Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4952 miejsce

Każdy oddech może być ostatni. Życie z wagą w tle

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-08-03 07:52

Wychudzone, anorektyczne modelki budują nam wizję dzisiejszego świata. Świata, w którym nawet dziennikarce telewizyjnej wypomina się krągłe biodra. W świecie tym nie ma miejsca dla Ani - zdolnej, dobrej, wartościowej kobiety.

Nikt nie może zatrzymać ciała Ani przed ciągłym powiększaniem się. Ania jest człowiekiem cierpiącym. Z trudem przechodzi kilka metrów, od sześciu lat nie była na spacerze. Śpi na siedząco. Bezdech senny atakuje ją kilkadziesiąt razy w nocy. Ania jest człowiekiem zdolnym. Zdobyła pierwszą nagrodę w międzynarodowym biennale sztuki, jej obrazy wiszą w budynkach instytucji i w domach prywatnych w Polsce i w Europie. Ania jest człowiekiem dobrym. Od lat jako wolontariuszka jest dowożona na kolonie dla dzieci z ubogich rejonów wiejskich. Uczy plastyki.Ania Feliks / Fot. Anna Arent

Ania Feliks ma 26 lat, 147 centymetrów wzrostu i waży 214 kilogramów.
- To choroba - mówi Edyta Tlik-Dąbrowska, którą Ania nazywa swoją przyjaciółką. - Jeśli nie pomożemy tej dziewczynie, ona zginie.

Duże dziecko z baraków


Grabiny Zameczek, wieś na Żuławach. Rozrzucone budynki, równina. Na dom, w którym mieszka Ania, miejscowi mówią: „baraki“. Rząd popegeerowskich budynków przy drodze, w nich rodziny, które próbują mniej lub bardziej udanie poradzić sobie z kapitalistyczną rzeczywistością. W domu Feliksów mieszkają prócz Ani dwie młodsze siostry, bezrobotny ojciec i opiekująca się chorą córką matka.

Ania siedzi na rozłożonym tapczanie. Włączony wentylator pracuje na okrągło, pomagając przetrwać upalny dzień. Siostra przynosi grubą teczkę z dokumentacją medyczną, systematycznie posegregowaną przez Anię. Z teczki wypada stare, czarno-białe zdjęcie, przedstawiające młodą kobietę, trzymającą na rękach tęgą, płaczącą dziewczynkę. Twarz dziewczynki jest większa od twarzy kobiety.

- To ja z ciocią Gosią - mówi cicho Ania. - Miałam wówczas ze dwa latka. Ważyłam ponad 42 kilogramy.

Ania Feliks gdy miała 2 lata / Fot. Archiuwm Anny FeliksSzpitalne wypisy, jak kartki z pamiętnika, opowiadają o dzieciństwie z wagą w tle. Urodzona w marcu 1981 roku. Waga - 3,4 kg. Wzrost - 58 cm. Wszystko w normie. Do siódmego miesiąca życia. Potem organizm zaczyna wariować. Osiem lat - waży już 109 kilogramów. Rok później przestaje rosnąć. W wieku 13 lat osiąga wagę 123 kilogramów. Jedzie do sanatorium, gdzie po trzech miesiącach głodowej diety i ćwiczeń waga spada do 108 kg. Ale potem zaraz rośnie. - Poznałam chyba wszystkie diety świata - uśmiecha się smutno młoda kobieta. - Pomagały tylko na chwilę.

Przechodzi badania w Centrum Zdrowia Dziecka i kilku akademiach medycznych w Polsce. Podejrzewa się u niej m.in. genetyczną chorobę Willy Pradera. Tylko że w tej chorobie równoległym objawem jest opóźnienie umysłowe, a Ania to dziewczynka inteligentna. Lekarze wykluczają też chorobę Cushinga, sugerują, że u dziecka mogło dojść do uszkodzenia podwzgórza.

