Ludzie dzielą się na ludzi, psy, koty, lwy, tygrysy i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Sama siebie podpisuję pod kategorią ludzie ludzie, bo jakaż to natura ludzka – zawsze stawiamy siebie w najlepszym blasku. Czasami ten blask, aż razi w oczy, ale to nic my sami dla siebie będziemy z przedrostkiem naj. Oczywiście nie wszyscy utożsamią się z tymi słowami, bo jakaż byłaby reguła bez wyjątków?
Idę ulicą. Może mijałam Ciebie przypadkowo, nie wiem. Może kiedyś spotkaliśmy się w sklepie nie wiedząc, że ty to ty, który teraz czytasz moje słowa z grymasem na twarzy, a ja to ja, która właśnie próbuje poskładać głoski, aby wydać tekst dzięki któremu będę mogła dumnie unieść głowę. Wiesz, bo ja artykuł traktuję jako rozmowę – ty słuchasz, ja mówię. Ja zawsze lubiłam dużo mówić, nie lubiłam słuchać, ot co przecież o to chodzi w pisaniu artykułów. Trzeba mówić, dużo mówić, upijać słowami. Tato byłby niezadowolony, gdybym powiedziała, że upiłam milion osób, więc lepiej jeśli będę niepoczytna. Dalej idę ulicą. Mijam tysiące twarzy, tysiące sylwetek, tysiące grymasów, może wystarczy tych tysięcy. Czuję się jak w zoo, w tym świecie, niestety życie to zoo, a ludzie to zwierzęta, które chodzą na dwóch łapach i co gorsza posiadają mózg, a co gorsza rzadko go używają.
W butiku naprzeciwko sklepu spożywczego, gdzie często zaglądam by tylko popatrzeć na ludzi, widzę dziewczynę w krótkiej, rażącej kolorami spódniczce, spogląda na mnie kpiącym spojrzeniem, niemal machinalnie odwzajemniam jej się dodając grymas na twarzy. Jedno spojrzenie i już przyklejam jej etykietę, dopisuję cenę i numer kodu. Taka to sprzedaż niedoskonała!
Wychodzę zamykając drzwi jak zwykle unoszę głowę i kąciki ust, co niemal weszło mi w nawyk, tak jak picie gorzkiej kawy, czy używanie backspace. Codziennie pokonuję tę samą trasę w drodze dom-dom, a zawsze dostrzegam tu coś nowego, bo tutaj wszystko tak szybko się zmienia. Dojrzała sztuka uliczna, mniej dojrzałe napisy na murach.
Otwieram drzwi do domu, jeśli się rozejrzeć nietrudno domyślić się, że jestem dziennikarzem. Mały tomik Baczyńskiego, niedokończony artykuł Jastruna, kilka moich porozrzucanych epigramów o bagażu słonych wspomnień, niedopita kawa i pełna popielniczka.
Na dobranoc nie usypia mnie już: Boże chcę, bo teraz chcę ma inny wymiar. Ubiera się w czarne rękawiczki i dusi krtań od wewnątrz, bo z wiekiem chcę coraz więcej i wymagam od siebie więcej i mniej śpię, mniej jem, więcej piszę, publikuję, wygram, a mniej czytam, mniej obchodzą mnie nowe ustawy, nowe twarze w rządzie, czy rozmowy polityków o tym, że będzie lepiej, które kończą się jedynie na wzdychaniu, czy obietnicach, sprawy typu: gdzie się podział owad, który przed sekundą uszczypnął mnie w udo interesują mnie o wiele bardziej! Bo świat biegnie już nie truchtem a sprintem, a gitara stoi zakurzona w rogu pokoju, bo jak już pisałam świat biegnie nie truchtem a sprintem i trzeba go gonić, żeby wygrać ten bieg, bo świat biegnie nie truchtem a sprintem, bo ja lubię się powtarzać!
Wiadomości24 to serwis tworzony przez ludzi takich ja Ty. Wiesz więcej? Zarejestruj się i napisz swój materiał, dodaj zdjęcia, link, lub po prostu skomentuj. Tylko tu masz szansę, że przeczyta Cię milion!