Facebook Google+ Twitter

Katarzyna Figura: W kuchni zatracam się całkowicie

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-11-17 14:08

Po latach przerwy wróciła do teatru, w kinie zerwała z wizerunkiem seksbomby, rozpoczynając nowy etap kariery. Jest mamą trojga dzieci – wywiad z Katarzyną Figurą.

Fot. AKPA/Katarzyna FiguraMichał Lenarciński : W jednym z wywiadów powiedziałaś – zacytuję dosłownie – mam w dupie wizerunek. Jak to rozumieć?
– Katarzyna Figura : – Na pewno wizerunek mało mnie obchodzi. Ta moja odpowiedź, proszę wybaczyć, dość radykalna, właściwie później mnie rozśmieszyła. Przepraszam za to słowo, ale to, co powiedziałam odnosi się do tego, co się wokół nas dzieje. Mam na myśli jakiś głupi pęd za tym, co powierzchowne. Coraz częściej zajmuje nas nie to, co w środku, ale ślizganie się po powierzchni życia, siebie samych. A to niewiele ma wspólnego z – upraszczając – najbardziej ludzkimi wartościami, o których powinniśmy mówić i je pokazywać.

Ale rzeczywiście swój wizerunek masz tam właśnie?
– W pewnym sensie, bo nie do końca. Przecież spotykam się z ludźmi, coś sobą prezentuję. Ale ta obsesja plastikiem, te zachwyty nad pewnymi modnymi kanonami mnie oburzają i przerażają. I za wszelką cenę chciałabym za sprawą mojego aktorstwa dotrzeć do ważniejszych i poważniejszych treści niż, to co oglądamy na co dzień.

Ale kiedyś grałaś role naiwnych, takich trochę plastikowych dziewczyn, kobiet.
– Nie pozostawiono mi wyboru. Dopiero dwa filmy – „Ubu król” i „Żurek” stały się przełomem w mojej karierze i życiu. I całe szczęście, że tak się stało, bo gdyby nie, to pewnie w tej chwili byłoby tragicznie, cha, cha.

Obie role pokazałaś po pewnej przerwie: nie widzieliśmy cię dość długo na wielkim ekranie.
– Rodząc moje drugie dziecko miałam 40 lat i myślałam, że już nie wrócę do zawodu aktorskiego. Wtedy po raz pierwszy odezwał się Ryszard Brylski z propozycją roli w „Żurku”. Byłam zaskoczona i trochę przerażona odwagą reżysera: nikt wcześniej nie dostrzegł we mnie takich możliwości.


Film wówczas nie został zrealizowany, ale po dwóch latach Brylski ponowił propozycję. A ty odważyłaś się ją przyjąć i zagrać zdegradowaną, nieszczęśliwą kobietę.
– Zawsze miałam taką odwagę, próbowałam, często niefortunnie, wyrwać się schematowi, w jakim tkwiłam, czy raczej w jakim widzieli mnie reżyserzy. Na szczęście mam dystans do życia i wszystkiego, co się zdarza. I myślę, że teraz powinnam zagrać coś wesołego, może nawet farsowego.


Dystans i odwaga sprawiły, że dla roli ogoliłaś głowę. Łysa Figura to było wielkie zaskoczenie.
– Także dla Pawła Miśkiewicza i Piotra Uklańskiego, dla których to zrobiłam. Oczywiście zrobiłam to dla ról granych w „Alinie na Zachód” w teatrze w reżyserii Pawła i westernie „Summer Love” Piotra. Grałam kobiety, które z różnych przyczyn stawały się łyse. Łysa kobieta to szczególny stan i ten eksperyment był mi potrzebny.

Jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz swój pobyt w Hollywood?
– Nigdy nie byłam emigrantką. Mimo utrzymywania dwóch domów: w Polsce i tam, najdłużej za granicą byłam sześć tygodni. No ale rzeczywiście byłam tam i myślę, że ścierałam się sama ze sobą. Śmiem twierdzić, że role, które teraz gram, za które jestem nagradzana i ceniona nie powstałyby, gdyby nie ten mój pasaż. To zderzanie się z barierą językową, ogromna liczba zdjęć próbnych – to był dla mnie niezły trening aktorski. Gdyby nie to, byłabym dziś inna, moje aktorstwo byłoby inne. Przeszłam wielką szkołę i te doświadczenia procentują do dziś.