I co? I nic. Nikt nie może zatrzymać ciała Ani przed ciągłym powiększaniem się. Ania nie nadaje się do zwykłej, wiejskiej szkoły. Najpierw trafia do podstawówki u sióstr zakonnych w Wierzbicach za Wrocławiem, potem do zasadniczej szkoły zawodowej w Policach pod Szczecinem, gdzie uczy się krawiectwa. Marzy o technikum i maturze. Technikum z internatem dla chorych młodych ludzi mieści się w Przemyślu. Niestety, Ania już nie może samodzielnie żyć. Leki hormonalne, które musi brać, powodują dalszy wzrost wagi.

Ania jest już dorosła. Wraca do baraków w Grabinach Zameczku. Do pokoju zajmowanego wspólnie z młodszą siostrą, Olą. Do widoku z tapczanu na pola. Świat zawęża się do kilku, kilkunastu metrów.

Ucieczka w świat malowany


Na obrazach Ani świat zieleni się, żółci i błękici, ludzie rozmawiają z miłością podczas rodzinnych spotkań, na stole w wazonach stoją kwiaty. - Zawsze chciałam malować - mówi. - Nie miałam zbyt dużego wyboru szkoły, ale postawiłam na krawiectwo, bo to blisko do projektowania mody.
Szanse na malowanie otrzymała dzięki warsztatom w domu środowiskowym w Krzywym Kole (gm. Suchy Dąb), działającym pod egidą Caritasu.

- Od pani z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej usłyszałam o dziewczynie, która bezczynnie siedzi w domu - opowiada Elżbieta Rendzio. - Przygotowujemy podopiecznych do podjęcia pracy zarobkowej. Bus zaczął codziennie dowozić do nas Anię. Od razu trafiła na terapię w pracowni plastycznej. Szybko ujawnił się jej talent.
Bus staje przed domem w Grabinach Zameczku. Ania wychodzi, ktoś pomaga jej wsiąść do wozu. Kolejna pomoc przy wysiadaniu, kilka kroków do pracowni. Po południu - znów przy pomocy ludzi - Ania wraca do domu.
Pracownia nie może sprzedawać obrazów. Dzieła Ani wręczano najpierw w prezencie, potem zawisły w hospicjum, potem trafiły do galerii w Tczewie. Potem wygrały krakowskie Międzynarodowe Biennale Sztuki. Potem poszły dalej w świat.

Poprzez Caritas Ania znalazła też zajęcie na lato. Choć - patrząc na Anię - trudno w to uwierzyć, kolejny rok z rzędu jeździ jako wolontariuszka na kolonie do Warzenka, gdzie prowadzi zajęcia plastyczne dla dzieci z niezamożnych rodzin.
- Zawożą mnie do Warzenka tym samym pojazdem, którym docieram do Krzywego Koła - Ania wyjaśnia tajemnicę pracy wolontariuszki. - Tam wszystko jest na miejscu, więc nie pokonuję dużych odległości. Zresztą zawsze mogę liczyć na pomoc opiekunów z kolonii.

Z dziećmi jest różnie. Czasem, widząc chorobliwie zmienioną sylwetkę, zaczynają szeptać, śmiać się, komentować. Ale to szybko mija, bo Ania nie wstydzi się odpowiadać na pytania dotyczące swojego wyglądu. Tłumaczy, że to choroba. - Ku mojemu zdumieniu, dzieci bardzo szybko ją akceptują - twierdzi Edyta Tlik-Dąbrowska, która z podopiecznymi z gdańskiej świetlicy terapeutycznej Promyk Nadziei także przyjeżdża do Warzenka. - Jest niesamowicie otwarta.
Edyta zobaczyła w Ani wspaniałego człowieka, który nie ma pieniędzy i oparcia. Który nieuchronnie zmierza do szybkiego końca. Pomyślała: Ile ona jeszcze może pożyć? I postanowiła zmienić nieuchronność w szansę na życie.

Lekkość bytu Magdy S.


