Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16929 miejsce

Karolina Porcari: „Ładuję we Włoszech baterie“

Karolina to utalentowana aktorka. Urodziła się w Warszawie, ale w swoich najmłodszych latach wraz z rodziną przeprowadziła się do Włoch. Z sentymentem opowiada o latach, które spędziła na południu, ale też o rolach, które tam zagrała.

Zacznijmy od pochodzenia. Jako dziecko wyjechała Pani wraz ze swoimi rodzicami do Włoch, mieszkała Pani w Apuli. Co najbardziej we Włoszech Panią urzekło?

-Mieszkałam na południu Włoch od wczesnego dzieciństwa, krajobraz Apuli jest niezwykły. Po jednej stronie obcasa jest wybrzeże Jońskie, przeważnie skaliste, po drugiej Adriatyckie, bardziej piaszczyste. Morze i przyroda są absolutnie olśniewające.

Potem przeprowadziła się Pani do Mediolanu, gdzie studiowała literaturę, ale też kierunek teatralny. Czy nie kusiło Panią, aby w Mediolanie zostać i właśnie tam kontynuować aktorską drogę?
Karolina to utalentowana aktorka. Urodziła się w Warszawie, ale w swoich najmłodszych latach wraz z rodziną przeprowadziła się do Włoch. Z sentymentem opowiada o latach, które spędziła na południu, ale też o rolach, które tam zagrała. / Fot. Fot. Andrzej Georgiew, zdjęcie nadesłane przez Karolinę Porcari
-Mediolan tętni życiem i jest jedynym „europejskim“ miastem we Włoszech, tam miałam okazję oglądać sporo filmów i spektakli na międzynarodowych festiwalach. Znacznie bardziej przyciągały mnie wschodnio-słowiańskie obrazy. Postanowiłam wykorzystać swoją dwujęzyczność i spróbować sił w Polsce. Ukończyłam PWST w Krakowie i przeprowadziłam się do Warszawy.

Czy przez cały ten czas nie tęskniła Pani za Polską? A jeśli tak, to za czym najwięcej?
Karolina to utalentowana aktorka. Urodziła się w Warszawie, ale w swoich najmłodszych latach wraz z rodziną przeprowadziła się do Włoch. Z sentymentem opowiada o latach, które spędziła na południu, ale też o rolach, które tam zagrała. / Fot. Fot. Andrzej Georgiew, zdjęcie nadesłane przez Karolinę Porcari
-Przyjeżdżaliśmy do Polski co roku. Spędzaliśmy regularnie część wakacji w rodzinnym domu pod Warszawą. To był dla mnie, dla mojej siostry Esmeraldy i brata Jakuba czas wolności, braku obowiązków i poczucia beztroski. Esme i moi rodzice mieszkają na stałe na południu Włoch, często mnie odwiedzają. Jakub mieszka w Krakowie, jest reżyserem i świeżo upieczonym dyrektorem artystycznym Teatru w Tarnowie.

Czy teraz zdarza się Pani zawitać na dłuższy okres czasu do Włoch? Do czego z tych stron najbardziej lubi Pani wracać, a za czym najbardziej Pani tęskni, kiedy jest w Polsce?

-Ja przez większość czasu jestem w Polsce. Do Włoch jadę na wakacje lub do pracy. Zdarza się, że spędzam tam kilka miesięcy w roku. Lubię wracać do przyjaciół i do rodziny, do języka, do oswojonych miejsc. Ładuję we Włoszech baterie.

Jeśli chodzi ogólnie o zawód aktorki, proszę powiedzieć, gdzie czuje się Pani pewniej, podczas grania w Teatrze, czy podczas nagrań telewizynych?

-Teatr daje niezastąpione emocje, ponieważ zapewnia bezpośredni kontakt z widzem, jest wymiana energii. Każdy spektakl trochę różni się od poprzedniego, rozwija się, udoskonala. Praca na planie filmowym lub telewizyjnym jest zupełnie inna. Trzeba się dobrze przygotować i być w stand by, pielęgnować postać w sobie, aby w każdej chwili móc zagrać zaplanowaną scenę.
Cudownie jest urozmaicić sobie - grać i w teatrze i w filmie. Nie zawsze mam taką możliwość. Obecnie jestem w trakcie zdjęć do filmu Ojciec w reż. Artura Urbańskiego i do niemieckiego filmu 'Meine Bruder Robert' w reż. Philipa Groeninga.
W teatrze można mnie zobaczyć m.in. w Lodzie J.Dukaja w reż. Janusza Opryńskiego (9.4 w Teatrze Na Woli w Warszawie).

