Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35629 miejsce

Katolicki konkubinat - rewolucja czy niekonsekwencja?

Pary narzeczonych, które mieszkają pod jednym dachem przygotowując się jednocześnie do ślubu kościelnego, to dziś zjawisko dość powszechne. Niekonsekwencja wiary? Czy może... czasy się zmieniają?

Fot. AKPA Słowo "konkubinat" ma w języku polskim zabarwienie pejoratywne, choć zjawisko, które opisuje, jest coraz bardziej powszechne. Pod wspólnym dachem mieszkają również coraz częściej narzeczeni, przygotowujący się do ślubu kościelnego. Młodzi ludzie, poza chęcią przebywania ze sobą przez jak największą część doby, a także dzielenia trudów i radości codziennego życia jeszcze przed stanięciem na ślubnym kobiercu, mają na względzie kwestie praktyczne. Nie wszystkich stać na własny kąt, a dzielenie mieszkania z drugą połówką to być może lepszy pomysł niż wprowadzanie się do obcej osoby.

To, że wspólne mieszkanie zmienia charakter związku, jest raczej bezdyskusyjne. Młodzi ludzie widzą się w najróżniejszych, typowych w codziennym życiu sytuacjach: z rozczochranymi włosami, bez makijażu czy w przepoconym po ciężkim dniu ubraniu. To inna rzeczywistość niż ta, do której przyzwyczaiły nas randki. Czym innym jest świadomość, że nasz narzeczony/narzeczona nie zawsze wygląda idealnie, czym innym - akceptowanie tego na co dzień bez rozczarowania faktem, że ta druga osoba nie zawsze jest tak olśniewająca, jak na randkach.

Przypomina mi się pewien kolega, który z przerażeniem myślał o tym, że kiedyś może się przekonać, iż jego dziewczyna ma nie zawsze idealnie ogolone nogi. Problem wydawałoby się komiczny, ale prawdopodobnie prędzej czy później znalazł urzeczywistnienie w biografii rzeczonego kolegi. Czy warto nauczyć się tej lekcji jeszcze przed ślubem?

- Wspólne zamieszkanie to takie zderzenie z rzeczywistością, ponieważ w jednej minucie kończą się wszystkie randki, słodkie patrzenie w oczka i nadchodzi to, co wszystkich nas czeka... samo życie: sprzątanie, zakupy, podział obowiązków itp. - tłumaczy Gosia, mężatka z półrocznym stażem. Ona również mieszkała ze swoim narzeczonym. - Oczywiście są i słodkie chwile, ale nie tylko one od tej chwili wypełniają nasze życie. Mieszkając razem nie ukryjemy już nic przed naszą połówką. Pokazujemy całego siebie, a przecież o to chodzi w związku. W naszym przypadku potrzeba było wielu rozmów, aby sprawiedliwie podzielić wszystkie obowiązki oraz ustalić zasady. Niejeden dzień był wtedy tzw. cichym dniem. Ale przyznam, że patrząc na to teraz, wolałam przejść te wszystkie rozmowy i małe awanturki przed ślubem, niż doświadczać tego będąc młodym małżeństwem.

Gosia nie żałuje decyzji o wspólnym zamieszkaniu, ma jednak żal do Kościoła

- Przed samym ślubem, podczas spisywania protokołów, ksiądz zapytał nas o adres zameldowania. Podaliśmy ten sam. Ksiądz popatrzył na nas i powiedział, że podczas spowiedzi przedślubnej proponuje nie przyznawać się do tego. Z czystym sumieniem doradzał nam więc kłamstwo podczas spowiedzi. Zatkało nas. Nie wiedzieliśmy, co odpowiedzieć. Do spowiedzi podeszliśmy jednak szczerze i powiedzieliśmy o wszystkim.... rozgrzeszenia oczywiście nie dostaliśmy. Za to usłyszeliśmy okropne rzeczy: że w ogóle nikt nie powinien nam udzielić ślubu, że żyjemy w ciężkim grzechu... Najlepsze, że nie posłuchaliśmy rady księdza, który doradzał kłamstwo. Byliśmy szczerzy i za to się nam dostało.

Nie wszyscy młodzi ludzie postanawiają zamieszkać wspólnie jeszcze przed ślubem. Kasia Kubicka, która na swój wielki dzień będzie czekać jeszcze kilka miesięcy, jest zdecydowaną przeciwniczką takiego modelu życia.

