Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

57785 miejsce

"Katyń" - wymarzony film ze średnim efektem artystycznym

Istnieje teoria, że jeśli o czymś bardzo intensywnie pomyślimy, wyobrazimy to sobie szczegółowo z najmniejszymi detalami, to magiczna siła z kosmosu nam tę rzecz podaruje i staniemy się jej szczęśliwymi posiadaczami.

 / Fot. mat. prasoweIstnieje teoria, że jeśli o czymś bardzo intensywnie pomyślimy, wyobrazimy to sobie szczegółowo z najmniejszymi detalami, to magiczna siła z kosmosu nam tę rzecz podaruje i staniemy się jej szczęśliwymi posiadaczami. Mogłoby się wydawać, że tak postąpił Andrzej Wajda, który bardzo chciał zrobić film o tragedii w Katyniu, i w końcu los pozwolił mu na jego realizację. Tylko, czy wizja pana reżysera była dostatecznie wyraźna i pełna, aby powstało z tego dzieło wybitne?

„Katyń” opowiada o polskich oficerach zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 roku. Wokół tego tragicznego wydarzenia zbudowana jest cała fabuła. Jednak równorzędną rolę gra w filmie historia kobiet, które były najbliższymi osobami w życiu zniewolonych i brutalnie zabitych żołnierzy. Obraz matek, żon, córek i sióstr, które znalazły się w dramatycznej sytuacji i wszystkie próbują jakoś się w niej odnaleźć. Najpierw nieświadome ogromu tragedii próbują zachować nadzieję, na to, że wszystko będzie dobrze, a potem bezkompromisowo walczą o prawdę i pamięć bohaterów.

Na wstępie wspomniałem, że film o zbrodni katyńskiej był marzeniem Andrzeja Wajdy. Reżyser sam to podkreślał. Długo nosił się z zamiarem jego zrealizowania. Dodatkowo był to dla niego bardzo osobisty temat, gdyż pod Smoleńskiem zamordowano jego ojca. Myślę, że dlatego też chciał, żeby to było dzieło wyjątkowe pod każdym względem. Widzimy tu śmietankę najpopularniejszych polskich aktorów tj.: Jan Englert, Andrzej Chyra, Artur Żmijewski, Paweł Małaszyński, Danuta Stenka, Magdalena Cielecka, Maja Komorowska, Maja Ostaszewska.

Za muzykę odpowiedzialny był ceniony kompozytor Krzysztof Penderecki, a za zdjęcia nie kto inny jak Paweł Edelman. Te wszystkie postacie, na czele z Wajdą, miały złożyć się na niebanalną i wielką artystyczną wizję o tych tragicznych zdarzeniach z 1940 roku oraz zapewnić popularność wśród widzów. To akurat niezaprzeczalnie się udało. Film został obejrzany przez miliony osób na całym świecie (na pewno przyczyniła się do tego również nominacja do nagrody Oscara). Mógł on bardzo szeroko głosić prawdę historyczną, na której tak bardzo zależało reżyserowi. „Rozliczenie z kłamstwa” się udało. Cel praktyczny osiągnięty, co z artystycznym?

W tej kwestii według mnie jest o wiele gorzej… Gra aktorów nie zachwyca, jest mechaniczna, nie przekonują mnie ich emocje, które starają się wyeksponować. Są trochę nijacy. Jedynie Andrzej Chyra i Jan Englert trzymają równy poziom. Muzyka po prostu jest, w ogóle nie stopniuje napięcia, a co więcej, wydaje się być jednakowa przez cały film. Scenariusz pisany na motywach powieści „Post mortem” Andrzeja Mularczyka, może i by się sprawdził, gdyby nie to, że mamy tu do czynienia z bohaterem zbiorowym, a więc nie ma tu mowy o żadnym głębszym obrazie psychologicznym jednej postaci, co mogłoby być o wiele ciekawsze. Ta „grupa” zlewa się ze sobą na tyle, że fabuła i ich losy zaczynają nudzić. Pochwalić nie można również montażu niektórych scen, które mogłyby być bardziej dopracowane. Na uwagę zasługują za to bardzo dobre zdjęcia Pawła Edelmana. Są stonowane kolorystycznie, melancholijne, dające efekt więc żałobny, tak pożądany w takiego rodzaju produkcjach. Najbardziej drażniące jest jednak wspomniane już aktorstwo. Nie po to angażuje się takie nazwiska, żeby zupełnie nic z nich „nie wycisnąć”… Czy takie „wzbogacenie” reżyserowi nie było potrzebne?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.