Facebook Google+ Twitter

Katarzyna Cerekwicka - pani mechanik z mikrofonem

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-08-18 17:09

Katarzyna Cerekwicka, piosenkarka, ktora 13 lat czekała na sukces w branży muzycznej. Co prawda wygrała "Szansę na sukces", ale dopiero teraz trafiła na swoje 5 mninut!

Anna Gronczewska: Długo trwała pani droga do kariery?

Katarzyna Cerekwicka : - Trzynaście lat. Od początku mojego muzykowania. Miałam wtedy... 13 lat.

Fot. MWMediaZapowiadało się pięknie. Wygrała pani „Szansę na sukces", wystąpiła w opolskich debiutach, był kontrakt z Sony. Co się stało, że na prawdziwy sukces musiała pani tak długo czekać?
– To nie był mój czas. Wszystko wskazuje na to, że każdy musi trafić na swoje pięć minut. Gdy przyszły pierwsze sukcesy, znajdowałam się na początku drogi. Musiałam przejść przez ten początek, by znaleźć się w miejscu, w którym jestem teraz.

Były momenty, gdy się pani załamała, przestała wierzyć, że się uda?
– Oczywiście. W życiu każdego artysty przychodzi taki moment, że przestaje wierzyć w siebie. Na szczęście zawsze otaczali mnie ludzie, którzy mnie wspierali. Dzięki ich pomocy udało mi się osiągnąć swoje cele.

Kiedy było najtrudniej?
– Chyba tuż przed wydaniem drugiej płyty. Cały czas zdarzały mi się niepowodzenia. W 2005 roku nastąpił kryzys. Teraz już jednak wiem, że jeśli wpada się w dół, to po to, by się odbić się od dna i wystartować na nowo. Kiedy wydawało mi się, że nie spotka mnie już nic dobrego, pojawiła się wytwórnia, która zainteresowała się moim materiałem na płytę. W życiu każdego człowieka przychodzi moment, gdy dostaje się los na loterii.

Gdyby się wtedy nie powiodło, to dalej by pani próbowała?
– Na pewno. Należę do osób, które się nie poddają. Wiedziałam, że w żadnej innej dziedzinie niż muzyka nie będę się mogła spełnić. Śpiewałam od tylu lat, że poddanie się byłoby największym błędem. Wcześnie zajęłam się muzyką. Poświęciłam jej dzieciństwo, młodzieńcze lata. Od 16. roku jestem na swoim utrzymaniu, mieszkam sama w Warszawie. Nie chciałam zaprzepaścić tego, co zaczęłam.

Do Warszawy przeprowadziła się pani po „Szansie na sukces"?
– Tak. Ten program był moim pierwszym sukcesem. Zaistniałam w mediach, choć wcześniej w swoim rodzinnym Koszalinie też śpiewałam. Zdobywałam różne nagrody.

Młoda dziewczyna sama w wielkim mieście. Nie bała się pani?
– Nie. Dostałam stypendium po „Szansie na sukces". Wiele pomogła mi Ela Zapędowska, chociażby dobrym słowem. Jest ogromnym autorytetem w dziedzinie śpiewu. Gdy więc słyszy się od osoby, którą się ceni, że powinnam śpiewać, nie mogę zmarnować szansy, że powinnam się rozwijać, nie czekałam długo. Przeniosłam się do Warszawy.

Rodzice się zgodzili?
– Tak. Wcześniej miałam propozycję zaistnienia w Teatrze Buffo u Janusza Józefowicza. Jednak zrezygnowałam. Miałam 13 lat i było za wcześnie na przeprowadzkę do Warszawy, a rodzice nie mogli pojechać ze mną. Tak więc gdy skończyłam 16 lat, byłam na tyle dojrzała, że mogłam zacząć samodzielne życie.

W „Buffo" spotkałaby się pani z Dodą, która tam zaczynała...
– Myślę, że nie. Doda miała wtedy 9 lat, więc o teatrze Buffo nie myślała. Spotkałam się z nią u Eli Zapędowskiej, ale pamiętam to jak przez mgłę.

Radziła sobie pani w Warszawie?
– Lekko nie było. Musiałam pogodzić pracę ze szkołą. Ale jestem osobą, która jak się uprze, to nie odpuszcza, nie spoczywa na laurach. Byłam pozbawiona rodziny, kolegów, przyjaciół. Zaczynałam życie od nowa, i to bardzo samotne. Rodziców miałam tylko na telefon. Na szczęście poznałam potem fajnych ludzi w Warszawie i dziś nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej.

Więcej na ten temat
czytaj w Dzienniku Łódzkim www.dziennik.lodz.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.