- Nie ma życia na próbę! Ślub to początek czegoś nowego, początek wspólnego życia. Jeśli mieszkałabym z moim narzeczonym przed ślubem, to nie jestem pewna, czy ślub wywoływałby u mnie takie same emocje, jakie wywołuje teraz. Niektórzy twierdzą, że to dobra próba dla związku. Ja wiem, czego mogę się spodziewać po moim mężczyźnie. Znam go doskonale, nie jest mi do tego potrzebne wspólne mieszkanie. Nasi rodzice, dziadkowie, nie mieszkali razem przed ślubem, a było wtedy mniej rozwodów.

By poznać opinię "drugiej strony konfliktu", poprosiłam o wypowiedź duchownego. Ojciec Maciej Sokołowski z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów przyznaje, że powszechne zjawisko wspólnego mieszkania przed ślubem stanowi problem w życiu Kościoła. Specjalnie dla Wiadomości24.pl próbuje przybliżyć swoje stanowisko w tej sprawie: – Sytuacja ekonomiczna wielu studentów, pragnienie dopasowania się, przeżycia swego rodzaju symulacji małżeństwa, skłania ich do decyzji, by zamieszkać razem. Są w sobie zakochani, planują wspólne życie i takie zamieszkanie razem według nich jest bardzo dobrą okazją, by się lepiej poznać, dopasować się, zobaczyć swoje zalety i wady, by nie ujawniły się po ślubie, bo wtedy nie ma już odwrotu. Chyba że rozwód, ale wtedy jest skandal w rodzinie.

Mimo pewnego zrozumienia dla sytuacji młodych ludzi, ojciec Maciej odrzuca możliwość wspólnego mieszkania narzeczonych: - Mieszkanie przed ślubem pozbawia nas bariery wstydu. Jest rozładowywaniem wstydu przed człowiekiem, który mi jeszcze nie zagwarantował, życiem, ślubem - a tylko deklaracjami, że będzie ze mną.

A co ze sferą fizyczną, której temat zawsze wypływa przy takich okazjach?

- Wspólne mieszkanie przed ślubem zasadniczo łączy się z wspólnym spaniem, kochaniem się, współżyciem - przyznaje duchowny. - Przed ślubem wchodzi się w doświadczenie, że tak naprawdę nie ma znaczenia, czy ten ślub mamy czy nie. Jest nam dobrze, zatem i ślub nie jest potrzebny. Dodatkowy problem wiąże się z parami, które postanowiły mimo wszystko nie współżyć ze sobą. Ale i takie rozwiązanie ma swoje bolesne skutki w postaci nerwicy i późniejszej awersji do seksu, aż po oziębłość. Nawet, gdy para nie współżyje, to jednak stanowi znak dla znajomych, przyjaciół, którzy są o wiele słabsi i znajdą w ich przykładzie usprawiedliwienie. Pomyślą: no zobacz, są katolikami, chodzą na konferencje przedmałżeńskie, na przygotowanie do bierzmowania, no chyba można tak mieszkać, no nie? W ten sposób poszli za ich przykładem, pakując się w styl życia, który teraz jest wygodny i fajny, ale przyniesie lub może przynieść opłakane skutki.


***

W Polsce kwestia par, które mieszkają razem bez ślubu jeszcze długo budzić będzie kontrowersje. Zwłaszcza w wydaniu osób deklarujących wiarę katolicką i przystępujących do sakramentów. Wczuwając się w argumenty obu stron, trudno nie przyznać po trosze racji każdej z nich. Podobno najlepszy jest zawsze złoty środek. Tylko czy można to zastosować również w przypadku religii?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 02.06.2009 19:02

