
Byłem bardzo zaskoczony! Ale nie mam pretensji do poczty. W końcu stanęli na wysokości zadania i 40 groszy, które zainwestowałem w 1966 roku w znaczek, nie zostało wyrzucone w błoto – śmieje się Zygmunt Kubiczak, nadawca pocztówki.
Na kartce, która mimo bardzo długiej podróży zachowała się w dobrym stanie, widnieje pałac Lubomirskich. Opisany na odwrocie m.in. w języku rosyjskim. Na kartce syn napisał do rodziców: „W domu będę 11. Przepraszam za wszystkie przykrości z mojej strony. Jestem u kolegi w Przemyślu. Zygmunt.” Nad treścią dodał: 3. VIII. 66 rok. Taka sama data jest na stemplu pocztowym.
Rodzice nie doczekali
Pan Zygmunt, gdy ją wysyłał, miał 20 lat. – Byłem jeszcze kawalerem, kiedy to było? – łapie się za głowę. Dziś ma 60 lat. – Całe życie byłem marynarzem. Dokładnie 40 lat, czyli tyle, ile trwała podróż kartki. Gdy ją wysyłałem, pływałem na moim pierwszym, po ukończeniu szkoły morskiej, statku – wspomina pan Zygmunt. Czym wtedy uraził rodziców? Tego, niestety, nie pamięta. – Ciągle pływałem i ciągle nie było mnie w domu. Do rodziny wysłałem w życiu tysiące pocztówek, z całego świata. Nie pamiętam każdej. Ale sprawę z rodzicami napewno wtedy wyjaśniłem, po powrocie do domu – uśmiecha się. I dobrze, bo mama i tato pocztówki niestety nie doczekali. Ojciec pana Zygmunta zmarł w 68 roku (2 lata po wysłaniu kartki), mama w 90 roku (24 lata po nadaniu pocztówki).
Cudem odnaleziona
Kartka pocztowa dotarła kilka dni temu do mieszkającej w Legnicy siostry pana Zygmunta. I to tylko dzięki uprzejmości dawnych sąsiadów, bo na dzisiejszej ul. Piastowskiej (w 66 roku Piastowej), dokąd jest adresowana, nikt z rodziny Kubiczaków dawno już nie mieszka. – Znalazła ją w skrzynce pocztowej lokatorka, która mieszka pod dawnym adresem naszych rodziców opowiada Mieczysława Lewczuk, rok młodsza siostra pana Zygmunta. – Numer się zgadzał, ale nie kojarzyła nazwiska, więc zaniosła pocztówkę do sąsiadki od lat mieszkającej w naszej dawnej kamienicy. I dopiero ta sąsiadka skontaktowała się ze mną i pocztówkę oddała – dodaje pani Mieczysława.
Zadzwoniła z tą sensacją do brata i oboje nie mogli się nadziwić, jak to się mogło stać.
Do dziś trudno im w to uwierzyć. – Gdy brat wysyłał kartkę, miałam 19 lat! 3 dni po jej nadaniu rozpoczęłam pierwszą w życiu pracę, w ówczesnym Banku Rolnym – wspomina. – Ta karta podróżowała przez większą część mojego życia. Szła, gdy wychodziłam za mąż. Gdy urodziłam dziecko (4 lata po nadaniu kartki). Gdy zginął w wypadku mój mąż (10 lat po nadaniu kartki). Szła, gdy zmieniałam pracę, gdy się przeprowadzałam. Kartka spokojnie była w drodze, gdy w Polsce upadał komunizm, gdy była powódź stulecia, gdy do kraju przyjeżdżał papież Jan Paweł II – wylicza pani Mieczysława.
Honorowa do kolekcji
Panu Zygmuntowi też łza się w oku kręci. – Zdążyłem ożenić się, wychować i wykształcić dwójkę dzieci, przepłynąć świat na statkach, przeżyć ciężką operację na serce, pójść na emeryturę. A kartka szła! – uśmiecha się. Tak się składa, że pan Zygmunt jest kolekcjonerem kartek pocztowych. Ma ich kilka tysięcy, z każdego miejsca na świecie, które jako marynarz odwiedził. – Ale teraz ta pocztówka zajmie honorowe miejsce w mojej kolekcji zapowiada.
Polski rekord
Przesłaliśmy fotografię kartki Poczcie Polskiej. – Ostatnio słyszałem doniesienia ze świata o przesyłce, która docierała przez 60 lat. Ale w Polsce ta pocztówka z Przemyśla do Legnicy to najprawdopodobniej rekord – przyznaje Radosław Kaźmierski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej.
Pocztowcy nie są w stanie dziś powiedzieć, jakie były losy pocztówki przez 40 lat. – Nie badaliśmy tego. Sądzę, że kartka mogła utknąć gdzieś w urzędzie pocztowym czy sortowni i przeleżeć tam, schowana, przez te wszystkie lata. Teraz się odnalazła i została doręczona – mówi Kaźmierski. – Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko, że największym operatorom na świecie zdarzają się takie przypadki. Poczta Polska obsługuje rocznie kilka miliardów przesyłek, przy takiej ilości niełatwo dopilnować losu każdej. Chciałem przeprosić za sytuację i obiecać, że zastanowimy się, w jaki oficjalny sposób przeprosić państwa z Legnicy i udowodnić, że naprawdę zależy nam na naszych klientach – dodaje.
Drodzy Czytelnicy. Przeżyliście podobną historię. Wasze listy, paczki albo kartki szyły miesiącami albo latami do adresata. Czekamy na Wasze komentarze.
Edyta Golisz
-
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska