży oraz następnych ciekawych reportaży.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.