Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31903 miejsce

Kasyno gry i byli agenci Mossadu

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-04-15 07:14

Piątkowa wizyta w warszawskim kasynie przypomniała mi wydarzenie sprzed wielu lat. Zobaczyłem wtedy perfekcję... w wykonaniu oszustów!

Zajmuję się dziennikarstwem ekonomicznym, które ma swoje plusy i minusy. Minusem jest to, że tematyka gospodarcza jest czasami bardzo męcząca, trzeba codziennie śledzić prasę ekonomiczną, czytać nudne raporty i analizować jakieś dane czy wskaźniki. Ale taka praca ma też niewątpliwe plusy! Być dziennikarzem specjalizującym się w gospodarce oznacza nie tylko całkiem przyzwoite pieniądze, ale także niezwykle ciekawe życie. Praktycznie każdego dnia jestem zapraszany na spotkania, bankiety, ekskluzywne party i tak dalej – praktycznie mógłbym tak spędzać każdy wieczór. Staram się wybierać tylko najciekawsze imprezy, gdyż inaczej nie miałbym na nic innego czasu.

13 kwietnia w piątek jedna ze znanych firm zorganizowała przyjęcie w warszawskim kasynie gry, które uznałem za interesującą propozycję na wieczór i odwiedziłem razem z przyjaciółmi tę „świątynię hazardu”. Było bardzo miło, ale we mnie obudziły się wspomnienia. Jako student Uniwersytetu Warszawskiego zajmowałem się przez jeden semestr tzw. teorią gier. Interesowałem się zwłaszcza wykorzystaniem ciągów zerojedynkowych, co bardzo żmudnie testowałem grając w kasynach. Tak, przyznam się Wam szczerze, że miałem okres w moim życiu, kiedy praktycznie w każdy wieczór słyszałem to magiczne zaklęcie „no more bets!” (z ang. Proszę już nie obstawiać!).

Nie byłem hazardzistą, a raczej studentem zafascynowanym matematycznym aspektem gier hazardowych... W każdym razie przez kilka lat odwiedzania kasyn widziałem niezwykłe rzeczy. Na moich oczach działy się dramaty ludzi, którzy przegrywali pożyczone pieniądze pod majątek rodzinny. Obserwowałem mafię, która wyspecjalizowała się w „gorących pożyczkach”. Pamiętam też wiecznie uśmiechającego się pana, który potrafił grać na kilku stołach równocześnie. Kilka lat później rozpoznałem go na zdjęciu, kiedy leżał w kałuży krwi po otrzymaniu serii z kałasznikowa. To był słynny szef Pruszkowa, Pershing... Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o wydarzeniu, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. I pomimo tego, że było to oszustwo, cały czas jestem zdumiony, jakie są możliwości człowieka. Pojedynczego człowieka.

Agenci Mossadu na emeryturze i... kasyno!

To był rok 1992. Było już po drugiej w nocy, kiedy w kasynie doszło do małego zamieszania. Wszyscy gromadzili się wokół tzw. „grubego stołu”, czyli takiego, na którym można było grać tylko bardzo wysokimi stawkami. Przy stole siedział bardzo dobrze ubrany mężczyzna około czterdziestki, przypominający Latynosa, przed którym stała niebotyczna ilość żetonów studolarowych. Orientacyjnie policzyłem, że jest tego około 40 tysięcy dolarów, a ten gość cały czas wygrywał! Miałem wyczulone oko na różne „numery”, ale tym razem nie mogłem niczego dostrzec. Ten facet wydawał się mieć niesłychane szczęście, ale przecież musiała być w tym jakaś tajemnica. Ja jednak nie widziałem niczego podejrzanego. I nagle zapaliły się światła (w kasynach zawsze panuje półmrok), do kasyna wkroczyła policja. Po chwili w kajdankach zostało wyprowadzonych dwóch graczy, w tym ten wygrywający ponad wszelką przyzwoitość. Ciekawe, że nie był tym specjalnie zdziwiony, nawet się delikatnie uśmiechał... Szefem sali był wtedy mój kolega i poprosiłem go, żeby wyjaśnił mi, na czym polegał numer tych oszustów, bo inaczej ciekawość będzie mnie zżerać do końca życia. Kolega dyskretnie zaprosił mnie do gabinetu obok sali, w której były magnetowidy nagrywające przebieg gry na wszystkich stołach. Obiecał, że za chwilę zobaczę „absolut”. I zobaczyłem... To było dwóch byłych agentów Mosadu, czyli izraelskiego wywiadu. Znakomicie wyszkolonych, piekielnie inteligentnych, prawdziwych mistrzów manipulacji. Okazało się, że byli właśnie świeżo po wyczyszczeniu kasyn w Moskwie i Pradze. Jeden siedział przy stole i na nim koncentrowała się uwaga grających i obsługi. Drugi, jak się okazało jego partner, po prostu stał przy stole i obstawiał małe stawki. Kolega powoli przewijał taśmę wideo i wtedy.... zorientowałem się, na czym polegało oszustwo. Kiedy kulka tocząc się po kole ruletki już prawie wpadała do rynienki z numerem, oszust stojący przy stole wykonywał jakiś gest, który podświadomie na ułamek sekundy odwracał uwagę krupiera i pozostałych grających. I w tym ułamku sekundy jego kolega-oszust dostawiał... żetony na zwycięski numer! Wiem, że brzmi to banalnie, bo to przecież tylko ruch ręki. Ale to był ruch niczym „skrzydłem anioła”, na zwolnionym tempie widać było jedynie małą czarną smugę nad stołem... Jak było możliwe zrobić tak szybki ruch ręki i precyzyjnie dostawić żetony na właściwy numer?! Ta sprawa do dziś dla mnie pozostaje zagadką. Od tej pory wiem, że człowiek może osiągnąć perfekcję w dowolnej dziedzinie. Po prostu perfekcję!

A wracając do mojego ostatniego pobytu w kasynie – zagrałem tradycyjnie obstawiając nieparzyste, a potem czerwone. Co było dalej? No cóż, to był trzynasty i do tego piątek... Pozwólcie, że na tym zakończę ten tekst...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.11.2007 22:38

dwa dni po graniu napisales ten tekst. To na cieplo jeszcze.

Pozdrawiam.

zwlaszcza 'latynosow' ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajnie lekko napisane, podoba mi się :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.