Facebook Google+ Twitter

"Kawałek papieru". Wspomnienia Amalii

Co za złośliwa zbieżność dat. Ten nieszczęsny, leżący na biurku pożółkły papier. Datę widziałam na pewno. Przeczytałam. Dlaczego akurat dzisiaj? Czy jestem jeszcze dzieckiem? Czyim? To łzy Amalii, nie moje, wszystko jest jej.

Bolą mnie nogi. Puls wali nawet w uszach, jak szalony. Twarz zalewają łzy. Już dalej nie mogę! Mokre liście pod stopami utrudniają kroki. Gałęzie biją mnie po twarzy i tak już mokrej od łez. Ledwie czuję zimne, wilgotne powietrze. A moim ciałem i duszą wstrząsa zwątpienie. Z piersi wyrywa się szloch, a łzy same spływają nieustannie. Ryczę, jakbym chciała wszystko z siebie wykrzyczeć, wyrzucić, wyjęczeć, pozbyć się w ten sposób rzeczywistości, uwolnić od niej, od tej okropnej prawdy, która zniszczyła całe moje szczęśliwe dzieciństwo.

Portfel na listy, dokumenty i papiery / Fot. Fot. B. Romer KukulskaDlaczego mi o tym nie powiedzieli? Dlaczego nie pokazali mi tego kawałka papieru? Tej okropnej, strasznej kartki. Banalny świstek. Dokument? Dlaczego akurat dzisiaj, 1 czerwca, znalazł się na biurku Mamy? Mojej? Mamy?

Nie. Ona nigdy nią nie była. Przez te wszystkie lata zatajali to przede mną. Ojciec - Tato? A to imię - Amalia - jest mi teraz obce jak oni. Przecież tak nie nazywałam się wcześniej, dawniej, przedtem, przed dniem, gdy podpisano tę kartkę. Jak się nazywałam zanim złożyli podpisy? Zanim zostałam ich dzieckiem? Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedzieli?

Nieszczęsny, leżący na biurku pożółkły papier datowany 1 czerwca. Widziałam na pewno. Przeczytałam wyraźnie. Dlaczego dzisiaj? Co za złośliwa zbieżność dat! Gdy wyszłam z pokoju, nie wytrzymałam. Wybiegłam, musiałam uciec. Coś mnie gnało, wyganiało z domu. Wprost przed siebie. Wbiegłam w las. A teraz, już dalej nie mogę. Po prostu nie mam sił. Wszystko mnie boli, wszystko wokoło jest obce, dziwne. Twarz zalewają mi łzy, ale one nie są moje, ja płakać nie chcę. To łzy Amalii, nie moje, wszystko jest jej. Jestem jeszcze dzieckiem? Czyim? Dlaczego mi nie powiedzieli? Dlaczego?

Teraz przestałam istnieć, oni mnie sobie wymyślili, stworzyli, wykupili. "Oni" sobie to tak zaplanowali i ułożyli. Buzia, oczy, uśmiech. ....wybrali sobie taką Amalię - przez szybę oddziału dziecięcego. Spodobałam im się, wpadłam w oko. Trzeba było jedynie podpisać mały świstek i pewnie zapłacić jakieś koszty. Oni na "to" poszli i podpisali. Zapłacili. Jak za jakiś mebel. Za towar do codziennego użytku. Grali moich rodziców, grali jak w teatrze. Ja - niczego nieświadoma - grałam rolę ich dziecka, a oni - ojca i matki. Świetnie się mną bawili. To przyjemność "taka" zabawa w "taki" teatr. A ja się nie zorientowałam, nie rozumiałam. Wykorzystali mnie dla swojej przyjemności. Oszukali mnie… Nienawidzę. Nie chcę widzieć, słyszeć, pamiętać. To chyba jakiś koszmarny sen. Chcę się obudzić.

Policzki mam suche, łzy nie płyną. Puls jest rytmiczny, spokojny, za spokojny. Wysuszone, zimne usta milczą. Ręce są lodowate. Nóg nie czuję, ciało nie drży. Oddycham jeszcze? Już nie mogę tak dalej, nic już nie wiem, nie rozumiem. Myśli ciągle się plączą i gonią jedna za drugą. Zataili. Okłamali.

Staram się przepędzić to kłębowisko myśli i nieznośny film pod powiekami. Są ciężkie jak z ołowiu. Z trudem otwieram oczy. Otaczają mnie jakieś maszyny, do których mnie podłączono. Po co? Nie rozumiem. Szpitalne łóżko jest wygodne. Jak długo w nim leżę? Oczy zabłądziły w stronę okna, na las, liście, lekko pożółkłe, jesienne. Tak, pamiętam już. Byłam w lesie. A ten papier ? Nie, nie chcę o nim myśleć. Nie ma go. Nie było. Nie będzie.

Nagle otworzyły się drzwi. Pojawili się. ONI, milczący. Usiedli przy mnie z ciepłym uśmiechem. Wiem, że teraz mi powiedzą, wyjaśnią wszystko. Nie, nie chcę. Nasze usta milczą. Tak lepiej. A ja jestem im tak bardzo wdzięczna, że są ze mną, są przy mnie, dla mnie. Są moi, a ja ich. Moi kochani jedyni Rodzice i ja – ich, ich jedyne dziecko -Amalia.