Wracając do twoich myśli o odejściu od zawodu...
– Pomyślałam, że nie chcę udawać, że mam mniej lat niż mam, że nie będę czekać na role atrakcyjnych blondynek z dużym biustem, bo przez lata to było moim głównym zadaniem. Stwierdziłam, że skoro przychodzi na świat dziecko, którego będę mogła być mamą, jak nie do końca mogłam być dla starszego syna Aleksandra, postanowiłam zmienić życie. I tak to było. I długo zastanawiałam się, czy przyjąć propozycję roli w „Żurku”. I myślę, że pewien konflikt: postać tragiczna, a ja szczęśliwa jak nigdy, pomógł mi uwolnić niemal desperackie aktorstwo, z pomocą którego stworzyłam postać Haliny.

To była wspaniała rola, ale na festiwalu w Gdyni nagrodzono cię nie za Halinę, a za Ubicę w „Ubu królu” (oba filmy w jednym roku rywalizowały w konkursie). Przyznam się, że było to dla mnie zaskoczenie, a jak ty przyjęłaś decyzję jury?
– Było to dla mnie zaskoczenie. Nie umiałam go ukryć podczas gali wręczania nagród, bo gdy ogłaszano, że za pierwszoplanową rolę kobiecą dostaję nagrodę, byłam pewna, że za „Żurek”. I mocno zdziwiłam się, gdy dotarło do mnie, że to za „Ubu”. Żeby nie było niedomówień, obie role bardzo cenię i jestem z nich dumna.

Jak twoje środowisko, koleżanki i koledzy aktorzy, przyjmują nową Figurę?
– Jest kilka powodów, żeby mi pozazdrościć. Myślę, że na pewno mogą mi pozazdrościć odwagi, jakiej wszystkim życzę. Świetnie czuję się w zespole Teatru Dramatycznego, bardzo się cieszę, że po wielu latach przerwy pracy w teatrze właśnie tu mogę pracować, na dodatek jako aktorka na etacie. Czuję się doceniona przez Krystynę Jandę, która zaproponowała mi zrealizowanie monodramu we własnym teatrze. Docenili mnie też Andrzej Wajda, u którego zagrałam w „Zemście”, Roman Polański, który był zadowolony z mojego wyrazistego epizodu w „Pianiście”.

Jak doszło do waszej współpracy?
– Kiedy dowiedziałam się, że Roman będzie w Polsce kręcił „Pianistę”, sama do niego zadzwoniłam, i zapytałam, czy nie miałby czegoś dla mnie. Oczywiście z pełną ironią i złośliwością powiedział, że nic w tym filmie dla mnie nie ma, bo wyglądam jak wyglądam i jestem tym, kim jestem, no i wyśmiał mnie kompletnie. A później zadzwonił i powiedział, że jest taka malutka rola, ale nie ma pewności, czy ją zechcę przyjąć. Na co powiedziałam, że w twoim filmie przyjmę wszystko. I kiedy przeczytałam kogo gram, byłam trochę zaskoczona i to granie bolało. Może dlatego wyszło tak dobrze? (Katarzyna Figura w „Pianiście” zagrała postać bezwzględnej antysemitki – przyp. red.).

Grałaś piękne, młode dziewczyny, kobiety niedoświadczone i naznaczone, role naturalistyczne i surrealistyczne, więc jako aktorka czujesz się pewnie spełniona?
– Spełniona. Co nie znaczy, że nasycona, cha, cha.

Ról pewnie będziesz jeszcze miała mnóstwo. Prywatnie pełnisz rolę żony i matki. Jak jest?
– Znakomicie. Jedyne, czego mi brakuje, to sen. Obie dziewczynki zajmują mnie nieustannie. Zajęłam się działalnością charytatywną w fundacji „Mam marzenie”, co jest moim moralnym imperatywem, prowadzę dom.