Jaka jest Pani ulubiona rola z tych dotychczas odegranych?
Karolina to utalentowana aktorka. Urodziła się w Warszawie, ale w swoich najmłodszych latach wraz z rodziną przeprowadziła się do Włoch. Z sentymentem opowiada o latach, które spędziła na południu, ale też o rolach, które tam zagrała. / Fot. Fot. Andrzej Georgiew, zdjęcie nadesłane przez Karolinę Porcari
-W teatrze zagrałam w ostatnich latach kilka bardzo istotnych dla mnie ról - wymarzone role Gruszeńki w Braciach Karamazow w reż. Janusza Opryńskiego i Ofeli w Hamlecie w reż. Radka Rychcika. Kluczowy dla mojego aktorskiego rozwoju był monodram Luna w reż. Artura Urbańskiego. To historia siostry zakonnej zgwałconej przez przewodnika duchowego oparta na faktach. Zdarzenie miało miejsce na południu Włoch w 2004 roku, zakonnik odsiaduje obecnie dziewięć lat więzienia. Doświadczenie monodramu dało mi możliwość udoskonalenia warsztatu i korzystania z szerokiego wachlarza środków aktorskich. Rzecz dzieje się w studio telewizyjnych, cześć monologów jest mówiona do publiczności i jednocześnie wyświetlana na dużym ekranie na żywo. Bliski plan demaskuje błyskawicznie kłamstwo, musiałam połączyć ekspresję teatralną i filmową.

Właśnie we Włoszech również odegrała Pani wiele ról, czy któraś z nich szczególnie utkwiła w Pani pamięci?

-Myślę, że najistotniejsza rola jaką zagrałam we włoskojęzycznej produkcji to rola Olgi w Come l'ombra w reż. Mariny Spada. Było to dla mnie ważne doświadczenie z różnych powodów: pierwszy raz zagrałam kalecząc swój ojczysty język, musiałam spojrzeć na znany mi Mediolan oczami dziewczyny, która jest tam pierwszy raz i wiąże ze swoją podróżą ogromne nadzieję. Wiele emigrantów jest w takiej sytuacji. Niestety przeważnie kończy się to dramatycznie, dla filmowej Olgi również. Dziewczyna znika w tajemniczych okolicznościach.
Premiera Come l'ombra odbyła na festiwalu w Wenecji, potem bardzo dużo jeździliśmy po różnych festiwalach. Film był m.in. w Londynie, S.Francisco, w Mar De la Plata, w Rzymie, w Antalii, we Wrocławiu na festiwalu Era Nowe Horyzonty. Został wielokrotnie nagrodzony.
Dla mnie największą nagrodą była propozycja zagrania w kolejnej włoskojęzycznej produkcji Segreti e sorelle w reż. Francesco Jost.

Jeśli chodzi o produkcje polskie, w serialu „Barwy szczęścia“ pojawia się Pani w roli Anity Szymczak. To nie jest postać w gruncie pozytywna, a raczej nawet negatywna. Czym jeszcze namiesza w życiu Kasi? A może odzyska jej zaufanie?

-Serialowa Anita jest barwną postacią i reaguje na różne okoliczności i zdarzenia. Stąd czasem podejmuje kontrowersyjne decyzje. Jednak nie oceniałabym tego w kategoriach pozytywne/negatywne. Zdarza się jej wykonać krok, który zrani Kaśkę lub jej zaszkodzi aby uchronić siebie i swoje dziecko. Nie mogę zbyt wiele zdradzić. Powiem tylko, że dziewczyny dojdą do porozumienia i będą się wspierać.

Na koniec porozmawiajmy o Pani wielkiej pasji, jaką jest…jazda konna. Skąd pomysł? Czy jeździectwo relaksuje Panią i odpręża?

-Jeżdżę konno od dzieciństwa. Jako młoda dziewczyna przez chwilę jeździłam zawodowo. Kosztowało mnie to jednak sporo nerwów i zajmowało dużo czasu. Od lat jeżdżę wyłącznie rekreacyjne. Jazda konna jest czymś więcej niż sport, daje możliwość spotkania z końmi, które są niezwykle mądre i wrażliwe.

Jakie jeszcze pasje, a jakie marzenia ma Karolina Porcari prywatnie?

-Moją drugą pasją jest gotowanie. Staram się to robić codziennie korzystając z włoskich i polskich rodzinnych przepisów. Gotuję wyłącznie wegetariańskie dania, ponieważ od ponad dziesięciu lat nie jem mięsa.
Marzę o tym, żeby więcej podróżować i nie tylko do Włoch :)

(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.