**Wszelkie podobieństwo postaci jest przypadkowe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Dziękuję. Wszystkim, bardzo dziękuję za uwagi, oceny i za słowa uznania oraz ukłony, albowiem są one dla mnie cenniejsze niż nagroda rzeczowa. Cieszę sie też ogromnie, że przesłanie jest jednak (mimo wszystko) czytelne i wywołało tę małą dyskusję. Jestem pewna, że Amalia jest także zadowolona :)) i nie smuci się wcale, ani nie dziwi, że Wóz strażacki wygrał z Kawałkiem papieru.:))



-> @ Ewo, czytałam Twoją opowieść, jak sama piszesz, niesamowita. Rozumiem, że to Habemus Bajbus był inspiracją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Masz Basiu moc życiowych doświadczeń, z których każda może być wpaniałą, dającą wiele do myślenia, opowieścią (jedną już mam na myśli). Nie ukrywam, że zainspirowana Twoim opowiadaniem, napisałam trochę niesamowitą, prawdziwą historię dziecka. Przybijam Ci 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Tymczasem w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej fakt przysposobienia najczęściej nie jest tajemnicą, a małżeństwa, które zaadoptowały dziecko cieszą się wyjątkowym szacunkiem pośród znajomych, sąsiadów i dalszej rodziny" - http://www.adoptuj.pl/tajemnica-adopcji-czy-powiedzie-dziecku

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety, problem psychologicznego przygotowania leży po stronie tak dziecka jak i rodziców, a także ludzi z otoczenia. Wszyscy powinni być starannie przygotowani, albo choć przygotowani tylko. Zdarza się także, że rodzicie w pewnym momencie "odrzucają" dziecko adoptowane, bo np. nie uzdrwiło ich zwiąku małżeńskiego, a czasem dopiero w testamentcie i to też bywa dużym szokiem. A co do "życzliwych", to akurat " najżyczliwsze" bywają inne dzieci np. te z podwórka i mogą tą złośliwą przysługą spowodować dramat rodzinny ze skutkiem tragicznym.(znam taką sprawę k.)

PS1 . usiłuję namówić pewną adwokat, zajmującą sie sprawami tego typu i znającą te problemy od lat wielu, do wzięcia udziału w dyskusji, ale ma jakieś obiekcje.

PS2 . Jacku, chyba rzeczywiście, przy całej prostocie doboru słów , to "wbiegłam" trochę przeszkadza. Także widzę teraz, że nie konieczne było postawienie tylu pytajników. ( :) nie mogę odmówić Ci racji ;))))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2010 09:16

W gruncie rzeczy, nie sądzę, byśmy potrafili znaleźć jednoznaczną odpowiedz na pytanie: mówić? nie mówić?
Ja się tego, w każdym razie, nie podejmuję. Oscyluję w kierunku zachowania tajemnicy, jednak istnieją przecież "życzliwi"...

Jeszcze kilka slow o artykule... W większości przypadków kończę lekturę tekstów, publikowanych na w24, po pierwszym akapicie.
Tekst Basi przeczytałem już wielokrotnie, wydrukowałem i przekażę go polskojęzycznym znajomym.

Ukłony, Basiu!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2010 09:00

No tak, Jolu... Nie mogę odmówić Ci racji.

Nie pomyślałem o problemie "życzliwych"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst wspaniały. 5*

Co do istoty rzeczy - gdyby nie istniała ewentualność, że dziecko dowie sie o swoim pochodzeniu od "zyczliwych" - byłabym zdania, że nie powinno się dowiedzieć, iż urodziła je inna kobieta. Taka, które nie chciała/nie mogła byc matką.
Nawet dziecko po starannym przygotowaniu psychologicznym może w jakims momencie poczuc sie "obce" i całkowicie odrzucić swoich przybranych, ale faktycznych rodziców.
Tak mi sie wydaje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"...dzieci, zaadoptowane w wieku niemowlęcym, nie powinny się nigdy o tym dowiedzieć"?
Jestem przekonana, że powinny się o tym dowiedzieć. Nie można tego przed dzieckiem ukrywać, trzeba je tylko do tego starannie przygotować. W przeciwnym wypadku można stracić jego zaufanie, narazić na silny szok (jak w artykule), kiedy dowie się o tym przypadkiem lub, co gorsza, od "życzliwych"? Dziecko ma prawo do poznania własnej przeszłości i przede wszystkim do życia w prawdzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.05.2010 23:05

Co o tym myślę?

Jestem zdania, ze tekst Basi, w sposób niewiele odbiegający od perfekcji, opisuje stan duchowy dziecka, które nagle, przypadkowo, realizuje, ze mama nie jest mamą... Jestem przekonany, ze dzieci, zaadoptowane w wieku niemowlęcym, nie powinny się nigdy o tym dowiedzieć. Jestem zwolennikiem prawdy. Jednak - gdy prawda może zdruzgotać delikatna strukturę emocjonalna człowieka jeszcze nie przygotowanego do obrony... będę kłamał. Będę kłamał jak z nut, bez wyrzutów sumienia.

Na marginesie: jeśli znane Tobie dzieci "wbiegają", to pomyliłem się. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyznaję, nie zrozumiałam, co dla Ciebie znaczy w tym miejscu dysonans. Może dlatego, że znane mi dzieci "wbiegają". ;))
Oczywistą rzeczą jest, że nie miałam zamiaru tłumaczyć Ci spraw oczywistych, nie Tobie. ;)
A co myślisz, o przesłaniu płynącym z tego artykułu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.