Facebook Google+ Twitter

Katowice. Miasto moje widzę...

Wyjeżdżam i wracam, wyjeżdżam i wracam, i tak, niczym w błędnym kole żywota Fryderyka Nietzschego, już ładnych parę lat.

Biurowiec Altus. Fot. Jacek TomaszewskiWyjeżdżam na dłużej bądź krócej, dalej lub bliżej. Wracam do tego „grajdołka”, jak niektórzy nazywają Katowice, a który ja nazywam moją prywatną Austerią. Wracam, przystaję, patrzę.

Widzę... miasto moje dynamiczne

Ludzie śpieszą do pracy, szkoły, na uczelnie. Zapełniają się środki komunikacji publicznej, tramwaje i autobusy. Pojawiają się pierwsi przyjezdni z okolicznych miast aglomeracji. Sznur samochodów sunie ulicami miasta niczym w największych zachodnich metropoliach. Powoli zapełniają się parkingi. Tłum pracowników w nienagannych garniturach i garsonkach zmierza do swoich miejsc pracy. Zapełniają się biura w Altusie, Chorzowskiej 50 i innych biurowcach. Studenci udają się w kierunku swoich wydziałów, uczniowie do szkół. Miasto budzi się do życia. Niczym w “Metropolis” Fritza Langa rozkręca się jak wielka maszyna, której nic nie jest w stanie zatrzymać. Ciągle trwa nieustający ruch, ludzi, samochodów, samolotów. Wchodzę do pierwszej knajpy, nie ma miejsca. Udaję się do drugiej, w tle majaczą światła wieżowców, to „gwiazdy”, w lokalu również nie ma miejsca. Idę do drugiej, po drodze mija mnie grupa młodych ludzi, oni też szukają miejsca żeby usiąść. W końcu znajduję. Ludzie się uśmiechają. Na parkiecie pełno roztańczonych osób. Widzę po ich oczach, że są zadowoleni.

Widzę... miasto moje ogromne

Międzywojenny Ponad 160 km kw. Powierzchni, 40 proc. terenów zielonych – to niczym Manhattan ze swoim Central Parkiem. Porównanie Katowic do „Big Apple” nie jest bezzasadne ani przesadne. Katowice, zwane również „grajdołem” – centrum prawie trzy milionowej aglomeracji, stolica województwa śląskiego, siedziba wojewódzkich władz administracyjnych, wielu instytucji finansowych i kulturalnych, siedziba Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Prężny ośrodek akademicki, siedziba czterech znanych i szanowanych wyższych uczelni państwowych – Uniwersytetu Śląskiego, Akademii Ekonomicznej, Akademii Wychowania Fizycznego i Akademii Muzycznej, oprócz tego około dwudziestu wydziałów terenowych uczelni z innych miast oraz uczelni prywatnych, około trzydzieści pięć liceów i gimnazjów, czterdzieści pięć techników i pięćdziesiąt szkół podstawowych.

Wieżowce Stalexportu. Fot. Jacek TomaszewskiSkrzyżowanie szlaków komunikacyjnych, przecięte dwoma autostradami A4 i A1, Drogową Trasą Średnicową i torami kolejowymi. Obsługiwane przez Międzynarodowy Port Lotniczy w Katowicach – Pyrzowicach, a w niedalekiej przyszłości posiadające lotnisko miejskie (city airport) na Muchowcu. Czy tak wygląda „grajdoł”? Idę ulicą Żwirki i Wigury, podziwiam jeden z pierwszych wysokościowców w Polsce przypominam sobie słowa Witolda Kłębkowski: „Śląsk – ta najbardziej amerykańska z dzielnic Polski, wyprzedził inne dzielnice pod względem pięcia się ku górze. Powstaje tutaj pierwszy wielopiętrowy budynek, jeden z najwyższych w Europie. Stal jest kośćcem budowli wielopiętrowej, to też nic dziwnego, że Śląsk - ojczyzna polskiej stali - pierwszy buduje szkieletowe drapacze”. Zastanawiam się dlaczego słowa wypowiedziane w 1933 roku miałyby być nieaktualne. Czy cofnęliśmy się w czasie, czy zamiast rozwoju nastąpił regres? Przystaję i jeszcze raz spoglądam na moje miasto, bo może czegoś nie zauważyłem.

Patrzę i widzę... miasto moje nowoczesne

Biurowiec Chorzowska 50. Fot. Jacek TomaszewskiOglądam odrestaurowane kamienice z przełomu XIX i XX wieku, widzę rusztowania i robotników na kolejnych. Patrzę na nowoczesną architekturę budynku ING i Chorzowskiej 50, zachwycam się rozwiązaniami konstrukcyjnymi katowickich twin towers - Stalexportów. Podziwiam wspaniałą bryłę modernistycznego kościoła garnizonowego, intryguje mnie gra płaszczyzn i geometria budynków Karola Schayera. Widzę ludzi odpoczywających na odremontowanych miejskich skwerach, w Parku Kościuszki i na Dolinie Trzech Stawów. Ludzi radosnych i pogodnych, wesołych i szczęśliwych, którym coś się w tym „grajdole” udało. Przystaję obok nich i widzę...

