
Czy celem autorów jest przestraszenie odbiorcy i spowodowanie, by przestał myśleć, zaprzestał opowiadania się, po której ze stron barykady stanąć? Z pewnością nie, a wręcz przeciwnie. Celem jest zmuszenie, aby znalazł w tym wszystkim równowagę i umiejętnie pokierował własnym genialnym umysłem. Tak, by zapobiec własnej, a co za tym idzie i naszej samozagładzie. Jeśli nie fizycznej, to być może moralnej i intelektualnej.
Podobno jednostka nie ma racji. Rację ma ogół, pospolity motłoch. A co jeśli wspomniana jednostka wywodzi się właśnie z takiego motłochu? Czy jest to początek końca motłochu czy upadek jedynie jednostki? Co jeśli każdy z nas jest przykładem pewnego geniuszu? Przecież motłoch składa się z jednostek.
Jeśli ktoś by mnie zapytał, po czyjej stanąłbym stronie, to odpowiedziałbym, że nie wiem. Po obejrzeniu filmu nie potrafię się jednoznacznie określić. Z jednej strony mam w sobie żądzę. Żądzę, która mówi mi, że poszedłbym kierunkiem obranym przez oponentów bohatera, bo łatwiej, bo korzyści są niewspółmierne do wysiłku, powiedzmy. Jednakże z drugiej strony zawsze uwielbiałem płynąć pod prąd. Nawet, jeśli nie miało to sensownego wytłumaczenia. Czy spotkałoby mnie to samo, co geniusza? No właśnie. Nie dowiem się, nie jestem geniuszem.
Paradoksalnie problem jednak mnie dotyczy. Dotyczy on każdego z nas…, bo każdy jakiś geniusz w sobie nosi. Każdy jest liczbą „Pi". Do końca niezbadaną. Pytanie tylko, jaka korporacja i kiedy zapragnie po niego sięgnąć?
"Pi"
Reżyseria:Darren Aronofsky
Scenariusz:Darren Aronofsky, Sean Gullette, Eric Watson
Marcin Majkowski
tekst opublikowany pierwotnie na
gazeta wirtualna