Magda prędzej lub później musiała spotkać się z Anią. Słowo „minus“ dla Magdy Szulc z Gdańska oznacza zmianę na lepsze. Powrót do bycia młodą kobietą. Świadomość, że można być atrakcyjna. Makijaż i nowe ubrania.
Minus to 72 kilogramy.

- Przed trzema laty ważyłam 172 kilogramy - wspomina Magda. - To sprawa genetyczna, w rodzinie kobiety zawsze miały nadwagę, ale ja przerosłam wszystkich. Lekarze diagnozowali otyłość złośliwą.
Znalazła na stronie internetowej, poświęconej otyłości, informację o zabiegach chirurgicznych przeprowadzanych w klinice w Zabrzu. Zadzwoniła, kazali jej przyjechać. - Zostałam zakwalifikowana do operacyjnego założenia opaski na żołądek - opowiada Magda. - Mogłam pisać do NFZ o refundację zabiegu, ale bez gwarancji powodzenia. Byłam zdeterminowana, wzięłam kredyt na 10,5 tysiąca złotych. Jeszcze go spłacam, ale nie żałuję.
W Zabrzu musiała najpierw przejść na ścisłą dietę 400 kalorii dziennie. Ćwiczenia, fizjoterapia, nauka oddechu i „wyciągania“ żył spod warstwy tłuszczu, by można było wbić igłę. Potem zabieg.

- Opaska na żołądku sprawiła, że jem o wiele mniej. I powoli, systematycznie chudnę - uśmiecha się Magda. - Czuję się świetnie!
Koleżanka Magdy współpracuje z Edytą. A Edyta zaczęła już odczuwać coraz większą bezradność. - Próbowałyśmy załatwić leczenie Ani w Gdańsku - opowiada. - Nic z tego nie wyszło. Zwodzono ją, przekładano wizyty... Podejrzewam, że jest to zbyt trudny przypadek.
W Gdańsku przez 9 lat nikt nawet nie sprawdził, ile waży pacjentka.

- Na Pomorzu nie ma takiej wagi - Ania nie ma żalu. - Powiedziano mi, że ważą ludzi do 150 kilogramów.
Magda usłyszała od koleżanki o dziewczynie zamkniętej we wrogim ciele. Nikt tak dobrze jak ona nie wiedział, jaki to dramat. Od razu postanowiła pomóc Ani.

I pójdę na spacer...


Wystarczył jeden telefon do Zabrza, by dr Mariusz Wyleżoł zaprosił Anię na konsultację. Pojechała busem z Krzywego Koła. Doktor zdecydował o pozostawieniu Pomorzanki na badaniach. - Był w szoku - mówią przyjaciele Ani. - Uznał, że trzeba działać jak najszybciej.
Najgorszy jest bezdech senny. Każdy oddech Ani w nocy może być tym ostatnim. W Zabrzu po raz pierwszy przeprowadzono podczas snu pacjentki badania spirometryczne. Wynik - 87 bezdechów w przeciągu sześciu godzin. To średni wynik, ale wśród tych koszmarnych godzin była jedna, podczas której aparat wykazał 29 bezdechów. Co dwie minuty!
- To największe zagrożenie podczas operacji - Ania powtarza słowa lekarzy. - Powiedziano mi, że zabieg jest możliwy, ale muszą mnie do niego przygotować.

Edyta napisała już w imieniu Ani list do pomorskiego NFZ, prosząc o zrefundowanie zabiegu. Wicedyrektor Elżbieta Rucińska-Kulesz odpisała, że za operacje przeprowadzane w Zabrzu płaci śląski NFZ.
Klinika w Zabrzu podpisała z tamtejszym oddziałem kontrakt. Problem jest jeden - limit. Chętnych do zabiegów jest więcej niż pieniędzy. Ania musiałaby czekać w kolejce. A ona może nie doczekać. I kółko się zamyka.

