Facebook Google+ Twitter

Kayah: - Najwygodniej mi w szlafroku i wannie

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-01-26 09:25

„Proszę mnie nie zawstydzać” – mówi Kayah, gdy słyszy, że jest piękną kobietą. Twierdzi, że czuje się co najwyżej... interesująca. Czy lubi grać w filmach i jakie są jej pasje?

- Ludzie patrzą na Kayah i mówią: – ta to ma wszystko – i pieniądze, i fajne dziecko, i popularność. Czego jej jeszcze może brakować do szczęścia?

– Czasami potrzeba mi po prostu świętego spokoju
i wolnego czasu. Marzą mi się podróże i zwykłe ludzkie namiętności. Chcę mieć zdrowe i mądre dziecko. Chcę być kochana i czuć się potrzebna. Chcę żyć w normalnym kraju, gdzie szanuje się prawo, kobiet nie sprowadza się jedynie do funkcji biologicznych, i gdzie ludzie umieją się cieszyć cudzym sukcesem.

- Ostatnio można było Panią oglądać na dużym ekranie w komedii „Dublerzy”, w spektaklu dla dzieci i w serialu „Niania”. Ciągnie Panią do filmu?
– Oj nie! (śmiech). To strasznie nudna praca. Zdjęcia się ciągną w nieskończoność, a efekt końcowy wcale nie zależy od ciebie. Poprzednie aktorskie kroki traktowałam jako przygodę i żart. Na poważnie myFot. AKPA ślałam o moim udziale w filmie „Ryś” Stanisława Tyma. Skończyło się na tym, że będę wydawcą płyty z muzyką z tego filmu. I dobrze. To przynajmniej umiem robić.

- Jako wydawca płyt stawia Pani na mało znane szerokiej publiczności twarze – na debiutantów. Udaje się związać koniec z końcem?
– Może nie są to spektakularne sukcesy finansowe. Bardzo mozolnie budujemy naszą pozycję, ale udaje się nam nie zatonąć. Firma działa na wielu frontach. Wydawanie płyt nie jest jedynym środkiem dochodó w. Mamy również agencję menedżerską i koncertową.

- Człowiek orkiestra! Czuje się Pani kobietą sukcesu?
– Sukcesem jest publiczność, która docenia moje decyzje artystyczne. Niczego więcej mi nie trzeba.

- Muzycznie długo Pani milczy. Zajmuje się promowaniem innych artystów – Smolika, Noviki, Marii Peszek. Kiedy posłuchamy najnowszej płyty Kayah?
– Są dni, kiedy zadaję sobie pytanie – czy warto się wysilać i tworzyć? Dla kogo? Obserwacja naszego narodu, gustów masowych, zadowalających się blichtrem i hołdujących przeciętności, mediów, które wolą komentować moją sukienkę czy zająć się głupimi plotkami na mój temat – to nie zachęca do pracy. Nad płytą pracuję już od dawna, ale zrywami. Postanowiłam sobie, że już nic nie muszę. Robię, co lubię i kiedy lubię.

- Jest Pani piękną kobietą...
– Proszę mnie nie zawstydzać. Nigdy nie czułam się piękna, co najwyżej interesująca. Nie mam urody idealnej ani nawet fotogenicznej, co trochę mi w moim zawodzie przeszkadza.

- Ale ja mówię, co moje męskie oczy widzą. Jest Pani naprawdę piękną kobietą. Czym jest dla Pani piękno?
– Pięknym jest chyba człowiek akceptujący siebie i różność innych. Piękna twarz jest łagodna i niezryta zawiścią. To oczy wyrażające ciekawość, myślące i nieświadczące o wewnętrznej pustce. Znam takie piękności i są dla mnie niedoścignionym wzorem. Ja staram się pamiętać, że na nas samych i dobrą kondycję składają się duch, rozum i ciało. I trzeba walczyć o równowagę między nimi. O ciało dbam na siłowni, daje mi to podwójną korzyść – kształtuje się sylwetka, a poza tym zwyciężam lenistwo, więc rzeźbię siłę charakteru.

- Na scenie Kayah to wulkan energii. Skąd się bierze ta siła?
– Jestem po prostu profesjonalistką. Takiej energii wymaga scena, publiczność, a ja poniekąd prowadzę usługi dla ludności (śmiech). Poza tym zawsze miałam temperament. Prawda jest taka, że nie zawsze chce mi się machać nogami, ale mam nadzieję, że tego nie widać (śmiech).

- Czym jest miłość, o której Pani tyle śpiewa?
– Miłość to siła napędowa. Sens życia.

- Ma Pani jakieś pasje?
– Uwielbiam podróżować, choć trochę boję się latać. Interesuję się architekturą wnętrz. Pociąga mnie mistyka.