Ja nie wiem co za problem widza niektorzy ksieza w mieszkaniu razem przed slubem pary niewspolzyjacej ze soba (coz za ciekawe gra slow). KKK w ogole tego nie reguluje (z tego co czytalem). A gadanie w stylu, ze to sprzyja powstawaniu sytuacji do popelnienia grzechu jest co najmniej smieszne. Najlepiej powinno sie siedziec samemu caly czas w domu, bo wyjscie na ulice sprzyja zlemu postepowaniu. Czlowiek chyba sam lepiej wie czy podjal swiadoma decyzje wytrwania w czystosci, czy tylko mowi sobie jakos to bedzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poruszyły mnie komentarze i sami ludzie co byli w tej spowiedzi. Zaraz się narzeka na księży itp wiadomo nie powinien tak powiedzieć i namawiać do kłamstwa a drugi ksiądz powinien dać rozgrzeszenie. Wiadomo, że ksiądz to tylko człowiek a nie każdy ksiądz jest taki sam jak inny ksiądz tak samo nie każdy sędzia jest taki sam jak inny sędzia itp. Chodzi o to, że powinni iść do spowiedzi i jak się ksiądz zapyta czy mieszkają razem to powiedzieć a jeżeli się zapyta i nie da rozgrzeszenia to się tym nie przejmować iść po prostu do innego księdza i powiedzieć, że się nie dostało rozgrzeszenia. Po prostu mieszkanie razem to głównie chodzi o współżycie a nie, że grzechem jest samo mieszkanie. Po prostu są księża strasznie konserwatywni a wiadomo, że świat się zmienia i trzeba na to trochę inaczej patrzeć, ale na szczęście nie każdy jest takim księdzem. Przykładem może być nasz premier Donald Tusk żył całe lata w konkubinacie (według kościoła bo nie miał ślubu kościelnego) ale przed wyborami (wiadomo dlaczego) wziął ślub kościelny mieszkając z żoną i dziećmi. Też musiał iść do spowiedzi i co nie dali by mu rozgrzeszenia bo żyje z kobietą. Jest wiele takich przypadków wśród ludzi i życie bez ślubu kościelnego z nażyczoną, z partnerką, w ślubie cywilnym czy też mając rodzinę to jest wszystko to samo a jednak mogło by być inaczej postrzegane szczególnie przez niektórych księży. Przecież nikt nie będzie się wyprowadzał na 3 tygodnie przed ślubem żeby dostać rozgrzeszenie bo to by było śmieszne. Chodzi po prostu o współżycie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Konkubinat nie jest do pogodzenia z etyka chrzescijanska. Nie mozna uwazac sie za chrzescijanina i zyc w konkubinacie. To nie jest jakas kwestia wlasnego widzimisie. Kosciol nie zmieni nigdy swego stanowiska w tej sprawie chocby wszyscy wierni odeszli. Poczytajcie sobie Pismo Sw a zobaczycie w jaki spsob Jezus reagowal na komentarze ludzi ze Jego nauka jest za trudna. Jego odpowiedz byla: Czy i Wy chcecie odejsc. To samo pytanie jest Jemu zadawane przez wspolczesnych. Jesli narzekacie na Kosciol to po prostu nie chodzcie do kosciola i wypiszcie sie. To nie Kosciol sobie wymyslil taka a nie inna nauke i nie Kosciol wymyslil przykazania Boze. a jesli uwazacie sie za wierzacych a jednoczesnie madrzejszych od Pana Boga, ktorego nauki Kosciol jest depozytariuszem to cos z Wami jest nie tak...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł ciekawie napisany, plus za ukazanie wielu aspektów tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykul na bardzo wysokim poziomie.Temat trudny,ale poradzilas sobie z nim swietnie +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy nie najwyższa pora sprawe wiary zostawić każdemu do własnego przemyślenia?? Nie rozumiem takich stwierdzeń: jelsi tkos mówi że wierzy a nie chdoiz do kościoła to działa źle. Jeśli ktoś nie pzrestrzega zasd to robi źle.

hmm....a moze zjamijmy się tym co naparwde krzywdzi ludzi....bo to chyba nie takie starszne przewiniene, że ktoś nie idzie na msze czy do spowiedzi...że żyje ze swoim partnerem przed ślubem, że uprawia seks przed ślubem. To osobista sprawa każdego człwoeika i nic nikomu do tego!

Zajmijmy się tymi faktycznymi pzrewinieniami wobec ludzi, innych ludzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli ktoś się uważa i nazywa katolikiem, to powinien przestrzegać zasad jakie narzuca ta wiara. Jeżeli tego nie czyni, a tylko co niedziela odwiedza kościół, jest hipokrytą i powinien wystąpić z wnioskiem o apostazję. Chyba, że woli oszukiwać sam siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Solidnie napisany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirku...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za ukazanie powszechcnego problemu i zakłamania.
*Najlepsze, że nie posłuchaliśmy rady księdza, który doradzał kłamstwo. Byliśmy szczerzy i za to się nam dostało.* - ale są parę razy młodsi ode mnie. A ja, stary koń, także napisałem prawdę, że wydarzenie było 8 stycznia zamiast 28 stycznia i... tekst zostal wyrzucony do kosza z powodu przedawnienia. Księża i dzienniarze lubią moralizować, ale w szczegółowych kwestiach sypie się ich przyjazność wobec ludzi od nich zależnych. Kłamstwo to podstawa wizerunku. Bez klamstwa nie ma powodzenia w wielu sprawach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.