Pozycja materiału w rankingach:
Pary narzeczonych, które mieszkają pod jednym dachem przygotowując się jednocześnie do ślubu kościelnego, to dziś zjawisko dość powszechne. Niekonsekwencja wiary? Czy może... czasy się zmieniają?
Słowo "konkubinat" ma w języku polskim zabarwienie pejoratywne, choć zjawisko, które opisuje, jest coraz bardziej powszechne. Pod wspólnym dachem mieszkają również coraz częściej narzeczeni, przygotowujący się do ślubu kościelnego. Młodzi ludzie, poza chęcią przebywania ze sobą przez jak największą część doby, a także dzielenia trudów i radości codziennego życia jeszcze przed stanięciem na ślubnym kobiercu, mają na względzie kwestie praktyczne. Nie wszystkich stać na własny kąt, a dzielenie mieszkania z drugą połówką to być może lepszy pomysł niż wprowadzanie się do obcej osoby.
To, że wspólne mieszkanie zmienia charakter związku, jest raczej bezdyskusyjne. Młodzi ludzie widzą się w najróżniejszych, typowych w codziennym życiu sytuacjach: z rozczochranymi włosami, bez makijażu czy w przepoconym po ciężkim dniu ubraniu. To inna rzeczywistość niż ta, do której przyzwyczaiły nas randki. Czym innym jest świadomość, że nasz narzeczony/narzeczona nie zawsze wygląda idealnie, czym innym - akceptowanie tego na co dzień bez rozczarowania faktem, że ta druga osoba nie zawsze jest tak olśniewająca, jak na randkach.
Przypomina mi się pewien kolega, który z przerażeniem myślał o tym, że kiedyś może się przekonać, iż jego dziewczyna ma nie zawsze idealnie ogolone nogi. Problem wydawałoby się komiczny, ale prawdopodobnie prędzej czy później znalazł urzeczywistnienie w biografii rzeczonego kolegi.
Czy warto nauczyć się tej lekcji jeszcze przed ślubem?
- Wspólne zamieszkanie to takie zderzenie z rzeczywistością, ponieważ w jednej minucie kończą się wszystkie randki, słodkie patrzenie w oczka i nadchodzi to, co wszystkich nas czeka... samo życie: sprzątanie, zakupy, podział obowiązków itp. - tłumaczy Gosia, mężatka z półrocznym stażem. Ona również mieszkała ze swoim narzeczonym. - Oczywiście są i słodkie chwile, ale nie tylko one od tej chwili wypełniają nasze życie. Mieszkając razem nie ukryjemy już nic przed naszą połówką. Pokazujemy całego siebie, a przecież o to chodzi w związku. W naszym przypadku potrzeba było wielu rozmów, aby sprawiedliwie podzielić wszystkie obowiązki oraz ustalić zasady. Niejeden dzień był wtedy tzw. cichym dniem. Ale przyznam, że patrząc na to teraz, wolałam przejść te wszystkie rozmowy i małe awanturki przed ślubem, niż doświadczać tego będąc młodym małżeństwem.
Gosia nie żałuje decyzji o wspólnym zamieszkaniu, ma jednak żal do Kościoła
- Przed samym ślubem, podczas spisywania protokołów, ksiądz zapytał nas o adres zameldowania. Podaliśmy ten sam. Ksiądz popatrzył na nas i powiedział, że podczas spowiedzi przedślubnej proponuje nie przyznawać się do tego. Z czystym sumieniem doradzał nam więc kłamstwo podczas spowiedzi. Zatkało nas. Nie wiedzieliśmy, co odpowiedzieć. Do spowiedzi podeszliśmy jednak szczerze i powiedzieliśmy o wszystkim.... rozgrzeszenia oczywiście nie dostaliśmy. Za to usłyszeliśmy okropne rzeczy: że w ogóle nikt nie powinien nam udzielić ślubu, że żyjemy w ciężkim grzechu... Najlepsze, że nie posłuchaliśmy rady księdza, który doradzał kłamstwo. Byliśmy szczerzy i za to się nam dostało.
