Facebook Google+ Twitter

Katarzyna Grochola: - Mam receptę na szczęście

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-04-07 06:56

Zanim została pisarką, była m.in.: korektorką, aktorką, sekretarką, maszynistką, konsultantką w biurze matrymonialnym, dziennikarką. Jedna z najpopularniejszych polskich pisarek.

- Czy życie zaczyna się po pięćdziesiątce?
– Nie wiem, dowiem się 18 lipca. W internecie pojawiła się informacja, że właśnie stuknęła mi pięćdziesiątka. Ale to nieprawda, co niniejszym prostuję.
- Pani osiągnęła sukces dużo wcześniej. Więc może to nie ma znaczenia, w jakim jesteśmy wieku?
– Moje życie rzeczywiście zaczęło się po czterdziestce. Aczkolwiek procentowały doświadczenia sprzed lat.
- Czegoś Pani żałuje?
– Myślę, że paru rzeczy żałuję. Ale nie mogę przecież żyć, oglądając się za siebie, i żałować, że mając 24 czy 26 lat, czegoś nie zrobiłam, a mogłam.
- Jest coś nowego w Pani życiu zawodowym?
– Jest. Aż boję się o tym mówić. Pracuję nad – mam nadzieję – pięknym, nowym filmem. Ale o tym cicho sza. Przecież jestem troszkę przesądna, choć wcale przesądna nie jestem.
- To film, o którym nie powie Pani nic więcej. A nowa książka?
– Piszę, oczywiście. Nowa książka będzie o tym, jak ludzie potrafią się minąć i – mam nadzieję – spotkać. Czyli nic nowego, ale forma będzie inna. Nie wiem, kiedy to się ukaże, bo od czasu, kiedy mam własne wydawnictwo, nie czuję nad sobą bata. I dlatego nie widzę potrzeby, by się spieszyć.
- Wydaje Pani nie tylko własne książki. Dużo autorów liczy na Panią?
– Dostajemy mnóstwo maszynopisów. Z Elą Majcherczyk właśnie zastanawiamy się, co wydać. Mnie jest trudno decydować, bo nie jestem bizneswoman. Wkrótce przy Wydawnictwie Autorskim powstanie siostrzana oficyna. Zobaczymy, jak to będzie.
- Co słychać u Pani kotów?
– Wszystko dobrze. Do naszej gromadki doszedł nowy kotek. Ma na imię Peron, bo został znaleziony na peronie dworca. Zaprzyjaźnił się z moim psem, ciągle ssie mu ucho. No, trudno, żeby ssał moje, ja tak długo nie wyleżę bez ruchu. Ale jest śliczny, zupełnie w kolorze psa, goldena retrievera.
- Ma Pani receptę na szczęście? A może taka recepta wcale nie istnieje?
– Oczywiście, że mam. To dziesięć przykazań zawartych w książce o największym nakładzie świata, czyli w Biblii. Wystarczy o nich pamiętać, a sukces nas nie ominie.

Katarzyna Grochola


Jedna z najpopularniejszych polskich pisarek, wydała m.in.: „Przegryźć dżdżownicę”, „Nigdy w życiu!”, „Serce na temblaku”, „Osobowość ćmy”, „A nie mówiłam!”, a także zbiory opowiadań, sztuki teatralne i telewizyjne. Zanim została pisarką, była m.in.: korektorką, aktorką, sekretarką, maszynistką, konsultantką w biurze matrymonialnym, dziennikarką.

Judycie się udało


Zadebiutowała w 1997 r. książką „Przegryźć dżdżownicę”. Od razu się spodobała. Być może dlatego, że autorka dotknęła bolesnego problemu – zdrady – w niebanalny sposób. I kiedy o tej zdradzie czytamy, myślimy: „jak ona świetnie rozumie kobiety!”. Do popularności pisarki przyczyniła się Joanna Żółkowska, która „Przegryźć dżdżownicę” grała jako monodram.
Mówiono o Grocholi „polska Bridget Jones”, ale ją – dość odporną na krytykę – to porównanie bolało. Nic dziwnego, każdy chce być oryginalny.
Największą sławę przyniosła jej historia 37-letniej Judyty, opisana w „Nigdy w życiu!”. Judyta zaczyna nowe życie, właśnie wtedy, kiedy zdradza ją mąż. Buduje dom, do którego przenosi się z córką, z którą również buduje rodzinne stosunki na nowo. „Nigdy w życiu!”, przetłumaczone na niemiecki, czeski, rosyjski i litewski, w Polsce sprzedało się w ponad 90 tys. egzemplarzy. Historia Judyty nie mogła więc obyć się bez kontynuacji. Grochola napisała później: „Serce na temblaku” (co zajęło jej, razem z wydaniem, niespełna rok), „Ja wam pokażę!” i ostatnio „A nie mówiłam!”. Z książki na książkę Judyta zdobywała coraz poważniejsze miejsce w sercach czytelniczek. Piszą o niej na internetowych blogach, rozmawiają w tramwajach i autobusach. Ale nie zawsze Grochola się podoba.
„Kobiety nie lubią, kiedy im się wytyka, że czytają płytką literaturę. Jestem kobietą myślącą, nie zadowalają mnie naiwne romanse, szukam czegoś więcej” – pisze jedna z czytelniczek w internecie.
Na pewno nie tym kierowali się widzowie nakręconego w 2003 r. filmu „Nigdy w życiu!”. To jeden z największych kinowych przebojów w Polsce w ostatnich latach. Judytę zagrała Danuta Stenka, Tosię – początkująca gwiazdka Joasia Jabłczyńska. Nic dziwnego, że po trzech latach powstał „Ja wam pokażę!”, do którego scenariusz napisal

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.