- Zbierzemy pieniądze na Anię - mówi Edyta. - Nie pozwolimy jej umrzeć. Założyliśmy już specjalne konto na rachunku Caritasu.
Magda dzwoni do mediów. Opowiada o Ani. Ksiądz Krzysztof Sagan z Caritasu zawiadomił telewizję o dziewczynie z Grabin Zameczku. Trzeba się spieszyć, bo z dnia na dzień coraz ciężej jest Ani żyć.
- Wyjdziemy na zewnątrz? - patrzę na siedzącą na tapczanie kobietę.
Wolno wiąże buty. Ola wynosi przed dom krzesło. Krzesło staje wśród kwiatów w ogródku sąsiada.

Ale Ania już do ogródka nie dojdzie. Jest zbyt ciepło. Krzesło wraca przed drzwi. - Każdego dnia marzę o czymś innym - mówi Ania, patrząc na pole za domem. - Jednego dnia, by skończyć szkołę. Innego, by znaleźć pracę. Albo się samodzielnie umyć, wykonać proste czynności. Albo móc wyjechać gdzieś z tej wsi. Wsiąść do auta. Pochodzić po ulicach.
Dni jest dużo. Można marzyć. ‹

***
Otyłość to postępująca i trwająca przez całe życie choroba, polegająca na nadmiernym gromadzeniu tkanki tłuszczowej. Przyczynami otyłości są czynniki środowiskowe (nieprawidłowa dieta i tryb życia), ale też czynniki genetyczne, biologiczne (np. uszkodzenie podwzgórza) i farmakologiczne. Obecnie otyłość ma charakter epidemii, gdyż dotyczy ok. 25 procent mieszkańców krajów uprzemysłowionych. W ocenie stopnia nadwagi pomaga indeks masy ciała (BMI - Body Mass Index), który obliczamy dzieląc masę ciała w kilogramach przez kwadrat wzrostu wyrażony w metrach.Prawidłowy indeks masy ciała powinien wynosić pomiędzy 20 a 25. O chorobliwej otyłości mówimy, kiedy wskaźnik masy ciała jest większy od 35, a o „śmiertelnej“ - powyżej 40. U Ani Feliks BMI wynosi 99.

Dorota Abramowicz
d.abramowicz @prasa.gda.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Anna Głowacka
  • Anna Głowacka
  • 24.05.2011 16:13

Może powinna Pani poddać sie operacyjnemu leczeniu otyłości. Ta metoda (stosowana tez w Polsce, chociaż w USA jest bardziej wyspecjalizowana) daje niewarygodne rezultaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ilona McAvoy, W-wa
  • Ilona McAvoy, W-wa
  • 24.05.2011 11:12

GŁÓD. Podjadanie. Błędy IG.
BH.30.
MOTTO: Stabilny poziom cukru we krwi przez 24h !! *

PODJADANIE W NOCY LUB PODCZAS DNIA TO ZAWSZE JEST Z GŁODU, KTÓRY ODCZUWAMY WTEDY:
Gdy poziom cukru we krwi spada. Podwyższamy go zawsze; dużą oczywiście proporcjonalną ilością tzw. NISKICH węglowodanów, tj. do 26% wzrostu; czyli naszym ludzkim paliwem, a więc GLUKOZĄ naturalną. Głód u człowieka to czerwona lampka w samochodzie pokazująca, że paliwo się kończy. Zatankuj i Ty. Musisz podnosić sobie poziom cukru szybko, w kategoriach dozwolonych i utrzymać długo, wtedy nie czujesz głodu.

ŁAKNIENIE, STAN PUSTKI W ŻOŁĄDKU, TZW. SSANIE:
Odczuwamy także wówczas, gdy do pustego żołądka (np. 2 godziny przed obiadem) wydziela się sok trawienny (kwas solny). Neutralizujemy go skutecznie zasadotwórczym sokiem z cytryny (np. dodając do herbaty). Eliminujemy zatem, również i to źródło odczuwania GŁODU.