Nie wszyscy młodzi ludzie postanawiają zamieszkać wspólnie jeszcze przed ślubem. Kasia Kubicka, która na swój wielki dzień będzie czekać jeszcze kilka miesięcy, jest zdecydowaną przeciwniczką takiego modelu życia.
- Nie ma życia na próbę! Ślub to początek czegoś nowego, początek wspólnego życia. Jeśli mieszkałabym z moim narzeczonym przed ślubem, to nie jestem pewna, czy ślub wywoływałby u mnie takie same emocje, jakie wywołuje teraz. Niektórzy twierdzą, że to dobra próba dla związku. Ja wiem, czego mogę się spodziewać po moim mężczyźnie. Znam go doskonale, nie jest mi do tego potrzebne wspólne mieszkanie. Nasi rodzice, dziadkowie, nie mieszkali razem przed ślubem, a było wtedy mniej rozwodów.
By poznać opinię "drugiej strony konfliktu", poprosiłam o wypowiedź duchownego. Ojciec Maciej Sokołowski z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów przyznaje, że powszechne zjawisko wspólnego mieszkania przed ślubem stanowi problem w życiu Kościoła. Specjalnie dla Wiadomości24.pl próbuje przybliżyć swoje stanowisko w tej sprawie: – Sytuacja ekonomiczna wielu studentów, pragnienie dopasowania się, przeżycia swego rodzaju symulacji małżeństwa, skłania ich do decyzji, by zamieszkać razem. Są w sobie zakochani, planują wspólne życie i takie zamieszkanie razem według nich jest bardzo dobrą okazją, by się lepiej poznać, dopasować się, zobaczyć swoje zalety i wady, by nie ujawniły się po ślubie, bo wtedy nie ma już odwrotu. Chyba że rozwód, ale wtedy jest skandal w rodzinie.
Mimo pewnego zrozumienia dla sytuacji młodych ludzi, ojciec Maciej odrzuca możliwość wspólnego mieszkania narzeczonych: - Mieszkanie przed ślubem pozbawia nas bariery wstydu. Jest rozładowywaniem wstydu przed człowiekiem, który mi jeszcze nie zagwarantował, życiem, ślubem - a tylko deklaracjami, że będzie ze mną.
A co ze sferą fizyczną, której temat zawsze wypływa przy takich okazjach?
- Wspólne mieszkanie przed ślubem zasadniczo łączy się z wspólnym spaniem, kochaniem się, współżyciem - przyznaje duchowny. - Przed ślubem wchodzi się w doświadczenie, że tak naprawdę nie ma znaczenia, czy ten ślub mamy czy nie. Jest nam dobrze, zatem i ślub nie jest potrzebny. Dodatkowy problem wiąże się z parami, które postanowiły mimo wszystko nie współżyć ze sobą. Ale i takie rozwiązanie ma swoje bolesne skutki w postaci nerwicy i późniejszej awersji do seksu, aż po oziębłość. Nawet, gdy para nie współżyje, to jednak stanowi znak dla znajomych, przyjaciół, którzy są o wiele słabsi i znajdą w ich przykładzie usprawiedliwienie. Pomyślą: no zobacz, są katolikami, chodzą na konferencje przedmałżeńskie, na przygotowanie do bierzmowania, no chyba można tak mieszkać, no nie? W ten sposób poszli za ich przykładem, pakując się w styl życia, który teraz jest wygodny i fajny, ale przyniesie lub może przynieść opłakane skutki.
***
W Polsce kwestia par, które mieszkają razem bez ślubu jeszcze długo budzić będzie kontrowersje. Zwłaszcza w wydaniu osób deklarujących wiarę katolicką i przystępujących do sakramentów. Wczuwając się w argumenty obu stron, trudno nie przyznać po trosze racji każdej z nich. Podobno najlepszy jest zawsze złoty środek. Tylko czy można to zastosować również w przypadku religii?
