Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4673 miejsce

Karolina Porcari: „Chciałabym wcielić się w rolę komediową“

W ramach XVIII Festiwalu Kino na Granicy w Cieszynie odbyła się przedpremierowa projekcja filmu „Ojciec“, a po projekcji aktorka wzięła udział w spotkaniu z widzami. Po filmie spotkała się również ze mną.

Dzisiaj spotykamy się na przedpremierowej projekcji filmu „Ojciec“, w którym pojawiasz się w jednej z głównych ról. Czy na początek możesz coś opowiedzieć o pracach nad filmem? Jak długo trwały? Jak wyglądały?
Karolina Porcari w sesji zdjęciowej / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane przez Karolinę Porcari
-Praca nad filmem trwała około miesiąca. Z Arturem Urbańskim znamy się od kilku lat, pracowaliśmy kilka razy w teatrze, zrobiliśmy monodram „Luna“ w Laboratorium Dramatu w Warszawie, spektakl „Ona i Ona“ w Teatrze Wytwórnia oraz sztukę „Wiarołomni“ w Teatrze Rozmaitości w Warszawie. Jeśli chodzi o współpracę przy „Ojcu“, była bardzo ciekawa, ale również trudna, ponieważ zdjęcia trwały krótko w stosunku do ilości zaplanowanych scen. To film oparty na psychologii, było wiele wymagających scen. Wcześniejsza współpraca dała nam możliwość wypracowania wspólnego języka. Dzięki temu mogliśmy często iść na skróty, sprawniej osiągnąć oczekiwany efekt w danej scenie. Jeśli chodzi o postać Mili, jest mi ona bardzo bliska: to kobieta, która zmaga się z koniecznością pogodzenia roli matki i aktorki. Przerabiam to na co dzień i wiem jakiego wysiłku emocjonalnego wymaga utrzymanie w tym wszystkim równowagi wewnętrznej. Mila traci tę równowagę i odchodzi od Konstantego.
Kadr z filmu
Możesz przytoczyć jakąś anegdotę z planu?

-Mam jedną bardzo smutną anegdotę z planu (Śmiech.) Na samym początku pracy nad filmem mieliśmy nocne zdjęcia zbiorowe, w których uczestniczyło kilku aktorów i statystów. Była to bardzo ważna scena dla filmu: impreza, podczas której przychodzą znajomi Konstantego i Mili, żeby zobaczyć nowonarodzone dziecko. Tej nocy kręciliśmy na dwie kamery, po godzinie obydwie padły i do rana nikt nie był w stanie ich naprawić. (Śmiech.) Te zdjęcia przepadły i scenę zmontowano z bardzo okrojonych materiałów, które opowiadają o tej sytuacji i o bohaterach dużo mniej niż byśmy chcieli.
Kadr z filmu
Szukając informacji o filmie w internecie, znalazłam coś takiego: „Metaforyczna opowieść o życiu i śmierci“. I po obejrzeniu całkowicie się z tym zgadzam. A jakie były Twoje wrażenia po obejrzeniu? Pamiętasz pierwszą reakcję?

-Oglądałam „Ojca“ na różnych etapach jego produkcji, więc nie pamiętam pierwszej reakcji. Nie mam obiektywnego spojrzenia. Zgadzam się z tym hasłem. Konstatnty, główny bohater filmu, staje się ojcem i traci swojego ojca na przestrzeni dwudziestuczterech godzin. Wchodzi w nową rolę życiową bez możliwości skonfrontowania się ze swoim męskim wzorcem, zmaga się z nowym życiem i zarazem z przytłaczającym poczuciem śmierci. Jego partnerka Mila, którą zagrałam, towarzyszy mu w tym procesie. Jednak w pewnym momencie postanawia odejść od Konstantego. Nie umie żyć przy osobie rozdwojonej i nieobecnej. Śmierć oddala partnera od życia i Mila czuje się pominięta.

Bywa tak, że dany film jest skierowany do konkretnej grupy odbiorców. Mam wrażenie, że „Ojciec“ skierowany jest do tych, którzy nie doceniają tego, co mają. Jakie jest Twoje zdanie?

-Mam nadzieję, że do szerszej publiczności (Śmiech.) Chociaż mam wrażenie, że znaczna większość z nas nie docenia tego, co ma.

