Pozycja materiału w rankingach:
Badania nad skutecznością kar i nagród w zmianie zachowania najczęściej pokazują, ze kary maja niewielki wpływ na nasze postępowanie. Mimo to, większość z nas uważa, że należy je stosować. Pytanie, jak?
Różnica pomiędzy karą a nagrodą jest bardzo prosta - nagroda pokazuje,
jak postępować, natomiast kara - jakiego działania unikać. Już z samej
tej oczywistości wynikają ogromne konsekwencje - uwaga człowieka karanego
i nagradzanego skupiona jest na dwóch różnych zachowaniach i na dwóch różnych aspektach
własnego funkcjonowania. Nie wdając się w dyskusję na temat pomysłów ministra Giertycha, przyjrzyjmy się, co ma do powiedzenia nauka.
Na pierwszy, pobieżny rzut oka, karanie wpływa na zachowanie. W laboratoriach szczury szybko uczą się na przykład, którą zabawką się nie bawić, jeśli jest podłączona do prądu. Ale, o czym powszechnie chyba się zapomina, karane zachowanie nie znika na zawsze - powraca bardzo szybko, gdy ryzyko kary znika. Po usunięciu negatywnych konsekwencji dane zachowanie pojawia się nawet częściej - brak kary działa wówczas jak ... nagroda.
Przede wszystkim kara powinna być wymierzana za dane zachowanie, a nie wobec osoby. Ta, banalna wydawać by się mogło, różnica ma bardzo duże znaczenie dla akceptacji kary i zrozumienia jej sensu. Ogólny kontakt pomiędzy karanym a karzącym powinien być bowiem pozytywny. Po drugie - powinna istnieć jakiś alternatywny wobec karanego wzór zachowania, który należy karanej osobie wyraźnie pokazać. Po trzecie - każda kara wymaga jasnego określenia za co jest wymierzana i dlaczego. Po czwarte - kara musi nastąpić bezpośrednio po wystąpieniu karanego zachowania. Nie powinna być długotrwała. Ponieważ kara zawsze jest związana z władzą i siłą, pamiętajmy że karząc uczymy mieć nad kimś władzę. Nigdy nie stosujmy kary w obecności osób trzecich, ponieważ zwiększa to odczuwane upokorzenie. Jeśli musimy ukarać, dostosujmy karę do wieku dziecka - maluchowi wystarczy minuta stania w kącie. I wreszcie - pamiętajmy, że bardzo często już sama szczera rozmowa jest karą, ponieważ wzbudza w dziecku wstyd, poczucie winy i chęć poprawy.
O tym, że kary mają mniejszy wpływ na zachowanie nią nagrody, nie
ma właściwie żadnego sporu. Mało kto jednak wie, ze
paradoksalnie skuteczniejsze są mniejsze kary i mniejsze nagrody. Dzieje się tak, ponieważ człowiek działa wskutek motywacji wewnętrznej - a nagradzając za bardzo można łatwo tę wewnętrzną motywację zamienić na zewnętrzną. Wówczas oczekiwanie zachowanie pojawia się na skutek ochoty uzyskania profitów. Często nagradzamy dzieci pieniężnie za wyniki w nauce - niestety, tępi to w dziecku naturalną potrzebę poznawania świata i nabywania wiedzy. Czym innym jest bowiem prezent za świadectwo z czerwonym paskiem, a czym innym ustalanie wielkości kieszonkowego w zależności od średniej.Zobacz także:
Artykuły
(75)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.47)
Wiek: 33 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarka Obywatelska 2006 wg internautów, obecnie na w24 nieaktywna.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Robert Kupis 10.11.2006 02:36
Bardzo mądry i przemyślany artykuł. Nawet dobrze została streszczona cała wielka istota problemu.
Mir Nalezińskí 06.11.2006 13:55
Dzięki Mirnalowi bije się rekordy popularnosci... Ale hece. Może ja Pani wręczę nagrodę od siebie?
Mir Nalezińskí 03.11.2006 00:42
*Samospełniające się przepowiednie*? A czym to się różni od zwyklych *spełniających się przepowiedni*?
Czy przepowiednie mogą się spełniać inaczej? Cudzospełniające się przepowiednie?