Zobacz także:
Artykuły
(207)
Galerie
(21)
Średnia ocen
(4.73)
Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria
O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Paweł Wężyk 02.02.2007 18:24
Czy temat jest kontrowersyjny? Chyba nie, choć....? Denerwuje mnie podejście duchownych. A co jeśli ktoś był niewierzący , ateraz sie nawrócił? Powinni raczej cieszyć się że jednak młodzi ludzie stają wreszcie na ślubnym kobiercu. Bardzo ciekawy artykuł, dobrze się czyta, niczego tu nie brakuje. Rzetelna praca dziennikarska.
Kamila Kucharska 02.02.2007 17:31
Plus za podjęcie kontrowersyjnego tematu
Kamila Kucharska 02.02.2007 17:30
Brawo Ula duży plus za podjęcie tego dość kontrowersyjnego tematu.
Podzielam wypowiedź Marty - to usilne starania kościoła o zachowanie autorytetu.To tesknota za czasami, gdy kościół panował nad społeczeństwem, mamił, tumanił, nakazaywał i zakazywał...Skończyły się czasy średniowiecza.
Poruszyła mnie sprawa Gosi i jej męża....byc szczerym i nie otrzymać rozgrzeszenia...Coraz częściej doświadczam, że księża widzą drzazgę w oku wiernych, a w swym belki nie dostrzega.
Aha i jeszcze jedno...słowo komentarza wypowiedzi Kasi Kubickiej. Kiedyś mentalność małżonków była inna, nie wypadało rozwodzić się, nawet mimo braku miłości, doznawanych krzywd, bo "co powiedza inni?", bo "słowo się rzekło"..,
A wspołcześnie zaś rozwody cześciej dotykają par, które zamieszkały ze sobą po ślubie...Bo to wowczas codzienność bezlitośnie weryfikuje wyobrażenia o drugiej osobie.
Alicja Karłowska 02.02.2007 17:22
Temat bardzo "na czasie", chociaż nie ma co z tego robić rewolucji. Byli, są i będą młodzi ludzie, którzy rozpoczynają wspólne mieszkanie pod jednym dachem jeszcze przed narzeczeństwem, będą też tacy, którzy zamieszkają razem dopiero jako małżeństwo.
Dlaczego mam coś robić a czegoś nie...? Takie juz jest to nasze życie, że nie jest oderwane od realiów, a realia to zasady, normy, przepisy. Można je przyjmować bądz nie. Trzeba tylko pamiętać, że każdy wybór ma swoje konsekwencje.
Marta Miłak 02.02.2007 16:33
aha, plusik bo podoba mi sie forma artykulu, Ula przedstawiła rożne zdania w temacie. pozdrawiam:)
Marta Miłak 02.02.2007 16:33
coż...dla mnie nie ma nic złego w tym, że młoda para chce ze sobą mieszkac bez ślubu....a te wszytskie ostatnie zachowania Kościoła mnie tylko dobijają...wymyślili sobie zaręczyny kościelne...nie chce być źle zrozumiana ale niedługo każą płodzić dzieci pod ołtarzem:/ to ejst żałosna próba Kościoła, aby znów wyrobić sobie swój autorytet...ale skięgą gzrechów czy takimi cyrkami to sobie narobia tylko więcej wrogów. NIe jestem ateistką, ale do Kościoła nie chdozę i przyznam sie do tego otwarcie, nie imponują mi skięża, ich kazania-sa dla mnie mało wiarygodni.
Marcin Nowak 02.02.2007 16:27
Trwa systematyczna marginalizacja instytucji małzeństwa. I na dodatek trwa marginalizacja DNIA SLUBU. Ten dzien ma byc wystrzałem stopera, początkiem, czymś niezwykle oczekiwanym, nieszablonowym. Argumentacja "ale musimy sie sprawdzic wczesniej" jest o kant d... roztrzaś. Wiekszosc którzy spróbowali żałuje. i nie mam tu na mysli tylko wierzących... Agata dzieki za temat. +++++++
Tysiące ludzi na Manifestacji Wolnych Konopi - Fotorelacja
(odsłon: +1080)