Lubisz oglądać siebie na ekranie?

-Różnie. W tym przypadku jestem w stanie się przyjrzeć. Za każdym razem jest to trudna konfrontacja, bo zawsze najlepsze pomysły na temat roli przychodzą po montażu. (Śmiech.) Wypracowałam sobie rodzaj akceptacji i tolerancji wobec samej siebie na ekranie.

A może tak, jak większość aktorów, kiedy widzisz siebie na ekranie, dostrzegasz coś, co mogłabyś zmienić w danej scenie? Bywasz dla siebie krytyczna w takich momentach?

-Tak. Bardzo dużo pomysłów przychodzi mi wtedy, kiedy nie ma już szansy ich wprowadzić.

Film do kin w całej Polsce wejdzie 10 czerwca. Czy przed tym terminem będzie jeszcze gdzieś indziej możliwość obejrzenia filmu przedpremierowo?

-Będzie kilka pokazów przedpremierowych w Warszawie.

Czy uważasz, że takie festiwale, jakby chociaż ten, organizowany w dniach 28.04. – 03.05. tutaj w Cieszynie, przybliżają widzom kulturę i dają szansę do zapoznania się ze sztuką?

-Tak, zdecydownie. Festiwale są wspaniałą okazją do obejrzenia filmów, które niekoniecznie są komercyjne i nie mają światowej dystrybucji. Dla twórców również jest to dobra okazja do konfrontacji i konstruktywnej rozmowy o różnych aspektach filmów.

KNG skierowane jest do widzów z Polski, ale także Czech i Słowacji. Czy miałaś już kiedyś styczność z czeskimi odbiorcami?

-Nie, to moje pierwsze spotkanie tego typu.

Czy wiedziałaś o tym, że na Zaolziu wśród polskich miejszości narodowych bardzo często oglądane są programy w języku polskim?

-Nie, nie wiedziałam. (Śmiech.)

Z czym kojarzą Ci się Czechy?

-Czechy kojarzą mi się z podróżami z dzieciństwa. Jestem „polko-włoszką“ i przez pierwsze 17 lat mojego życia co roku przejeżdżałam przez ówczesną Czechosłowację, żeby z południa Włoch dotrzeć do Polski na wakacje. Zaliczyłam kilka wizyt w Pradze i przejeżdżałam wielokrotnie przez Cieszyn.
Kadr z filmu
Wróćmy jednak do kina. Na dużym ekranie lubisz wcielać się bardziej w role komediowe, czy fabularne?

-Bardzo chciałabym wcielić się w role komediowe, ale na tę chwilę jestem obsadzana w rolach dramatycznych. Jako aktorka czuję, że mam duże pokłady dramatyczne. Nie miałam jeszcze szansy pokazać swojego komediowego oblicza.

Lubisz chodzić do kina? Jaki film zachwycił Cię ostatnio?

-Ostatnio zachwycił mnie film „Hungry Hearts“ („Głodne serca“ przyp. red.) w reżyserii Saverio Costanzo.

Jaki z perspektywy widza jest Twój ulubiony gatunek filmowy? Lubisz wracać z kina rozbawiona, czy raczej zamyślona?

-To zależy od potrzeby, jaką mam w danym momencie, ale wydaje mi się, że jedno z drugim może iść w parze.

Czy oprócz „Ojca“ w najbliższym czasie wejdzie do kin jeszcze jakiś inny film z Twoim udziałem?

-Tak. Jesienią do kin wejdzie amerykańsko – polska koprodukcja „Music, War and Love“ w reżyserii Marthy Coolidge. To lovestory na tle drugiej wojny światowej. Film był kręcony w Łodzi i w Krakowie. Zagrałam rolę żydówki deportowanej z całą rodziną do getta.

Jeśli chodzi o kino – pracujesz może nad nową rolą? Jeśli tak – Jaką?

-Obecnie pracuję nad rolą Anity w serialu TVP „Barwy szczęścia“.

Jakie masz jeszcze plany zawodowe na czas najbliższy?

-Chciałabym skończyć swój pierwszy autorski scenariusz i doprowadzić do jego realizacji.
Kadr z filmu
(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawa, żywa rozmowa, interesujące zdjęcia ! Artykuł podoba mi się :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.