- Ostatnio była Pani w Afryce...
– Afryka to moje marzenia, odkąd tylko pamiętam. Wybieram się tam znowu.
- Co Kayah ceni u innych?
– Szczerość i bezinteresowność.

- A czego nienawidzi?
– Chamstwa, głupoty i fanatyzmu religijnego, braku tolerancji. Nieelastyczne poglądy i wąskie horyzonty wykluczają z mojego otoczenia.

- Jak Pani odpoczywa?
– Głupio się przyznać, ale nie odpoczywam. Nie pamiętam, jak to jest. Uwielbiam spać w samochodzie, kiedy jedziemy naszą salonką na koncert.

- A w czym Pani chodzi najchętniej ubrana?
– Nie mam ulubionego stylu. Najwygodniej mi w szlafroku i wannie.

- Wybudowała Pani dom, ma przy sobie rodzinę. Jak spędza Pani czas w domu? Na zabawie z synkiem?
– Żyję życiem normalnej kobiety. Nie zamknęłam się w złotej klatce i proszę mi wierzyć, że artystki w domach zmieniają się w zwyczajne gospodynie. Sprzątam, porządkuję, organizuję codzienność domownikom. Jedyne, czego nie robię, to nie gotuję, bo nie lubię i nie umiem.

- Czym Panią ostatnio zaskoczył Pani synek?
– Roch zaskakuje mnie codziennie swoim poczuciem humoru i inteligencją.

- Co Pani chciałaby mu przekazać? Żeby jakim był człowiekiem?
– Przede wszystkim szczęśliwym. Poza tym jest tak wrażliwym człowiekiem, że o resztę się nie martwię.

- Czy trudno być matką i jednocześnie gwiazdą, którą uwielbiają tłumy?
– Myślę, że trudno być matką w ogóle, a jeszcze do tego oddaną zawodowi. Trudność w moim zawodzie polega głównie na tym, że wielu ludziom wydaje się, że mają prawo wchodzić w moje życie z butami, komentować je i to jeszcze na kanwie wyssanych z palca rewelacji. Moi bliscy wtedy cierpią. W obronie prywatności i bezpieczeństwa moich bliskich jestem nieobliczalna.

- Na co potrafi Pani wydać fortunę lekką ręką. Tak bez mrugnięcia okiem?
– Nie lubię wydawać fortuny. Czuję się idiotycznie, mając wydać na jakąś szmatkę tysiące złotych, tym bardziej że ubrania wyjściowe mam, niestety, na raz. Widziałam tyle biedy na świecie, głodu i chorób, że ostudziło to skutecznie moje zapędy sklepowe. Wolę robić z pieniędzy lepszy użytek. Mój menedżer twierdzi, że zrobiłam się sknerą, ale ja myślę, że nadal umiem żyć z fantazją. Tylko mądrzej. Moje wydawanie pieniędzy zaczęłam traktować bardziej jako inwestycje.

- Ma Pani jakieś zwierzęta?
– Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie, jak można żyć bez nich. Mam trzy koty, trzy papugi. Chciałabym mieć psa, kuce, osiołka i... słonia na złotym łańcuszku. Tylko kto się tym będzie zajmował? (śmiech).

- Czy myślała Pani o tym, żeby bawić się w politykę, startować w wyborach jako radna, poseł, senator, jak np. Krzysztof Cugowski?
– Polityka mnie nie pociąga, choć ostatnio Manuela Gretkowska wciągnęła mnie na listę swojej partii kobiet. Pragnę działać na tym polu dla dobra ignorowanych Polek.

- Czym jest dla Pani sława?
– Czasem to kula u nogi. Popularność ma dwie strony medalu. Dzięki niej nieraz dostaję ładniejsze pomidorki, ale i nigdy już nie będę niewidzialna, co w dobie złośliwych tabloidów nie jest wygodne. Straszne jest, kiedy wszystko, co robisz poza sceną, a więc pracą, może być publicznie komentowane. Przecież każdy ma prawo żyć na takich samych zasadach.

- Gdyby miała Pani kolejny raz zadecydować, czy zostać artystką, to powiedziałaby Pani „tak”?
– Nie. Kiedy zaczynałam swoją karierę, wiedziałam, że chcę śpiewać. Wszystko wyglądało inaczej. Dziś wybrałabym inną drogę.

- Więc gdyby nie kariera na scenie, to kim by Pani chciała zostać w życiu?
– Kiedyś pragnęłam zostać archeologiem. Dziś jednak pociąga mnie architektura. Wydaje mi się, że musiałaby to być zawsze praca twórcza. Pełna wyzwań. Jestem Skorpionem i adrenalina jest mi potrzebna do życia.

Robert Migdał

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Archeologiem... no, no, no. W tym stroju to niemal Helena Trojańska;)) Ale na wykop takie ciuchy to się raczej nie nadają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.