Oliwia Piotrowska 01.11.2006 22:26
Polecam http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,3710765.html
Mateusz Pułkowski 31.10.2006 16:22
Marta, bardzo racjonalna opinia :) Szkoda że ja ze swoimi konserwatywno-liberalnymi poglądami tak nie potrafię ;)
Marta Miłak 31.10.2006 16:07
coz ciezka sprawa....mnie moj tata czasem szarpnal za ucho i nawet raz w zyciu dostalam pasem w dupe. wcale nie uwazam tego jako anruszenia mojej indywidulanosci i moich praw. owszem, pzremoc nie jest rozwiazaniem i nie nauczy powstrzymywania agresji. zgadzam sie, ze nauczyciel musi miec autorytet. ale popierma tez to, ze dla dzieci, które (byc moze z domu) wynosza to, ze sa najcudniejsze, najwspanialsze na swiecie i maja prawo ponizac inne dzieci, w ich mniemaniu gorsze-to to juz mi sie nie podoba. a wiem, ze takie dzieci sa. dzieci, które stosuja przemoc dla zabawy, w wieku 13-14 lat zabawiają się w seksualne podboje...kradna, bija, hulignaia-takie dziecko nigdy nie zrozumie zwyklych slow. ono ma w powazaniu rodzicow, nauczycieli i wsyztskie inne osoby, bo wlasnie ejst pzrekonane o swojej nienaruszlanosci
wiedza takie dzieci, z enikt im nic nie zrobi bo tatus przyleci i bedzie bronil swojego jedynego synka. inne dziecko byc moze obserwuje pzremoc w domu lub tez ma rodizcow takich ktorzy nim sie nie interesuja, co skutkuje spaczonym pogladme na swiat, i wtedy jego nie rusza tyo ze nauczyciel widzi jak bije mlodsza koelzanke. dzieci nie maja ani wutorytetow, ani poczucia pewnych wartosci. i jak sami dobzre wiecie: pedagogika rewalidacyjna czy tez psychologia zajmujaca sie takimi przypadkami dzieci ejst najcizsza. bo nielada wyczynem ejst dotarcie słowami do mlodocianych pzrestepcow i osob, którew w sumie chyab nie mysla nad tym co robia...nie obchdoiz ich nic tylko to co robia uwazaja za sluszne...
Oliwia Piotrowska 31.10.2006 15:24
Ojcowskie?! Mój tata w życiu nie szarpał mnie za ucho...
Mateusz Pułkowski 31.10.2006 14:20
Ty myślisz, że ja chcę bić dzieciaki, szarpać? Współczuję. A jeśli skarcenie w postaci wytargania za ucho (wręcz ojcowskie zachowanie), czy po prostu doprowadzenie do porządku w postaci chwycenia i nagany typu "przestań!" nazywasz przemocą, czy siłą fizyczną... No cóż :) W ogóle najlepszą metodą byłby po prostu ochroniarz w każdej szkole. Kiedy jakiś chuligan nie daje spokoju, wzywa się takiego ochroniarza i ten (umocowany prawnie) ma obowiązek wziąć gówniarza do dyrektora, pedagoga na pogadanke etc. Ale nigdy się nie zgodzę, żeby w przypadku chuliganów w ogóle się ZASTANAWIAĆ czy mam prawo użyć mocniejszych środków perswazji, skoro nie rozumie słownych upomnień. nauczyciel bezwzględnie powinien mieć takie prawo, żeby chronić siebie i resztę klasy - to przecież tak jasne. Pytam, dlaczego chuligan, idiota, debil, imbecyl, pyskaty gówniarz ma mieć prawo nienaruszalności, a upokarzany, słabszy rówieśnik, nauczyciel nie? To jest ta ochrona praw? Śmieszne.
Oliwia Piotrowska 31.10.2006 13:20
Ponawiam pytania : używałbyś siły fizycznej żeby pokazać naganność używania siły fizycznej? Szarpałbyś dziecko bo chciałbyś żeby unikało stosowania przemocy, czy dlatego, że jego zachowanie Cię wkurzyło?
Mateusz Pułkowski 31.10.2006 12:52
Jako autorytet dla kogo? Dla zwyrodnialcy? Przecież dla niego nauczyciel nigdy nie będzie autorytetem! I o to cały czas mi chodzi! Nauczyciel rozmawiający, traktujący uczniów jak kumpli, realizujący z nimi wspólne projekty, na lekcji traktujący ich jak dorosłych ludzi będzie autorytetem, ale właśnie dla ucznia myślącego, który brzydzi się przemocą. Dla chuliganów nauczyciel NIGDY nie będzie autorytetem i czas skończyć z prawami nienaruszalności w ich przypadku, bo to jest demoralizujące dla myślącej reszty klasy. Myślą oni - no tak, skoro jemu nic nie zrobił, nie możemy czuć się bezpieczni. W takim układzie nie ma jakiejkolwiek mowy o rozwoju intelektualnym, a póki co edukacja domowa jest u nas uważana za dziwactwo, poza tym społeczeństwo jest za biedne, żeby rezygnować z kołchozów w postaci wielkich gminnych gimnazjów w których uczą się dzieciaki z różnych środowisk - biedni, bogaci, wychowani, niewychowani, młodzi inteligenci, ale i kompletni debile. Stosowanie wobec wszystkich prawa nienaruszalności jest głupotą. Niedługo pedofile będą się uczyć i używać sobie na terenie szkoły - ostatni przypadek 15 latka który napastował młodsze koleżanki, a potem dojrzała kobietę i oczywiście nie będzie można go ruszyć, bo ma swoją nienaruszalność osobistą. Szok!
Tysiące ludzi na Manifestacji Wolnych Konopi - Fotorelacja
(odsłon: +1080)