TAK UŁOŻYŁA TO PRZYRODA PLANETY O NAZWIE ZIEMIA. JEŚLI KTOŚ MÓWI INACZEJ:
Nawet ten z tytułami to zwyczajnie powinien sobie wykonać najprostsze badania, a wtedy dostrzeże, iż przyroda naszej planety jest jedna i finalnie tworzy logiczną perfekcję. Ułożone są zatem przez PRZYRODĘ wszelkie zależności pierwiastkowe, czyli żywieniowe również. Problem jedynie jest z identyfikacją ewolucyjnych dokonań naszej przyrody, bo to można zrealizować jedynie poprzez wykonanie setek elementarnych badań laboratoryjnych. Ten kto je wykona dopiero może mówić: REALNĄ prawdę. *

POCZYTAJ, ZAPOZNAJ SIĘ TO WYSTARCZA:
Jednak koniecznie pamiętaj o CHLEBie typu KR-IRL, ponieważ to on głównie utrzymuje poziom cukru w stabilnej strefie, czyli nie odczuwasz głodu.

KONKLUZJA finalna:
Ilość żywności należy bezwzględnie dostosować do trybu życia, czyli zapotrzebowania energetycznego własnego organizmu. Najistotniejszym stabilizatorem wyrównywania braków energii u człowieka jest bez wątpienia tzw. CHLEB typu KR-IRL. Wskazana jest także zasadotwórcza cytryna ok. 2,5-4 sztuk/24h. Sok z cytryny neutralizuje kwasowość soków trawiennych pustego żołądka zmniejszając łaknienie.

R E F L E K S J A:
INDEKS ŻYWIENIOWY, a; INDEKS GLIKEMICZNY, to dwa różne spojrzenia na realia przyrodnicze.
IŻ; to identyfikacja ewolucyjnych dokonań przyrody, czyli sfera faktów. IG; to wirtualne poglądy, dezinformacja, obłuda i biznes.

ZOBACZ TEŻ; CUKRZYCA typu 2, wg: IRL KRAKÓW.
Książka, pt._______: PORADNIK ŻYWIENIOWY człowieka w XXI wieku.
Wydanie drugie: zaktualizowane i uzupełnione. ***
Skrót adresu strony w Internecie_______: INSTYTUTIRL
ADRES_______: http://www.instytutirl.com.pl/

BH.30.
ENGLISH VERSION_______: http://www.instytutirl.com.pl/index9.php

Komentarz został ukrytyrozwiń
Martyna Myszakowicz
  • Martyna Myszakowicz
  • 19.12.2010 20:00

Aniu! 3mam kciuki!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję ze Ania znajdzie wkrótce pomoc, Aniu 3maj się :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na Zachodzie podobnie okrutnymi przypadkami lekarze zajmują się z powodów -
- bo ślubowali pomagac bliźniemu swemu,
- bo można zrobić doktorat albo napisać inną pracę i awansowac na drabinie "lekarskiej",
- bo można wymyślić jakiś lek albo wiele lat w tym się realizować,
- bo można leczyć stosując kosztowne metody i dojąc społeczną lub prywatną tamtejszą służbę zdrowia.
A u nas? Oprócz pierwszego punktu, pozotałe raczej nie wchodzą w grę, zatem nikogo to nie interesuje. Zresztą - babeczka ma ćwierć wieku i który z dziennikarzy się zainteresował nią przez te lata?

Komentarz został ukrytyrozwiń

zadziwiające, że ta kobieta ma już 26 lat i dopiero teraz się ktoś zainteresował jej chorobą, jak to możliwe, że żaden lekarz sie nie zajął jej przypadkiem, kiedy była jeszcze dzieckiem, przecież już wtedy było widać, że to choroba, a nie zaniedbanie, nie rozumiem tego....

Komentarz został ukrytyrozwiń

straszne!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Porażające! Tej kobiecie potrzebna szybka pomoc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.