Grasz świetne role w kinie i teatrze, nie występujesz w reklamach i telenowelach, poświęcasz się domowi. Czy byłoby tak samo, gdyby nie to, że masz stabilną sytuację finansową?
– Nie wiem. W tym pytaniu jest pewien podtekst: Figura ma restaurację. Owszem, mamy restaurację w domu Pasty. I to wielka moja pasja, w którą z mężem i naszymi partnerami angażujemy wiele czasu i energii. Zainwestowaliśmy w tę restaurację wszystkie nasze oszczędności, więc nie jest też tak, że to tylko dochody. Daje mi oczywiście poczucie stabilizacji, ale też nakazuje walczyć, jak o swoją ziemię obiecaną. To przyszłość moja, mojej rodziny. Inna sprawa, że aktorskich propozycji mam bardzo dużo i jako aktorka bardzo dobrze zarabiam. Naprawdę nie spodziewałam się tego. I nie planowałam tego od początku – nazwijmy to – mojej drugiej kariery.

Wiemy, co robisz w teatrze, co w filmie, a co robisz w restauracji? Gotujesz, czy zajmujesz się buchalterią? A czy umiesz gotować?
– Buchalterią się nie zajmuję, co u mnie z cyframi na bakier, choć potrafię liczyć. Gotuję jak prawdziwa artystka. W kuchni zatracam się całkowicie i to jest fantastyczne. Zresztą uważam, że kuchnia jest bliska aktorstwu: to wszak sztuka kulinarna, o czym u nas się zapomina. Istnieją oczywiście przepisy, ale decydującą rzeczą jest ten ostatni dotyk, ta szczypta improwizacji i umiejętności odejścia od przepisu; nadania własnego kształtu rzeczy. W naszej kuchni gotuję od czasu do czasu, na potrzeby marketingu.

Twoja ulubiona potrawa?
– Rosół. Ze wszystkich powodów. Karmię nim nawet swoje dzieci już z samego rana, cha, cha. Bo rosół wzmacnia system odpornościowy, chroni przed wszystkimi chorobami. No dobrze, przed wieloma chorobami. I namiętnie gotuję rosół oraz odmiany zup na bazie rosołu.

Królestwo za kuchnię?
– Naprawdę lubię wyżywać się w kuchni. Lubię rozmyślać sobie, często do roli przygotowuję się w kuchni. Gotuję zawsze w niedzielę – tego dnia wszyscy, łącznie z mamą, spotykamy się u mnie na obiedzie. Często mamy też gości.

Rozumiem, że te niedzielne obiady urządzasz w domu, nie w restauracji?
– Oczywiście, że w domu, choć bywa to dużym wysiłkiem, szczególnie gdy wieczorem mam spektakl.

Co ostatnio serwowałaś?
– W niedzielę zrobiłam makaron z owocami morza. I naturalnie rosół.

Co masz na warsztacie aktorskim? Jakieś próby, nowe scenariusze filmowe?
– W grudniu zaczynamy w teatrze próby do „Peer Gynta” Ibsena w reżyserii Pawła Miśkiewicza, w telewizji ma być kontynuacja serialu „Pogoda na piątek” i czytam scenariusze filmowe, poszukując ciekawych ról. No i w teatrze czekam na farsę.

W jakim momencie życia jesteś?
– W cudownym.

Powrót po latach
Katarzyna Figura nie ukrywa wieku i publicznie przyznaje się do 44 lat. Od jej teatralnego debiutu minęło 21 lat, filmowego – 30: jako 14-latka zagrała epizod w „Zginął pies” w reż. Zofii Ołdak. Zanim zagrała w bodaj najsłynniejszym swoim filmie – „Pociągu do Hollywood” Radosława Piwowarskiego, wystąpiła w „Kingsajzie” Juliusza Machulskiego. Oglądaliśmy ją m.in. W „Piggate”, „Pannach i wdowach”, „Wrzecionie czasu”, „Ajlawju”. Aktorka zagrała też w kilku produkcjach zagranicznych, m.in. w Pret a Porter”, „Voices in The Garden”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kiedyś w sypialni, teraz w kuchni... Ale ciągle niezła figura...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.