Miasto moje wielokulturowe

Panorama śródmieścia Katowic. Na pierwszym planie wieżowiec Altus. Fot. Jacek TomaszewskiStaję na początku ulicy Warszawskiej, zaraz obok wspaniałej bryły Teatru Śląskiego zaprojektowanego przez wybitnego niemieckiego architekta Augusta Moritza. Patrzę w kierunku zachodnim i po lewej stronie ulicy widzę wspaniały kościół ewangelicki, po prawej, niewiele dalej, dumną wieżę kościoła mariackiego. Kiedyś istniała tu też przepiękna synagoga, wzniesiona w stylu niemieckiego renesansu z późnogotyckimi reminiscencjami, według projektu mistrza murarskiego Ignatza Grüfelda. Uroczyste poświęcenie gmachu odbyło się 12 września 1900 roku. Na ulicy Młyńskiej, gdzie obecnie znajduje się siedziba gminy żydowskiej, znajduję się tablica informująca, iż w dniach 6-11 listopada 1884 obradował tutaj zjazd delegatów „Towarzystwa dla Kolonizacji Ziemi Świętej” (tzw. Chibbat Syjon). I gdy tak spoglądam na moje miasto z tej właśnie perspektywy wielokulturowości, przypominają mi się słowa Antona Oskara Klaussmanna: “Między katolikami, protestantami i żydami panował wówczas głęboki pokój religijny. (...) Dla każdego miłującego pokój człowieka krzepiące było oglądanie każdej soboty w hotelu Wienera w Katowicach protestanckiego pastora, katolickiego księdza i żydowskiego rabina, skupionych przy grze w szkata i słuchanie w jak grzeczny sposób ze sobą rozmawiali ci trzej duchowni, którzy zwracali się do siebie zawsze per: Panie bracie na urzędzie. Ale i w innych miejscach można było zauważyć to przykładne współistnienie, prawdziwą harmonię i przypominam sobie, że podczas pogrzebu burmistrza Rothera w Mysłowicach przed jego trumną szli duchowni wszystkich trzech konfesji w swoich ceremonialnych szatach. Potem w katolickim kościele farnym proboszcz wygłosił katolicką homilię, a nad grobem na cmentarzu przemawiał po polsku najpierw pastor, a po nim rabin po niemiecku. Ów niekłamany, głęboki pokój religijny dokumentował się też w ten sposób, że prawie wszyscy tutejsi katoliccy duchowni, wspaniali i podziwu godni ludzie, z reguły utrzymywali żywe stosunki towarzysko-familarne i rodzinami protestanckimi i żydowskimi”. (cyt. za, A. O. Klaussmann, Górny Śląsk przed laty, Katowice 1997, s. 46.).

Miasto moje ewoluujące

Oglądam projekt przebudowy centrum autorstwa Tomasza Koniora i wyobrażam sobie tętniące życiem centrum aglomeracji siedemnastu miast połączonych w jedną całość. Oglądam projekt modernizacji skweru przy ulicy Sokolskiej przygotowany przez Jakuba Manka, młodego studenta architektury, zauważam duże zmiany w małej architekturze ulic Plebiscytowej i Sienkiewicza. Patrzę na kopułę na rondzie, która za niedługo zapełni się ludźmi. Odwracam się i widzę jeszcze pusty obszar po byłej kopalni Katowice, na której już niedługo wyrośnie wielki muzealny kompleks – Nowe Muzeum Śląskie. Czytam o planach utworzenia Międzynarodowego Centrum Kongresowego, o mających powstać nowych biurowcach, w tym trzy 100-metrowe wieżowce. Słyszę o planach wpisania Nikiszowca na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako przykładu unikatowej architektury i zabudowy, jedynej takiej na świecie. Oglądam zapowiedzi wielkich, tegorocznych wydarzeń muzycznych w sąsiednim Chorzowie. Odile Decq, słynna francuska architekt, która uczestniczy w międzynarodowym konkursie architektonicznym na nowy gmach Muzeum Śląskiego, odwiedziła niedawno Katowice. Podczas wykładu, który wygłosiła w biurowcu ING, powiedziała: "Katowice są bardzo nowoczesne, design miasta mnie zachwycił. Oczywiście większość budynków musi być odrestaurowanych, ale nie trzeba niczego wyburzać". Tomasz Konior, zwycięzca konkursu na przebudowę centrum, promuje swoją koncepcję na największych w Europie targach nieruchomości w Cannes. Zainteresowanie jego projektem wyraża tak uznany światowej sławy architekt, jak Daniel Libeskind.

Widzę postęp i zmiany, widzę miasto, które zmienia się z dnia na dzień, które dumnie kroczy w przyszłość. W uszach dźwięczą mi słowa Wojciecha Kilara: "Dobrze, że są te Katowice, że były, że tutaj zamieszkałem, że na coś się tutaj przydałem". I jestem wściekły, niczym Oriana Fallaci po atakach z 11 września, mam ochotę wrzeszczeć: katowiczanie otwórzcie oczy i patrzcie jak nasze miasto ewoluuje! Katowiczanie, mamy się przecież czym chwalić!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Plusik, chociaż szkoda, że tylko o centrum - są dzielnice, które może nie mają biurowców, ale są remontowane i też piękne (Ligota) oraz takie, które pokazują, jak bywało kiedyś (Janów)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naturalny plus. Jacku, moją pinię o tekście już znasz. Dobrze, że jest nas już dwóch :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.